czwartek, 24 lipca 2014

#2 Harry
Piosenka do nadania nastroju:http://www.youtube.com/watch?v=xyqQ4iT4IeU
Nie powiem moje życie jest idealne. Mam kochającego mnie chłopaka, wspaniałych przyjaciół oraz dobrą pracę. Niedawno zamieszkałam z Harrym, szanuję to, że musi często wyjeżdżać, ale nie powiem cholernie wtedy tęsknię. On wie co ja wtedy przeżywam, ale codziennie wysyłam mi tysiące sms'ów i dzwoni kilka razy dziennie o każdej porze, oczywiście włączając w to 3 w nocy. Kocham go najbardziej na świecie. Dzisiaj Harrolda znowu nie będzie, cały dzień i całą noc. Dobrze, że nigdzie nie wyjeżdża. Ale i tak każda minuta bez niego jest stracona. No nic trzeba dalej żyć. Wróciłam z pracy, no tak pusto wszędzie, sama będę. O! Zaproszę [Im. tw. przyj.]. Wybrałam numer i po kilku sygnałam usłyszałam ten delikatny głos po drugiej stronie słuchawki:
-Halo?
-No hej [Im. tw. przyj.] mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść?
-Oczywiście, a o której?
-Za godzinę. odpowiada ci?
 -Okey, będę to do zobaczenia.
-Pa i dzięki - rozłączyłam się. Położyłam telefon na stoliku, zdjęłam buty i delikatnie opadłam na sofę. Zamknęłam oczy, gdyż byłam strasznie zmęczona. Dużo stresu w pracy, więc musiałam trochę odpocząć. Chyba zasnęłam, bo przebudził mnie dzwonek, zapowiadający gości. W koszmarnej fryzurze, poszłam otworzyć spodziewałam się kto to.
-Coś ty taka zmarnowana? - pytała się mnie moja przyjaciółka.
-Wiesz jestem dzisiaj bardzo zmęczona - odpowiedziałam, chociaż nadal byłam półprzytomna.
-Uuu.. to może innym razem wpadnę? -zaproponowała.
-Nie, proszę zostań, wiesz smutno tak trochę siedzieć samej.
-Dobra - weszła do środka - to co chcesz dzisiaj robić?
-Może jakiś film?
-Świetny pomysł!

*
W czasie filmu, rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Nagle usłyszałam jak ktoś do mnie dzwoni. Tak to Harry, odebrałam:
-Halo?
-Cześć skarbie, co tam u ciebie? - pytał się mnie mój ukochany.
-A wszystko w porządku, przyszła do mnie [Im. tw. przyj.]
-O to świetnie czyli nie jesteś sama?
-No nie, ale wiesz, że cię kocham i chciałabym, abyś był przy mnie cały czas.
-Tak wiem, ale to jest nierealne.
-Rozumiem, przecież. Mam nadzieję, że jak najszybciej wrócisz. Powodzenia dzisiaj wieczorem!
-A ty jednak nie chcesz wpaść dzisiaj na koncert?
-Jestem strasznie zmęczona, następnym razem.
-Okey, odpoczywaj!
-Dobrze, do jutra. Kocham cię!
-Ja ciebie też - rozlączył się. gdy film dobiegł końca, zaczęłam się żegnać z przyjaciółką. Było późno. Ona ma jutro rano do pracy tak samo w sumie jak ja. Dochodziła godzina dwudziesta druga, wykonałam wyszystkie czynności w łazience, ubrałam moją cieplutką piżamę i jednym zwinnym, kocim ruchem wsunęłam się po kołdrę. Tego dzisiaj najbardziej potrzebowałam. Snu.

*

[Z perspektywy Harrego]

Koncert się skończył. Chciałem już wracać do domu, ale chłopaki mi nie pozwolili, chcieli ten dzisiejszy dzień uczcić. Chociaż z mojej perspektywy ten dzień był zwykły, taki jak każdy, ale są wyjątki. Zadzwonić do [Tw. im.]? Nie, późno już jest pewnie śpi. Postanowiłem, że na chwilę zostanę, ale impreza u Louisa dopiero się rozkręcała. Nagle poczułem jak wibruje mi telefon. Ktoś do mnie dzwonił. O tej porze? Ujrzałem jakiś nieznany mi numer. Poszedłem do drugiego pokoju, ponieważ w tym, w którym się znajdowałem było stanowczo za głośno, aby z kim kolwiek rozmawiać. Odebrałem połączenie:
-Dobry wieczór.
-Dobry wieczór - nie wiedziałem kto to.
-Z tej strony Starszy Strażak Andrew Jones, czy do dzwoniłem się do pana Stylesa?
-Tak, to ja. Ale o co chodzi?
-Muszę pana poinformować, że w pańskim domu wybuchł pożar, próbujemy opanować sytuację, aby dostać się do pańskiej dziewczyny - wtedy nie mogłem z siebie wydusić słowa. Po woli wszystko zaczęło do mnie docierać. Boże! Przecież tam w środku jest [Tw. im.]! Bez słowa rozłączyłem się. Musiałem jak najszybciej znaleźć się pod budynkiem, w którym mieszkam. Poprosiłem Liama, aby mnie zawiózł do domu, sam nie byłem w stanie. Za bardzo byłem roztrzesiony. Wszyscy zgromadzeni na imprezie, to zauważyli. Mówiłem pod nosem słowa, tak szybko, że sam nawet nie zrozumiałem ich znaczenia. Liam nic nie mówił tylko zabrał kluczyki od samochodu i wyszedł na zewnątrz. Podczas jazdy starałem się wszystko wyjaśnić, chociaż szczerze nie wiem czy mnie zrozumiał. Na końcu mojej wypowiedzi, zaczął mnie pocieszać. Zajechaliśmy na ulicę, która prowadzi do mojego i [Tw. im.] domu. Gdy ujrzałem budynek, który stał w płomieniach przeraziłem się. Chciałem tylko znaleźć się koło mojej ukochanej. Wyleciałem niczym strzała z samochodu. Lecz strażacy nie chcieli mnie wpuścić. Znalazłem w samochodzie strażackim kurtkę. I teraz liczyła się tylko chwila. Udało się ominąć strażaków. Wbiegłem do środka, zaczęłam biec po schodach. Poczułem pod stopami, że stąpam po praktycznie niczym. Schody, które przed chwilą można było nazwać nieistniały. Zapadły się, ale byłem szczęśliwy, że udało mi się dotrzeć na górę. Teraz tylko dotrzeć do sypialni.

*

[Z twojej perspektywy]

Czułam jak nadchodzi mój ewidenty koniec. Samotnie. Nawet nie mogłam się z nim pożegnać. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy nagle usłyszałem jak ktoś wbiega po schodach. Mój wzrok skierował się na drzwi. Po chwili ujrzałam Harrolda. Nie mogłam uwierzyć w to. Skąd on tutaj się wziął? Ale teraz nic się nie liczyło. Szybko wstałam wtulając się jego tors. Oderwaliśmy się od siebie, nic nie mówiliśmy, tylko patrzylismy sobie w oczy. Po chwili on wpił się w moje usta, całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. Odezwał się:
-Przepraszam i pamiętaj, że Kocham Cię! - powiedział ze łzami w oczach.
-Harry ja też cię Kocham! - on wziął mnie na ręce, ja moco złapałam się jego szyji. Zamknęłam oczy. Usłyszałam tłuczone szkło. Po chwili poczułam coś takiego jakbym upadła na ziemię, ale asekurował mnie Lokers. Otworzyłam oczy. Leżałam na moim chłopaku. Szybko się rozejrzałam, szyba w oknie na górze rozbita.A koło mnie zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi. Spojrzałam na Harrolda wokół jego głowy zaczęło się zbierać coraz to więcej krwi. Nie wiedziałam co się dzieje! On się w ogóle nie ruszał. Nie to nie możliwe. Zaczęłam go budzić. Na nic! Moja rozpacz w tym momencie była niepojęta. Dlaczego on? Życie jest takie okrutne!
 
 

niedziela, 20 lipca 2014

#1 Harry-Kochanie spakowałaś prezenty? - pytał się mnie, mój chłopak Harry.
-Tak! - krzyczałam z drugiego pokoju - myślę, że to będą cudowne święta, w końcu poznasz moją rodzinę i przyjaciół.
-Na to liczę, miałaś świetny pomysł z tymi świętami w Polsce.

-Oh, nie schlebiaj tak mi, dziękuję - odpowiedziałam pakując przy tym swoje ubrania. Nagle poczułam coś na ramieniu. Tak to był Harry, opierający swój podbródek - nie jestem poduszką - mówiłam - bądź taki łaskawy i daj mi się w spokoju spakować - powiedziałam z wyrzutem.
 -Nie jeśli nie dasz mi buziaka! W usta. Czekam - on nigdy się nie poddawał, w końcu uległam jego prośbom. Okręciłam się, aby stać przodem do niego, zbliżyłam się lecz on wszystko przyspieszył, trwaliśmy w pocałunku dobrych kilkanaście sekund, ale to nie był taki zwykły buziak, bo Harrold nie chciał się oderwać, na szczęście po chwili odsunął się. Z uśmiechem na twarzy wyszedł z pokoju - ach ten Harry - pomyślałam. Poczułam wibracje w kieszeni, dostałam sms od mojego brata: "No hej siostra, przyjeżdżaj jak najszybciej, bo Puśka tęskni i może w końcu poznam tego twojego chłopaka. A więc do zobaczenia :)" uśmiechnęłam się do telefonu wtedy usłyszałam:
-Z kim tak smsujesz? Powinienem czuć się zagrożony, bo ktoś odbija mi dziewczynę? - mówił całkiem poważnie Harry.
-Głuptasie, brat do mnie napisał, jak mi nie wierzysz to sam zobacz - podałam mu telefon - ty mój zazdrośniku! - wyszłam uśmiechnięta z pokoju.
 *

-Pieniądze?
-Są.
-Klucze?
-Mam.
-Wszystko wyłączyłeś?
-Tak! Kochanie spokojnie wszystko jest w najlepszym porządku, zobacz lecimy, zaraz będziemy w Polsce, spotkasz znajomych, rodzinę i twoją kotkę Pusię - z tymi ostatnimi słowami mnie rośmieszył.
Trafiliśmy na świetną pogodę. Burzę z piorunami, ale ja bylam pełna optymizmu i czułam się bezpiecznie, dlaczego? Bo był przy mnie moj chłopak, gdy mnie przytulał czułam się bezpiecznie i tak tym razem było. Harry wie jak ja boję się latać więc zawsze podtrzymuje mnie na duchu. Mimo, iż był dzień ja zasnełam, gdyż byłam strasznie zmęczona. Oparłam swoją głowę o jego ramię.

*

Ktoś mnie próbował obudzić, nagle doszły do mnie krzyki i piski, histerię ogólnie chaos, w tym głos Harolda:
-[Tw. Im.], obudź się, my... zaraz zginiemy!
-Co?! - wykrzyczałam, otwierając przy tym oczy - to żart?
-Nie, to nie żart - mówił całkiem poważnie - przepraszam, że to się kończy akurat na tym, że umrzesz w tak młodym wieku przeze mnie mogłem wybrać inny środek transportu, mogłem posłuchać ciebie..
-Nie! - krzyknęłam - to nie jest twoja wina ale nasza wspólna, Harry wiedz, że cię KOCHAM i mam nadzieję, że tam się spotkamy.
-Ja też cię KOCHAM, rozumiesz KOCHAM! - wtedy on zaczął mnie całować, tak łapczywie, zachłannie z pasją, bo to był nasz ostatni pocałunek. Po chwili oderwał się od moich warg i przytulił do siebie szepcząc cały czas:
-KOCHAM CIĘ! - Po minucie był nasz ewidentny koniec.