sobota, 31 maja 2014

Louis Tomlinson #1


Lou #1
Weszłam do ogromnego lobby hotelowego. Od razu skierowałam się w stronę recepcji, gdzie odebrałam kartę do swojego pokoju. Trzymając plastikowy klucz udałam się ku windom. Nacisnęłam guzik przywołujący windę. Czekając na nią wygładzałam swoją sukienkę. Drzwi rozsunęły się i wysiadło z niej jakieś stare małżeństwo. Uśmiechnęłam się do staruszków przyjaźnie i weszłam do windy. Nacisnęłam przycisk z czwórką i czekałam, aż drzwi się zasuną. Gdy  pomiędzy zasuwającymi się drzwiami była już niewielka przerwa ktoś niespodziewanie włożył między nie dłoń. Wystraszyłam się i odskoczyłam w tył. Drzwi się rozsunęły, a do windy wszedł wysoki mężczyzna o przyjaznym uśmiechu. Włosy miał zaczesane na bok. Jego ubranie było starannie dobrane, ale nie wyglądał jak gej.
- Hej – zagadnął do mnie. Przybliżył się do tablicy z guzikami i wcisnął dziewiątkę. Drzwi windy zasunęły się, a po chwili ruszyliśmy ślamazarnym tempem w górę.
- Cześć – mruknęłam, spoglądając ciągle na chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Co jak co, ale uśmiech to miał zwalający z nóg. Jego niebieskie oczy ślicznie połyskiwały.
- Louis – przedstawił się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Podeszłam i uścisnęłam ją mówiąc:
- T/I – odpowiedziałam. Louis spojrzał mi w oczy. Poczułam, że winda stoi w miejscu. – Co się dzieje? Dlaczego nie jedziemy?
- Pewnie się zacięła. To nic takiego – odpowiedział.
- No pięknie. Jeszcze tego mi potrzeba – odparłam wkurzona. Zaczęłam chodzić w kółko po windzie. Jestem bez komórki, więc nie mam jak zadzwonić po pomoc. – Masz komórkę?
- Zostawiłem w pokoju.
- Cholera, ja też.
- Przestań tak chodzić. Od tego winda nie ruszy. Uspokój się. – Złapał mój nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie. Odgarnął pasmo moich włosów z twarzy. Z zainteresowaniem przyglądałam się Louisowi. Był bardzo przystojny, a wręcz seksowny. Gdy tonęłam w oceanie jego źrenic poczułam jak jego usta muskają delikatnie moje. Odruchowo pogłębiłam pocałunek i już po chwili całowaliśmy się bez opamiętania. Jakby cały świat nagle zniknął i była tylko nasza dwójka w tej przeklętej zaciętej windzie. Poczułam dłoń Louisa na moim udzie, która wędrowała coraz wyżej, a co za tym idzie – podnosiła moją sukienkę. Dłoń chłopaka zatrzymała się na moim pośladku. Louis oparł się na mnie całym swoim ciałem, wymuszając na mnie, bym się cofnęła. W dwóch krokach przemierzyliśmy windę i byliśmy na jej równoległym krańcu. Nie mogłam oprzeć się pokusie i wplotłam palce w karmelowe włosy Louisa. W dotyku były przyjemnie miękkie. Brunet wsunął swój język do moich ust i zaczął wodzić nim po moim podniebieniu, co było niezwykle przyjemnym doznaniem. Zsunęłam swoją dłoń wzdłuż jego kręgosłupa i zatrzymałam się na jędrnych pośladkach. Zatopiłam w nich paznokcie. Louis subtelnie wsunął swoja dłoń pod moje koronkowe majtki. Bez spoglądania odpięłam spodnie bruneta, a następnie zdjęłam jego bokserki. Louis odpowiedział na mój ruch pozbywając mnie majtek. Podniósł mnie, a ja objęłam go nogami w pasie. Poczułam jak we mnie wchodzi, jak najdelikatniej tylko może. Z moich ust wydobył się cichy jęk. Louis zaczął zagłębiać się coraz głębiej, co powodowało, że krzyczałam coraz głośniej. Fala gorąca zmieszanego z pożądaniem i podnieceniem zalała moje ciało od środka. Mój mózg był nieco przyćmiony chwilowo, jednak mimo to wyczuwałam jak Louis niemal wwierca się we mnie. Z każdą sekundą coraz głębiej, z każdą sekundą coraz bliżej finału. Odchyliłam głowę, opierając ją o ścianę windy i próbowałam wyrównać swój oddech. Moje serce biło jak oszalałe, a oddech był tak szybki i płytki jakbym przebiegła pół miasta. Poczułam jak rozchylone wargi Louisa muskają delikatnie zakrzywienie mojej szczęki i schodzą coraz niżej: muskają skórę pod uchem, szyję, obojczyk…
- To ja sprawiłem, że winda się zatrzymała – odparł z uśmiechem, gdy było już po wszystkim.
___________________________________
Ta dam. Miał być pewnie inny, ale... I hope u like it. 

czwartek, 29 maja 2014

#Zayn

Szedłem przed siebie rozglądając się na boki. Co chwila dostrzegałem w tłumie znajome twarze. Wszyscy posyłali mi spojrzenie pełne bólu i współczucia. Kątem oka dostrzegłem obok mnie mamę [T.I], która tak jak przez kila poprzednich dni zalewała się płaczem. Ja nie dałem już rady płakać, teraz nie czuję zupełnie nic. We mnie jest tak ogromna pustka Tak cholernie mi jej brak. Nie mogę pogodzić się z tym że jej przy mnie nie ma. Podszedłem do mojej niedoszłej teściowej i ją przytuliłem. Wiedziałem przez co przechodzi. Oboje byliśmy jej najbliższymi osobami. Szliśmy i szliśmy, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Ksiądz zaczął swoją przemowę:
- Zebraliśmy się tu dzisiaj aby pożegnać naszą siostrę...
Wcale go nie słuchałem tylko patrzyłem na swoją ukochaną. Jej piękne długie brązowe włosy ułożone idealnie wzdłuż szczupłego ciała. Zawsze narzekała że źle się układają, teraz są idealne. Jej piękne niebieskie oczy są zamknięte, a te iskierki już więcej nie powrócą. Spojrzałem w dół jej ciała i odnalazłem na palcu pierścionek zaręczynowy, który dostała ode mnie zaledwie dwa tygodnie temu. Nawet nie zdążyliśmy zacząć planować wesela... Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głoś mamy [T.I]:
- Zayn proszę powiedz coś, bo ja nie dam rady...
Jakiś facet podał mi mikrofon, a ja podziękowałem skinieniem głowy.

[T.I] była dla mnie nie tylko dziewczyną, od niedawna narzeczoną ale powodem dla którego codziennie rano chciałem się budzić. Chciałem zobaczyć jej piękny uśmiech i ten blask w oczach. [T.I] była osobą która nie przejmowała się przeszłością, nawet kiedy w szpitalu dowiedziała się że pozostało jej niewiele czasu powiedziała: pamiętaj że musisz zawieźć zmywarkę do naprawy. Nie bała się tego co ją czeka. Chciała aby każdy tu zebrany cieszył się z tego że odeszła do lepszego świata. Zażartowała że jej Anioła Stróża rozbolały nogi od ciągłego chodzenia za nią krok w krok i teraz zabiera ją ze sobą, żeby była zawsze w jednym miejscu. - usłyszałem szlochy - [T.I] była najwspanialszą osobą na całym świecie. Swoim śmiechem potrafiła zabijać. A uśmiechem rozświetlać każdy nawet najbardziej pochmurny dzień. Mieliśmy założyć rodzinę. Mieć gromadkę małych brzdąców które będą biegały w ogrodzie podczas gdy my będziemy wylegiwać się na hamaku. - mimowolnie łza spłynęła po moim policzku, ale szybko ją otarłem - Kiedy chciała jechać do sklepu, chciałem ją zawieźć, ale ona wolała jechać samej. Może gdybym to ja prowadził ona by żyła. Może tak straszna rzecz stała się tylko mnie, a ona stałaby teraz na moim miejscu i mówiła coś o mnie. Kochałem [T.I] całym sercem i nie wiem jak sobie poradzę po jej stracie. Moje serce jest teraz pokruszone na milion kawałeczków i chyba nic ani nikt nie dary go skleić. Nie da się żyć bez powietrza, [T.I] była nim dla mnie. Przed swoim końcem powiedziała mi: urodziłam się, więc muszę umrzeć. Wcześniej czy później. 
Stoję tu teraz i myślę sobie, że [T.I] była niesamowita. I, że nie ma drugiej takiej osoby. Boże, dziękuję Ci za nią. Za to, że mogłem ją spotkać i pokochać. Szkoda tylko, że zabierasz mi ją tak wcześnie. - uniosłem głowę do nieba - [T.I] opiekuj się mną. Proszę.
Wtedy usłyszałem głośne brawa. Ja odszedłem na bok i pozwoliłem łzom płynąć. Co chwila ocierałem je próbując wmówić sobie, że to nie podoba się [T.I] Ale nie mogłem. 
Gdy uroczystość się skończyła mężczyźni chcieli zamykać trumnę. Zatrzymałem ich i podszedłem do mojej ukochanej po raz ostatni. Ułożyłem obok niej wielki bukiet jej ulubionych białych róż. Ucałowałem jej zimną dłoń i odszedłem.
- Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedziałemBędąc już w domu położyłem się na naszym łóżku i wspominając nasze wspólne chwile zasnąłem w objęciach mojego Anioła Stróża. 


Miał być Harry wyszedł Zayn xD 
Dobre i to :D
co myślicie?
Karol ♥

sobota, 24 maja 2014

Six Hundred Ninety - Seven

Czerwone światło.

Zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, odpisując na wiadomość od koleżanki.

Wywracając oczami, zatrzymuję się przed ulicą, naciągając kaptur na głowę.

Rozglądam się.

Mój wzrok pada na przystojnego szatyna o brązowych oczach.

Patrzę na wysoką brunetkę o brązowych oczach.

Uśmiecham się.

Zielone światło.

Idę.

Mijam go.

Mijam ją.

W jego rękę wkładam karteczkę z numerem telefonu i imieniem.

Zaciskam palce na kartce i uśmiechając się, idę dalej.



- O czym myślisz? - Pyta Liam. Uśmiecham się lekko.
- O tym jak się poznaliśmy. - Odpowiadam, przymykając oczy.
- Pamiętasz?
- Liam, to było pięć lat temu, ale nadal pamiętam.
- Już pięć lat?
- Tak, Li, pięć lat.
- Mamo, dasz mi pić? - Pyta Jimmy, a ja siadam na ławce i sięgam po torbę.
- Tak, kochanie. - Podaję synkowi sok i głaszczę po główce, wycierając piasek z jego buzi.
- Mamusiu, a kiedy będzie Maddy?
- Za miesiąc, synku. - Uśmiecham się, a Liam głaszcze mnie po moim, mocno zaokrąglonym, brzuchu.
- A Lily?
- Też, syneczku.
- A wiesz mamusiu, że cię kocham? - Pyta ze słodkim uśmiechem.
- Wiem, synku.
- A wiesz, że ja cię kocham? I to od pięciu lat? - Pyta Liam.
- Tak, mężulku. - Odpowiadam ze śmiechem.



Krótki. Nietypowy. Bez sensu.
Przepraszam.

piątek, 16 maja 2014

NIALL
Świeże powietrze uderzyło mi w twarz. No tak znów to samo - trzeba iść do pracy.
Niechętnym krokiem ruszyłam w dobrze znanym mi kierunku. Już od około roku męczę się w tamtym miejscu. Ale jeśli chcę szybciej uzbierać na wyjazd, a właściwie ucieczkę z tego nudnego świata, jestem do tego zmuszona. Nie chcę prosić o kasę rodziców. Zresztą obchodzę ich tyle co nic. Cały czas są zapracowani i zajęci swoją karierą. Nawet zapominają o moich urodzinach, nie wspominając o innych rzeczach.
Dosyć tego ględzenia. Pewnie jesteście ciekawe gdzie pracuję? Otóż nie jest to miejsce dla księżniczek. Jest bardzo dorosłe, jeśli mogę to tak nazwać. Pracuję jako barmanka w obleśnym barze. Na moje szczęście nikt nie pyta o wiek, choć w formularzu skłamałam. Nie wyglądam zatem na 16-latkę. Plus dla mnie proszę.
Dziś kolejny dzień w tej norze (dla rodziców ewentualnie szlajanie się z przyjaciółmi). Kolejni pijani faceci. Ale mam obrany cel na sterowniku więc wystarczy się tylko uśmiechnąć i iść dalej. 
Weszłam do szatni i otworzyłam moja szafkę z napisem (t.i.). Wyjęłam z niej mój uniform i założyłam go. Nie był on zbyt elegancki ani wygodny. Zwykły fartuch i tyle. Zmieniłam się dziś z koleżanką, która nie może przyjść w dzień jedynie w nocy. Właściwie to mnie uratowała. Bo kto by chciał tłumaczyć się starym gdzie się było całą noc. Chociaż oni i tak moją to głęboko. 
- Cześć (t.i.). Proszę zawołaj wszystkich mam krótki komunikat - z rozmyślań wyciągnął mnie Jack - mój szef.
- Hej! No pewnie, a gdzie?
- W głównej sali.
- Dobra.
Poszłam do kuchni, szatni i wielu innych pomieszczeń, i zawołałam wszystkich. Weszliśmy do sali. Ja stanęłam za barem. W tym właśnie momencie weszłam nasza cudowna (okropna), długonoga (te nogi to chyba po operacji wydłużenia nóg, złociutka), młoda (uważaj, bo ci tynk odpadnie), naturalna(wytapetowana) menagerka naszego baru.
- O kochanie dobrze, że jesteś. Już myślałem, że nie przyjdziesz i będę musiał zaczynać bez ciebie - cmoknął ją w polik.
- Więc dobrze - zwróciła naszą uwagę. - Przejdźmy do konkretów. Ta buda się sypie. Nie chciałabym zwalniać Was z waszych posad. Choć niektórych trzeba by było - tu spojrzała na mnie. Nie cierpimy się nawzajem i nie myślcie, że to przez chłopaka. Nic z tych rzeczy. - Mój stary przyjaciel chce zainwestować w to miejsce. Nie wiem dlaczego, ale cieszmy się z tego. Nie będzie tu już baru tylko francuska restauracja "Anĝelo". Nie jest to francuska nazwa, ale oczekuję, że każdy nauczy się francuskiego. Oczywiście na nasz koszt. Jutro przyjedzie nauczyciel z gościem, który pokaże wam to i owo.
- Więc ja mam dla Was jeszcze niespodziankę. Nie możecie wyglądać przecież jak nędzni kelnerzy w tak eleganckiej restauracji jaka będzie ta już za tydzień. Prosto z Francji dla was. Oto wasz nowy uniform. 
Składał się on ze słodkiej sukienusi, szpilki o śmiesznym obcasie i berecika. Myślałam, że pęknę ze śmiechu.
- Jutro ma nas odwiedzić specjalny gość. Nie dajcie plamy! Najlepiej wybierzcie kolory najbardziej pasujące do was. 

Następnego dnia zwarta i gotowa ruszyłam do pracy. Podziwiałam wiosenną przyrodę po drodze. Nagle wpadłam na kogoś. Przewróciłam się.
- Uważaj jak chodzisz - usłyszałam.
- Ty też powinieneś.
- Że co proszę? To ty na mnie wpadłaś!
- Pewnie i jeszcze zrobiłam zakupy po drodze, wiesz?!
- Nie mam czasu na pogaduszki. Spieszę się.
- Z ust mi to wyjąłeś.
- Do niezobaczenia.
- Na wzajem.
Boże co za palant. Właściwie faktem jest, że to ja na niego wpadłam, ale bez przesady.
Szybkim krokiem ruszyłam do restauracji.
Tam jak zwykle przebrałam się w NOWY uniform. Już od rana czeka nas niezła jazda z francuskim. To naprawdę chiński język. Bonjour monsieur!
Szczęściem dla mnie jak i innych było to, że mieliśmy mają karteczkę. Wystarczyło tylko nauczyć się jej na pamięć.
Po nauce języka obcego miał przyjść gość specjalny. Przyszedł. Myślałam jednak, że będzie to stary brodaty mężczyzna. Okazało się, że był to nastolatek (młody mężczyzna ok. 20 lat). Nie uwierzylibyście, ale był to ten sam gość na którego wpadłam rano. Chciałam zakopać się pod ziemię. Miałam nadzieję, że mnie nie pozna.
Poprosił nas wszystkich o zebranie się w jednym wyznaczonym przez niego miejscu. Na samym początku gadał jak to dziękuje mojej siostrze - menagerce, że mógł wesprzeć to miejsce. Jakież to wzruszające. A tak nawiasem mówiąc nie spodziewaliście się, że to moja siostra co nie?
Mówił również jak będzie funkcjonować kuchnia i bar. Takie trele morele. Gadał bez znaczenia dla mnie. Teraz wydawał się być taki miły i w ogóle. Na chodniku jednak zachował się chamsko. 
 Jest nareszcie koniec!!!
Szybko przebrałam się w normalne ciuchy i ruszyłam czym prędzej do domu. 
Kiedy wychodziłam już z restauracji ujrzałam jak moja siostra obmacuje tego jak on się tam Niall'a Horan'a? On jednak chciał się wyswobodzić z jej uścisku. Było jednak mu to niedozwolone ze względu na moją siostrzyczkę.
W pewnym momencie zauważył mnie. Ja stałam jak wryta. On spojrzał tylko proszącym wzrokiem. Nie wiedziałam co mogę zrobić. Ale najprędzej przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zawołać Jack'a. Poszłam więc do jego biura i poprosiłam, żeby poszedł ze mną. Ujrzał ich. Nie mógł w to uwierzyć. 
- Ty suko jak mogłaś? - wydarł się na cały głos.
- Ale kochanie to on się na mnie rzucił.
- Nie kłam ty podstępna żmijo - ona spojrzała na niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy i wybiegła z aktorskim płaczem. Jack wrócił do siebie załamany.
- Dziękuję, że mi pomogłaś mimo tego, że tak Cię potraktowałem na ulicy.
- Nie ma za co. Muszę już iść.
- Nie! Zaczekaj! Pójdziesz ze mną na kawę?
- Może innym razem, ale i tak dziękuję.
- To może spacer?
- No dobra.

***
Owszem poszłam z nim na ten spacer. Opowiedział mi dużo o sobie. I ja nie byłam mu dłużna. Właściwie doszliśmy do wniosku, że chodziliśmy do tej samej klasy w dzieciństwie. Nie mogłam wierzyć, że to on.
Dziś jednak wyjeżdżam. Nie trzyma mnie tu nic. Muszę wyjechać. Moje sprawy się skomplikowały i to o wiele bardziej niż się tego spodziewałam. Pożegnałam się już z bliskimi, ale nie rodzicami. Nienawidzę ich. Nie chcę nic od nich.
Za pięć minut mam odprawę. Siedzę jeszcze w kawiarni i dopijam kawę. Nagle moim oczom ukazuje się tłum rozbrykanych nastolatek. Wśród nich ujrzałam Niall'a. Nie wspominałam Wam, ale kilka miesięcy temu zostaliśmy parą. 
Nawiązałam z ukochanym kontakt wzrokowy i uśmiechnęłam się do niego.
Podszedł do mnie. Fanki zostały na zewnątrz. Kawiarnia została też zresztą zamknięta.
- Kochanie wiem, że to może być dla Ciebie za wcześnie, ale... - uklęknął przede mną  i powiedział. - ...ale kocham Cię nad życie. Nie widzę świata poza tobą. Czy... czy postałabyś moją żoną i... .
- Tak, tak, tak!!! - wykrzyczałam i rzuciłam mu się w ramiona. On przytulił się do mnie i pocałował lekko.
- Kocham Cię! - powiedziałam.
Tak właśnie zakończyła się moja historia. Nie spodziewałam się, że ten blondyn o tysiącach, milionach fanek będzie kiedyś moim narzeczonym. Powiem Wam, że jak to w baśniach bywa byliśmy szczęśliwi.
...i żyli długo i szczęśliwie.

Witajcie!
Jak podoba Wam się imagin.
Może nie wszystkim przypadnie do gustu, ale liczę na komentarze.
Nawet nie wiecie jak mi się buźka śmieje jak je czytam.
Dzięki i pozdrawiam.
Karol
PS Jeszcze 41 dni i wakacje!! <3

wtorek, 13 maja 2014

Hej tu Karol ;)
Imagin z Louisem. ;) Historia banalna a więc proszę.
Nie lubię pisać happy endów bo mi nie wychodzą. Nie wiem czemu. ;p
Wplątałem tu też Justina bo nie miałam pomysłu kogo by tu można dać. Mam nadzieję, że się spodoba. ;D

Donośny tupot obcasów rozchodził się po alejkach zatłoczonego parku. Z lekkim poirytowanie spoglądałam na zegarek wiedząc, że się spóźnię. Sprytnie wymijałam przechadzających się ludzi co raz mówiąc stłumione przepraszam. Nagle w mojej torbie usłyszałam znaną mi melodyjkę. W biegu wyszukałam komórki i natychmiastowo odebrałam.
- Halo? – furknęłam już lekko poirytowana.
-
Zaraz powinnam być na miejscu – odparłam już trochę delikatniej.
-Cholera! – krzyknęłam gdy z mojej dłoni wypadł telefon, a sama spotkałam się z zimnym chodnikiem.
- Strasznie przepraszam, nic ci nie jest? – zapytał męski głos nachylając się na mnie.
- Nie, raczej – odpowiedziałam z obojętnością i od razu podniosłam się na równe nogi.
- To moja wina. Powinienem patrzeć jak chodzę – tłumaczył się brunet.
- Nie da się ukryć. Ale teraz wybacz ale się śpieszę – odparłam i sprytnie wyminęłam przystojnego chłopaka.
Gdy byłam pewna, że jest daleko delikatnie odwróciłam się w jego stronę i przygryzłam wargę. W środku czułam pewną radość choć sama nie wiem czemu. Nagle znalazłam się pod dużym, strzelistym budynkiem. Bez zastanowienia weszłam do środka i wjechałam na ostatnie piętro. Zdecydowanym ruchem zapukałam do drewnianych drzwi i nie czekając na odpowiedź weszłam.
- Przepraszam za spóźnienie ale coś mnie zatrzymało – usprawiedliwiłam się i zajęłam  miejsce.
- Nic się nie stało i tak jeszcze nie ma managera – wtrącił Justin i lekko musną mój policzek.
- Nikt nas nie widzi nie musimy tego robić – odparłam zaszokowana jego gestem.
- To dla mnie przyjemność – na jego ustach pojawił się uroczy uśmiech a mnie zalała fala wstydu.
- Dobra możemy zaczynać – usłyszałam gruby głos dochodzący zza pleców. Mimowolnie odwróciłam się w jego stronę i posłałam promienny uśmiech do mojego szefa.  -A więc, za 2 dni jest gala rozdania nagród. Następnie bankiet na który musicie iść razem – na ostatnie słowo położył duży nacisk spoglądając na mnie.
-
[T.I] postaraj się – dodał na co ja pokiwałam głową zawstydzając się.
- To nie jej wina. Dopiero zaczyna – usprawiedliwił mnie Justin i pomasował po plecach.
- Nie macie racje. Nie za to mi płacicie. Mam być twoją dziewczyną. A to wymaga poświęcenia- odparłam bez namysłu i podniosłam się z krzesła.
-Do zobaczenia w sobotę – dodałam i opuściłam gabinet.  Nie wiem czemu ale w głowie nadal siedział mi nieznany brunet w parku. Od razu skarciłam się w myślach i ruszyłam w stronę domu aby móc wreszcie odpocząć od całego zgiełku panującego na ulicach.
Promienie słoneczne przebiły się przez ciemne żaluzje rażąc mnie tym samym w oczy. Niechętnie wygrzebałam się z ciepłego łóżka i skierowałam się do toalety. Po porannych czynnościach wrzuciłam coś luźnego na siebie i zeszłam na dół. Gdy nalewałam sobie sok do moich uszu doszedł dźwięk mego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz na którym widniało imię Justin. Odebrał go z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Halo? – zapytałam upijając kolejny łyk.
- Pamiętasz o dzisiejszym spotkaniu?- czasami traktował mnie jak ostatnią sierotkę której trzeba wszystko  i o wszystkim przypominać. Lekko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową. Po sekundzie się zorientowałam, że on mnie nie widzi.
- Oczywiście – odpowiedziałam zażenowana swoją głupotą.
- Wpadnę po ciebie około 18:00 – zakomunikował i nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się. Jeszcze chwilę wpatrywałam się w telefon i go odłożyłam na blat. Usadowiłam się wygodnie w fotelu i włączyłam telewizor. Aktualnie leciał wywiad z „moim” chłopakiem.
„Tak jesteśmy bardzo szczęśliwi i kocham moją dziewczynę” odpowiedział blondyn na pytanie reportera. Od razu oddałam się wspomnieniom.  Załapałam szczęście za nogi które trzymam do dziś. Sama nie mogę uwierzyć, że spotkało mnie coś takiego. Gdy przyjechałam do Londynu byłam sama bez pracy bez perspektyw. Idąc ulicą zobaczyłam pewne ogłoszenie które mnie zainteresowało. Myślałam, że to casting modelek ale to tylko była przykrywka. Tak na prawdę manager Justina szukał dla niego dziewczyny na przykrywkę. To miało pomóc w jego karierze aby zdobył większą sławę. Gdy okazało się, że wybrano mnie była w siódmym niebie. Ale obiecałam sobie, że to praca i tylko praca. Justin to miły chłopak który nadawał się na związek ale nie dla mnie. Był za idealny. Traktowałam go jak przyjaciela, dobrego przyjaciela. Z którym mogłam o wszystkim pogadać i o niczym. Bałam się jednego że on poczuje coś do mnie.
 W całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Bez zastanowienia pobiegłam je otworzyć. W progu zastałam blondyna z różą w ręce. Uśmiechnęłam się do niego i wpuściłam do środka.
- Nie trzeba było – odparłam gdy wyswobodził mnie z uścisku.
- Było trzeba – odpyskował i wręczył kwiat.  Zamiast dziękuję dałam mu całusa w policzek i byłam gotowa do wyjścia. Wielki przepych, światła jupiterów i błysk lampy od aparatu trochę mnie przytłaczał. Chwiejnym krokiem wysiadłam z samochodu i chwyciłam chłopaka pod rękę. Ze spuszczoną głową szłam przed siebie zasłaniając się od fleszy. Po paru sekundach nagle wszystko ucichło. Znajdowałam się już na moim miejscu wygodnie obserwując całe zamieszanie panujące wokół. Justin co raz do ucha szeptał mi zabawne jak i miłe słówka powodując u mnie śmiech. Nagle przerwał nam prowadzący ogłaszając, że czas zaczynać. Po męczące i nudnej uroczystości przyszedł czas na bankiet. Wszyscy goście skierowali się do Sali bankietowej aby tam zapewnić sobie rozrywkę. W dzikim tłumie zgubiłam znaną mi twarz i zostałam całkiem sama. Nie wiedząc co ze sobą zrobić postanowiłam ulotnić się w ustronne miejsce z dala of gwaru. Udałam się na świeże powietrze. Uważnie rozglądałam się za jakąś ławką którą ujrzałam już po paru sekundach. Usadowiłam się wygodnie i co raz spoglądałam w gwiazdy.
- Można się dosiąść? – nagle czyjś znany mi głos wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Jasne, siadaj – odparłam spoglądając ukradkiem na tajemniczą postać.
-Przepraszam czy my się nie znamy? – w tym momencie uświadomiłam sobie, że to ten sam chłopak który potrącił mnie w parku. Na moje ustach powędrował uśmiech a w brzuchu poczułam dziwne mrowienie.
- Tak, to ty wywróciłeś mnie w parku – odparłam i zagarnęłam włosy do tyłu.
- Jeszcze raz przepraszam – można było na jego twarzy zauważyć wstyd. – Jestem Louis – dodał.
- [T.I] – uścisnęłam dłoń blondyna i posłałam mu przyjacielski uśmiech
 Razem z Louisem rozmawialiśmy przez cały wieczór. Spędziłam z nim naprawdę miło czas i dowiedziałam się paru interesujących rzeczy na jego temat. Jedną z nim było to, że jest członie kim zespołu i też nie lubi takich typu imprez. Nawet nie wiem kiedy już musiałam wracać. Bez żadnych namówień skorzystałam z propozycji bruneta a mianowicie odprowadzenie mnie do domu.  Od tamtej pory miną rok a ja bezgranicznie się w nim zakochałam. Niestety on o tym nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć. To by zniszczyło mnie, Justin oraz Louisa a tego nie chcę najbardziej. Zostaliśmy przyjaciółmi  i obiecaliśmy sobie, że nic nas nie rozdzieli. Lecz mimo tego wszystkiego ja chciałam więcej. Nie wystarczały mi zwykłe spotkania na stopie koleżeńskiej. Chciałam go pocałować, przytulić powiedzieć kocham cię. Głupi kontrakt, głupie zasady. Wtulona w koc patrzyłam w okno mając nadzieję, ze nagle coś mnie olśni.  Z natłoku myśli wyrwał mnie dzwonek  do drzwi. Niemrawo odpowiedziałam proszę a zza  uchylonych drzwi pokazał się Justin.
- Hej kochanie – przywitał się ze mną czego bardzo nie lubię i pocałował mnie w czoło.
- Hej – odparłam i znów spojrzałam w okno.
- Muszę z tobą porozmawiać, poważnie – w jego głosie można było usłyszeć zdecydowanie i determinację
- O co chodzi? – zapytałam i wyplątałam się z koca. Oboje usiedliśmy naprzeciwko siebie.
- Bo wiesz znamy się już półtora roku – zaczął niepewnie – I przez ten czas poznałem cię bardzo dogłębnie...
- Justin… - zaczęłam.
- Nie przerywaj mi- wtrącił - Ja bardzo się broniłem, ale teraz już nie mogę. Kocham cię [T.I] -  wydukał spuszczając głowę. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Co mam w takiej sytuacji zrobić.
- Justin jesteś fajnym chłopakiem. Czułym, delikatnym, ale… -  szukałam odpowiednich słów ale mi przerwano, znów.
- Ale nie jestem Louisem – odparł z kpiną w głosie.
- Przepraszam -  tylko tyle zdołałam odpowiedzieć.
- Nie masz za co. Nie można być z kimś na siłę. Kochacie się nie będę wam stał na drodze – odparł i powoli kierował się do wyjścia.
-Nasz kontrakt jest już nieważny. Szczęścia [T.I] – dodał na koniec i zatrzasną drzwi. Nagle poczułam się jakbym dostała kolejną szansę. Byłam niezmiernie szczęśliwa, a zarazem smutna. Nie mogłam sobie wybaczyć, że musiałam skrzywdzić tak bliską mi osobę. Ale musiałam walczyć o moją miłość tak jak zrobił to Justin. Bez najmniejszego zastanowienia ruszyłam do domu Louisa. Całą drogę układałam sobie w głowie to jak mu to powiem. Nawet nie wiem kiedy stanęłam pod jego apartamentem. Zapukałam niepewnie. Po paru sekundach zobaczyłam bruneta.
- [T.I] ?- spytał zdziwiony – Coś się stało?
-Nie to znaczy tak – plątałam się. Nagle pod wpływem adrenaliny wpiłam się w jego usta. Tak bardzo tego pragnęłam.
- A co z kontraktem ? – zapytał zaszokowany całą sytuacją.
- Jest nieważny. – odparła uradowana na co Louis obdarzył mnie namiętnym pocałunkiem.
  "Sa­mot­na miłość nie is­tnieje… Miłość to su­ma dwóch, wza­jem­nie za­kocha­nych osób…"

poniedziałek, 12 maja 2014

Czeeeść :)
Dzisiaj mam imagina, który ukazuje jak wielka potrafi być miłość.No, mam nadzieję, że was imagin rozgrzeje :)
Kursywa
- wspomnienie

~*~ - perspektywa drugiej osoby
 Liam jak co dzień właśnie kończył swoją pracę. Szybkim krokiem opuścił swoje biuro i prawie biegł do samochodu. Spieszył się do swojego domu, żony czekającej z obiadem i dzieci, które wróciły z przedszkola. Niespodziewanie zadzwonił mu telefon. Przełożył neseser z jednej ręki do drugiej i wygrzebał z kieszeni marynarki czarnego blackberry
- Halo? - powiedział  życzliwie swoim grubym głosem. Dzwonił jeden ze wspólników. Liam pochłonięty rozmową posuwał się dalej, jednak prawie w ogóle nie zwracał uwagi na to co dzieje się w okół niego. Omawiali właśnie kolejny projekt, który miał przynieść jego firmie ogromne zyski. W myślach Payne przeklinał to, ze dzisiaj parking przy biurze był cały zajęty i musiał ustawić samochód tak daleko od budynku. Jedną ręką przytrzymał telefon, druga natomiast szukał kluczyków do pojazdu ciągle idąc. To stało się nagle. Mężczyzna przechodził akurat przez jezdnię. Na raz poczuł mocne uderzenie i silny przeszywający ból. Rozległ się huk, a ciało Liama zostało wyrzucone nieco dalej. Pochłonęła go ciemność.

~*~
Zdenerwowana [T.I] trzymając na rękach małego Alana wpatrywała się w okno. Liama jeszcze nie było. Obiad na stole całkowicie wystygł. Co się dzieje? Przez sześć lat małżeństwa Liam nigdy nie spóźnił się na obiad. Zawsze był przed czasem. Jeśli już coś mu wypadło to dzwonił. W życiu nie zachował się tak jak dziś. Coś się musiało stać. Dzieci już dawno zjadły obiad. Bawiły się w swoim pokoju.  Alan był śpiący. Kobieta musiała go uśpić, już czas najwyższy. Nucąc cicho jakąś kołysankę zaczęła kołysać chłopczyka w ramionach. Jakiś czas później usnął. Ułożywszy synka w łóżeczku [T.I] spróbowała kolejny raz dodzwonić się do Liama. Za każdym razem odzywała się służbowa sekretarka. ,,Witam tu Liam Payne. Niestety w tej chwili nie mogę odebrać telefonu. Skontaktuj się ze mną później, tylko nie zapomnij". Młoda żona westchnęła i zaczęła sprzątać po obiedzie. Nawet się nie przebrała po pracy, z nerwów o tym zapomniała. Gdy już posprzątała i pozmywała wykonała kolejny już telefon. Bez zmian. Zaniepokojona udała się do pokoju dziecinnego, gdzie bawiła się pozostała dwójka. Dziewczynka uniosła swoją główkę i napotkała wzrok matki
- Mamo gdzie jest tatuś?
- Spokojnie córciu zaraz przyjedzie - odpowiedziała drżącym głosem. Nagle rozbrzmiał dzwonek telefonu. Kobieta szybko pognała i odebrała go.Z każdym wypowiedzianym przez osobę po drugiej osobie słowem [T.I] stawała się coraz bledsza. W końcu musiała przytrzymać się krawędzi komody. Kiedy się rozłączyła szybko wybiegła z domu zostawiając w nim trójkę małych dzieci. Pobiegła do sąsiadki, która była jednocześnie jej przyjaciółką
- Emily! Emily! - wołała już w drzwiach. Łzy spływały jej po policzkach.
- Co się stało? - zapytała dziewczyna zbiegając ze schodów.
- Liam miał wypadek! jest.. jest w szpitalu ja... Z nim jest źle, muszę tam jechać! Ale, dzieci....
- Spokojnie jedź do Liama. Zajmę się maluchami. Jedź do Liama - w tej samej chwili z kuchni wyszedł James, narzeczony Emily.
- Nie możesz w takim stanie prowadzić samochodu! Zawiozę cię. Liam leży w naszym miejscowym szpitalu? - zapytał wkładając jednocześnie buty.
- T..tak... Wiedziałam, ze coś się stało! On nigdy nie spóźnia się na obiad - szeptała kobieta. Emily przytulała ją dodając otuchy.
- On jest silny, wyjdzie z tego. Na pewno!
Po chwili [T.I] siedziała już w samochodzie razem z Jamesem pokonując drogę do szpitala.
- Nie możemy jechać szybciej?! On mnie potrzebuje!
- Przykro mi [T.I], ale na tej drodze zawsze w godzinach popołudniowych jest korek. Liam to mój kumpel, ja również się denerwuję.
- Przepraszam... po prostu mnie to przerasta... Tak bardzo go kocham - szeptała zdruzgotana.
- Wszystko będzie dobrze - zapewniał
- Nie lubię tych słów - odparła patrząc w okno.

Pół godziny później parkowali właśnie pod szpitalem. Trzydziestolatka wypadła z samochodu i nie czekając na Jamesa pognała do szpitalu. Po chwili przyjaciel dogonił ją i razem już szukali pokoju numer 206. Gdy tylko go znaleźli [T.I] pchnęła drzwi. James w tym czasie rozmawiał z lekarzem prowadzącym. To co kobieta tam ujrzała, całkowicie ją złamało. Jej mąż, jej kochany mąż leżał nieprzytomny i biały jak kreda. Włosy zazwyczaj postawione na żel miał skryte pod bandażem. Na nosie miał maskę tlenową. Podłączony był do respiratora, co oznaczało, ze nie może oddychać samodzielnie. W dłoń miał wkutą igłę odprowadzającą rurkę do kroplówki. Oczy miał zamknięte, rzęsy spoczywały na bladych policzkach. Pierś unosiła się ledwo, ale unosiła. Lewa ręka była złamana, tak samo jak prawa noga. Na twarzy widniały liczne zadrapania.
- Liam... Oh Liam! - załkała podbiegając do bruneta. Wtuliła się w jego tors i trzymając go za rękę wypatrywała zmian na jego twarzy.

I tak minął miesiąc. Od tamtej chwili Liam ani razu nie otworzył swoich brązowych oczu. Zapadł w śpiączkę, jego stan określany jest jako stabilny, mimo to lekarze rozkładają ręce. Nie ma pewności, czy kiedykolwiek się obudzi. [T.I] całymi dniami przesiaduje przy nim, nawet zasypia. Dziećmi zajmuje się Emily, za co brunetka jest jej bardzo wdzięczna. Brakuje jej Liama. jego śmiechu, głosu, pocałunku na obudzenie i utulenie.Jego silnych ramion i czułych gestów. Załamała się. Już dawno nie widać było u niej uśmiechu i radości. Tylko rozpacz i przygnębienie. Troskliwie go pielęgnowała. Zmieniała pościel, poprawiała koszulki, myła..... Odłączyli go już od respiratora i zdjęli maskę tlenową. Oddychał samodzielnie, ale nadal był nieprzytomny. Pielęgniarki co pewien czas zmieniały mu opatrunki na głowie i rękach. Gips z nogi został zdjęty. Ręka musiała jeszcze trochę poczekać. [T.I] nie wiedziała co robić. Dzieci coraz częściej pytały o tatę. Nie miała już pomysłów co im odpowiadać. Modliła się do Boga, aby sprawił, ze Liam otworzy oczy. Bez niego nie była sobą, nie była człowiekiem.
Aż pewnego dnia jej modły zostały wysłuchane. Liam otworzył oczy. Patrzył zdezorientowany na [T.I], która zalewała się łzami.
- Przepraszam kim pani jest? I dlaczego tu jestem? - Kobieta otworzyła oczy szeroko ze zdziwienia. Liam jej nie poznaje! Szybko pobiegła po lekarza, który zdiagnozował zanik pamięci.
- Można się było tego spodziewać, upadek był naprawdę poważny. Z czasem zanik powinien ustąpić, ale nie wiem jak długo. Zostawiam teraz państwa samych. - po tej informacji [T.I] stała zdezorientowana i onieśmielona pod drzwiami. Liam patrzył na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- Powinna pani.....To znaczy um.....
- [T.I] - szepnęła.
- [T.I] powinnaś usiąść. Wnioskuję, że jesteś moją dziewczyną tak?
- Liam gdyby to było takie proste - jęknęła, ale podeszła bliżej i usiadła przy łóżku mężczyzny.
- Nazywam się Liam? Opowiedz mi coś więcej, proszę!
- Tak, nazywasz się Liam Payne. Masz trzydzieści pięć lat, ja natomiast trzydzieści. Jesteśmy małżeństwem od sześciu lat... - brunet gwałtownie wciągnął powietrze. Nie spodziewał się, że są już małżeństwem! Jest dojrzałym mężczyzną!
- Czy my... Mamy dzieci? - zapytał drżącym głosem.
- Trójkę. Bliźniaki Thomas i Noel mają cztery lata. Mały Alan ma dopiero pół roku. - dziwnie jej było opowiadać własnemu mężowi o ich dzieciach. - Zaczekaj mam gdzieś ich zdjęcia. - przeszukała swoją torbę po czym wyciągnęła z niej portfel. Znalazła w niej trzy małe kwadraciki i pokazała je Liamowi. Brunet opuszkami palców śledził rysy twarzy maluchów.
-Są... są śliczne! - wzruszony uśmiechnął się. Nagle złapał [T.I] za rękę.
- Pomóż mi sobie wszystko przypomnieć, proszę cię!
- Oczywiście - chciała go przytulić, ale nie wiedziała jak zareaguje, więc wolała nie ryzykować.
- Kim jestem z zawodu?
- Masz własną firmę handlującą sprzętem AGD. Właśnie wychodziłeś do domu, gdy przytrafił ci się ten wypadek.... - łzy znowu spłynęły po jej policzkach. Liam otarł je dłonią.
- Nie płacz błagam cię. Daj mi czas, przypomnę sobie wszystko obiecuję!

~*~
Tydzień później został wypisany ze szpitala. Lekarz ostrzegł, ze amnezja nadal może się wdawać we znaki, ale z czasem powinna ustąpić. [T.I] starała się jak mogła aby przygotować Liama na spotkanie z dziećmi, ale to nie było takie proste. Razem ustalili, że powiedzą dzieciom, że Liam wrócił z wyjazdu służbowego. Po drodze mężczyzna kazał zatrzymać się [T.I] pod sklepem z zabawkami. Kupił w nim trzy duże misie. Kiedy przemierzali drogę Payne próbował sobie cokolwiek przypomnieć. Skupił swoje myśli w jednym miejscu...

-Thomas nie biegnij bo się przewrócisz! - Liam krzyczał ostrzegając chłopca. Miał dzisiaj wolne, więc przeznaczył ten dzień na pielęgnowanie ogrodu. [T.I] była już w zaawansowanej ciąży i odpoczywała w cieniu. Payne przycinał gałęzie krzewów, a dzieci bawiły się. Nagle usłyszeli płacz. Liam kazał zostać [T.I] w miejscu a sam pobiegł do źródła dźwięku
- Thomas mówiłem ci, żebyś uważał - zaczął kiedy podszedł do syna. Chłopiec przewrócił się na kostce i zdarł kolano do krwi. Tata wziął go na ręce i zaniósł do kuchni skąd wyciągnął apteczkę. Oczyścił i opatrzył ranę na końcu całując ja aby się zagoiła.
- No ale znamię ci zostanie niestety - westchnął przytulając Thoma.

-[T.I]! Coś sobie chyba przypomniałem! - wykrzyknął uradowany Liam. [T.I] spojrzała na niego zdziwiona odrywając na chwilę wzrok id drogi.
- Naprawdę?
- Tak! Któregoś letniego dnia, kiedy byłaś jeszcze w ciąży z Alanem pracowałem w ogrodzie.Thomas wtedy się wywrócił i miał ranę na kolanie....
- Liam! To prawda! Tą bliznę ma do dzisiaj! Liam przypominasz sobie! Amnezja ustępuje! - Już od dawna kobieta tak się nie cieszyła. Musiała uważać na drogę, ponieważ nie chciała spowodować żadnego wypadku. Dobrze, ze zbliżali się do domu.
Zaparkowali pojazd na podjeździe i ruszyli do domu. Liam był bardzo zdenerwowany. Co chwila przełykał ślinę.
- Będzie dobrze - przytuliła go brunetka dodając otuchy.
- No dobra, jestem gotów. - zdecydowanie pociągnął za klamkę wchodząc do mieszkania. Od razu został przywitany przez Emily i Jamesa, swoich przyjaciół
- Liam! Stary witaj!
- Liaaaaam! Jak dobrze cię widzieć - [T.I] obserwowała to wszystko z boku. Na jej wargach gościł uśmiech. Widziała zdezorientowanie Liama, ale też jego radość. Nagle z pokoju wybiegła dwójka dzieci.
- Tata! - to Noel. Dziewczynka podbiegła do Liama, który ją złapał i podrzucił. Zachowywał się naturalnie, aby nie pokazać dzieciom, że coś jest nie tak.
- Hej księżniczko! Stęskniłaś się za mną?
- Zawsze mówiłeś na mnie ,,kruszynko". Twierdziłeś, ze każdy tata mówi na córkę ,,księżniczka" a ja jestem wyjątkowa. - powiedziała niewinnie dziewczynka. Liam spojrzał zmartwiony na [T.I]. Zagryzła wargę smutna. Wiedziała, ze to nie jego wina.
- No tak przepraszam kruszynko. Obiecuje, ze to się więcej nie powtórzy - pocałował ją w czoło.
- tato zobacz mam nowego samochód! Wujek James mi go kupił - teraz kolej nadeszła na Toma.
- Jaki świetny! - zachwycił się ojciec. Zachowywał się tak naturalnie, może coś zaczęło mu się przypominać?
- Pobawimy się dzisiaj w wyścigi? - zapytał z nadzieją.
- Kochanie, tatuś jest zmęczony po podróży - łagodnie powiedziała [T.I]
- Daj spokój - poprosił Liam.
- No dobrze - najlepiej będzie zostawić ich samych. Dała znak Emily aby poszła po Alana. Liam w tym czasie wręczył prezenty bliźniakom. Misie naprawdę im się podobały. Nagle podniósł głowę i zobaczył prawie rocznego chłopczyka w ogrodniczkach i koszuli w kratę. Chłopczyk poraczkował do niego. Liam podniósł go i przytulił. I nagle uderzyło w niego kolejne wspomnienie.

-Liam.. Liam! To już! Odeszły mi wody..Au! - obudziły go szepty [T.I]. Jak piorun wyskoczył z łóżka pomagając podnieść się żonie.
- Jesteś pewna? - zapytał spanikowany.
- Tak! Jak boli! Auuu! - Mężczyzna w pośpiechu pakował najpotrzebniejsze rzeczy. Zajrzał szybko do bliźniaków. Spały. Pomógł ubrać się dziewczynie i sam to zrobił po czym szybko sprowadził ja do samochodu wraz z torbą. Potem obudził Emily i poprosił ją o opiekę nad dwójką dzieci. Zgodziła się i życzyła powodzenia. Jeszcze nigdy tak szybko nie jechał. Dotarł an porodówkę z [T.I] na rękach i synem w drodze. Godzinę później usłyszał cichy płacz. Był ojcem.....

- Liam? Wszystko dobrze? - troskliwy głos [T.I] sprowadził go na ziemię.
- T..tak. Przypomniałem sobie kolejną rzecz.
- Naprawdę?! Co to było?
- Obudziłaś mnie w środku nocy... odeszły ci wody.. poprosiłem Emily aby się zajęła dziećmi i pojechaliśmy do szpitala....
- O Boże Liam jest coraz lepiej!
- Gratuluje Payno! - poklepał go James - Oby tak dalej. - Liam uśmiechnął się do niego niepewnie. Usiedli do obiadu i dalej wspominali. Za każdym razem coraz więcej mu się przypominało. Wszystko szło dobrym planem.
Wieczorem, gdy [T.I] ścieliła łóżko do sypialni wszedł Liam.
- Czemu jest tu tylko jedna poduszka? - zapytał zdziwiony. Żona uniosła głowę.
- Bo ja będę spać w pokoju gościnnym. Rozumiem twoje uczucia Liam. Wiem, ze musisz przywyknąć spokojnie.
- Ale ja nie chcę spać sam! Kocham cię, mimo, ze jeszcze wszystkiego nie pamiętam. jesteśmy małżeństwem i chcę abyśmy spali razem. A co jeśli coś sobie przypomnę? [T.I] zostań, potrzebuję cię! - widziała desperacje w jego oczach.
- Dobrze, zostanę. - uśmiechnęła się. I wtedy Liam zrobił coś czego nie spodziewałby się nikt. Przytulił mocno [T.I] i ją pocałował. Namiętnie. A ona mu odpowiedziała. Bała się, ze po tym wszystkim, jak nie będzie pamiętał w ogóle nie obdarzy jej żadną czułością. Ale w końcu się przełamał! Nareszcie zaczęła dostrzegać świat w jasnych barwach

Jakiś czas później [T.I] zabrała Liama do jego własnej pracy. Liczyła, ze może tam coś sobie przypomni. Z każdym dniem było coraz lepiej. Codziennie przypominał sobie nowe szczegóły jak na przykład to, że na pierwszą rocznicę ślubu chciał zabrać ją do domku nad jezioro i po drodze zepsuł im się samochód, czy to jak na urodziny kupił jej kubek z napisem ,,Gospodyni domowa" za co odwdzięczyła mu się kubkiem z napisem ,,Najlepszy  Rolnik Na Świecie". Coraz więcej też wiedział o swoich dzieciach. Teraz czas na inne poznawanie świata.
Weszli do biura i windą wjechali na ostatnie piętro do jego gabinetu.
- To jest Twoja sekretarka i nasza znajoma - Bella. - wskazała na kobietę siedzącą za biurkiem. Dziewczyna podniosła się. Mogła mieć około dwudziestu pięciu lat. Włosy miała związane w koka, nosiła okulary i lekki makijaż. Ubrana była w czarną smukła spódnicę z wysokim stanem i wpuszczoną w nią białą koszulę. Na nadgarstku widniał złoty zegarek i kilka ładnych bransoletek.
- Witaj Liam! Jak się czujesz? - przywitała się wyciągając rękę.
- Jest dobrze. Coraz więcej rzeczy sobie przypominam - odparł z uśmiechem i po chwili się rozejrzał - Woah! To wszystko jest moje?!- rozglądał się zdziwiony.
- Oczywiście - uśmiechnęła się Bella. Liam spojrzał i nagle mu się coś przypomniało....

- Dzień dobry. Jestem Liam. Pani w sprawie pracy tak? - zapytał mężczyzna młodą dziewczynę, która właśnie weszła do jego gabinetu
- Tak jestem Bella Nillson. Szukam posady sekretarki.
- Proszę bardzo usiąść. Zadam pani kilka pytań
.....
- Gratuluję, ma pani tę pracę.
- Dziękuję, kiedy zaczynam?
- najlepiej by było jak od jutra - zachichotał Payne
- W porządku, to do jutra!

- Przypomniałem sobie właśnie naszą umowę o pracę - zwrócił się Liam do Belli.
- No to świetnie, wiedziałam, ze ci się uda. Mnie się nie zapomina - zaśmiała się dziewczyna.
- Będziemy już jechać prawda? - zapytała [T.I] - muszę nakarmić Alana.
- Tak oczywiście. Do zobaczenia Bella - pożegnał się z z sekretarką
- Do widzenia!

I w końcu po kilku tygodniach Liam odzyskał całkowicie pamięć. Był wdzięczny swojej żonie i przyjaciołom, że go nie zostawili. Zaczął spędzać z rodziną jeszcze więcej czasu niż wcześniej, a jego miłość do [T.I] wzrosła. Byli wzorem miłości. Ta przygoda nauczyła ich, ze prawdziwa miłość i oddanie mogą zaradzić wszystkiemu.
 ,,Bo­je się, że pew­ne­go dnia stracę to wszys­tko co nie dość kochałem.
Pa­miętaj i nie wa­haj się  kochać te­go co kochać warto. ''

sobota, 10 maja 2014

Imagin z Harrym
(Tekst pochylony to perspektywa Harrego)

Pierwszy raz widziałam go, gdy był w bibliotece publicznej. Czytał dużą, zakurzoną książkę, siedząc przy tym samym stole co ja. Obserwowałam go uważnie, a jego oczy były skoncentrowane na tekście.
Poczułam, że moje dłonie zaczęły się pocić. Chwyciłam ołówek i naszkicowałam tajemniczego bruneta. Kichnęłam, rumieniąc się. Chłopak zerwał się i spojrzał na mnie z przerażeniem. Zauważając, że patrzę się na niego, spuścił wzrok i krępująco, zagryzł wargę.
-Hm, mieszkasz tu?- zapytałam, drapiąc się w szyję niezręcznie. Szukał na stole, przy którym siedziałam, zakładki, aby zaznaczyć gdzie skończył czytać. Wyrwałam papier z mojego szkicownika i podał mu go,  posyłając krótki uśmiech. Nasze palce musnęły się delikatnie.
-Przeniosłem się tutaj kilka dni temu- wzruszył ramionami, kładąc książkę na kolanach. Był niepełnosprawny.
-Zaczynam szkołę jutro.
Ten chłopak, to wspaniały chłopak, który faktycznie mówił, że zamierza uczyć się w mojej szkole. Mojej szkole. Czułam, jak moja twarz opada, wlepiając swój wzrok w stół. Posłał mi dziwne spojrzenie, przechylając głowę w prawo. Pochylił się, kładąc prawą rękę na moim ramieniu.
-Wszystko w porządku?
Skinęłam głową, zanim poczułam, że moja twarz zrobiła się czerwona. Przez chwilę, po głowie chodziła mi myśl, że mam szansę zaprzyjaźnić się z tym chłopakiem. Jeśli byśmy się zaprzyjaźnili, może udalibyśmy się razem na wiosenny bal... Nieważne, że jeździł na wózku.-Hej, hmm...Nie spotkaliśmy się przypadkiem w bibliotece wczoraj?
Dziewczyna odwróciła się, jej kręcone kasztanowe włosy wirowały, kiedy nagle upuściła swoje książki. Jej
blond przyjaciółka trąciła ją lekko łokciem.-Oh przepraszam, wyglądałaś jak ktoś kogo spotkałem wczoraj...- oznajmiłem pośpiesznie, zastanawiając się, co sprawiło, że to powiedziałem.
 Mój kolega powiedział mi, żebym spróbował się z nią zaprzyjaźnić, ale mogłem zepsuć wszystko. Zaskakująco, spojrzała z ulgą, kiedy klęczała na podłodze i zbierała swoje książki. Pochylając się w moim wózku, spychając moje koła do tyłu podałem jej powieść romantyczną. Drgnęła, kiedy nasze palce dotykały się przez ułamek sekundy.
-Czytałeś, hmm... Tą naprawdę grubą książkę. Prawda?
-Tak.
Wstała niezgrabnie, a jej oczy ukierunkowane były na podłogę, aż blondynka stojąca obok niej pchnęła ją i skinęła głową na mnie.
-Jest gorąco. Jestem Nadia, a to jest [Twoje.Imię]. A ty jak się nazywasz?
Spytała Blondynka.
-Nadia!- krzyknęła dziewczyna z biblioteki i pociągnęła za sobą, rzucając mi przepraszające spojrzenie.
Kiedy dotarły do korytarza krzyknąłem: "Harry Styles!"
Tak ją poznałem.


Lekcja angielskiego.
Usiadłam z tyłu, najdalej jak to możliwe, mając nadzieję, że ktoś zajmie, zazwyczaj puste miejsce obok mnie i wybawi mnie z zażenowania chociaż raz.
Nigdy nie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Po chwili jego oczy szybko wylądował na mnie, a na jego twarzy wymalowało się zwątpienie, gdy odsunął krzesło.
-Może... Mogę tu siedzieć?
Nastolatki wokół mnie podniosły brwi, przeniosłam swoje rzeczy z krzesła, aby zrobić miejsce dla niego. Patrzyłam w podłogę, jakby to była najbardziej interesująca rzecz na świecie. Podszedł do nas jakiś chłopak i odsunął krzesło na bok, umożliwiając mu wjazd wózkiem do ławki. Wdzięczny uśmiech, który zapalił się na jego twarz,  oczy pełne światła, były ... Niesamowite. Wyglądał jak anioł...
Pani Molly  weszła do klasy, umieszczając swój komputer na biurku, gdy jej wzrok wylądował na Harrym. Szybko posłała mu smutny uśmiech.
-Nowy uczeń w szkole, prawda?
Dał jej sztywny uśmiech, kiwając głową powoli. Sprawdziła obecność, wpisała temat do dziennika i zrobiła milion innych bzdur. Wreszcie zapytała nieśmiało, czy możemy zacząć lekcję.

Nienawidzę wnętrzności, moje szczęście zwariowało.
Nabazgrałem niezdarnie gwiazdę i zakończyłem na tym, obserwując, jak [Twoje.Imię] naszkicowała paprocie z ukrytymi sercami w liściach. Jej ciepłe oczy błyszczały z pasji do sztuki. Zanim się zorientowałem, byłem pochylony, gryząc wargi, gdy jej ołówek tworzył coraz bardziej skomplikowane wzory.
-Te rysunki są naprawdę dobre, gdzie nauczyłaś się tak rysować?
-Nigdy.
-Że co?
-To znaczy... Nigdy nie uczyłam się rysować.
Moja szczęka spadła.
Wzięła ołówek z  nonszalancją, umieszczając go w piórnik, gdy zadzwonił dzwonek. [Twoje.Imię] wybiegł szybko z klasy, posyłając mi przed tym uśmiech. Mimo to, zabolało mnie to.
Ok, przyznaję. Jestem łasy na romans i pocałunek prawdziwej miłości, a miłość od pierwszego wejrzenia i to wszystko, to dla mnie bzdury. Zawsze chciałem być jak książę i sprowadzić swoją księżniczkę, gdzie moglibyśmy być wolni - ale to się nigdy nie stanie. Bo jestem tylko typowym szesnastolatkiem robiącym egzaminy.


Myślę, że znalazłam mojego chłopaka. On nie pasuje do wymagań, które stawiałam do tej pory. Jest nieśmiały. Rozmawialiśmy ze sobą tyko kilka razy, ale dosłownie każdym razem poznawaliśmy się coraz bardziej. Czułam taniec radości motyli w żołądku, szepczące myśli.. Nigdy nie chcę znowu stracić taką szansę... A może to zauroczenie albo pożądanie czy miłość?

Szkoła była straszna. Była gorsza niż kiedy przenosiłem  się do innych szkół, długiej listy, która obejmowała prawie cały kraj. Było gorzej, bo po katastrofie w Filadelfii , nadal nie odzyskałem przyjaciół, których utraciłem. Również mój chwilowy paraliż nie przynosił pozytywnego nastawienie. W popełnieniu samobójstwa ostatnio nic mi nie pomaga.
Kończę moje życie, muszę.


Pobiegłam do Nadii u bram szkoły, oboje byłyśmy ubrane w naszych stroje pasujących do siebie wzorami. Chichoczemy jak małe dzieci.
Pokaż się tutaj, proszę pokaż się- miałam nadzieję, szukając brunetka na wózku inwalidzkim wśród osób oczekujących w sali na uroczystość rozpoczęcia. Ale nie było po nim śladu.
Grupa ludzi rzuciła się na  mnie, popychając do przodu amerykańskiego chłopca, gdy on nerwowo podrapał się po karku.
-Czy pójdziesz na bal ze mną?
Chichocząc, grupa przewidywała moją odpowiedź, gdy ja rozważałam tą propozycję. Nie było żadnych innych propozycji, a  poza tym, jeśli Harry przyjdzie zbyt późno, zobaczy mnie tańcząca z innym chłopcem.
-Tak.

Tak, była winda.. Pchnąłem wózek w jej stronę i wcisnąłem przycisk na górę. To było ten moment, albo teraz albo nigdy.

Alarmy zabrzmiał, gdy byliśmy w połowie naszego tańca. Ktoś jechał windą, na sam szczyt. Porzuciłam mojego partnera pocałunkiem w policzek, uciekłam.
-Stop!- krzyczały nauczycielki, ale byłam poza punktem zasięgu ich wzroku.
Jakoś wiedziałem, że to Harry. To musiał być on.
Pospiesznie nacisnęłam przycisku na poddasze i  skrzywił się, gdy alarm zabrzmiał ponownie.
Stałam. Chwiejąc
Drzwi windy otworzyły się. Pobiegłem do sylwetki stojącej na krawędzi budynku.
-Harry!
-[Twoje.Imię]?-zdziwił się.
Moje stopy były już blisko niego, kiedy odepchnął mnie z powrotem. Pokręciłem głową ciężko, zaczęłam płakać.
-Nie, nie, nie rozumiesz.
Jego oczy były nienapełnione emocjami, ludzkimi emocjami.
 -Nie, nie rozumiesz. Nie możesz umrzeć.
-Muszę-przytulił mnie do siebie, chwytając mnie.
-Potrzebuję cię- nacisnęłam nasze usta delikatnie, eksplozja emocji kołysała mną, nawet nie kwestionując jego nagłej wolności od jego wózka inwalidzkiego.

Stałem nieruchomo, czując się uśmiechniętym.
I zwróciłem się od niej.
-Myślę, że cię kocham.
Uśmiechnąłem się, siadając z powrotem na wózku, czując, jak  po raz pierwszy od dnia, gdy okazało się, że muszę jeździć na wózku inwalidzkim, zmienia się moje życie. Tym razem na lepsze.
-Ja też tak myślę...


---------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hejka ;)
Witam was w te piękne popołudnie.
Napisałem dla was imagin... Już wam wyjaśniam przesłanie.

No, więc pisząc go założyłem, że jest to historia o chłopaku jeżdżącym na wózku inwalidzkim, który ma niesamowite pragnienie miłości. Każdy żąda miłości. Nie ważne czy studiują, czy pracują, czy są z bloku, czy z dobrego domu, czy z ulicy, czy chorują, czy mają wiele innych trudności. Ważne, że mają serca i kochają...
Piszcie w komentarzach opinie, prośby o dedykacje itp.
+ Zostawiajcie linki do waszych stron, które chętnie poczytam i skomentuje ;D
Pozdrawiam, Karolek ♥

                                                                 BOHATEROWIE



HARRY STYLES - piosenkarz, aktor angielski. Znany z zespołu One Direction. Przyjaciel Nialla, Liama, Louisa i Zayna.
NIALL HORAN - piosenkarz, członek zespołu One Direction. Przyjaciel Harrego, Liama, Louisa i Zayna.
ZAYN MALIK - piosenkarz, członek zespołu One Direction. Przyjaciel Harrego, Nialla, Louisa i Liama.
LOUIS TOMLINSON - piosenkarz, członek zespołu One Direction. Przyjaciel Harrego, Nialla, Zayna i Liama.
LIAM PAYNE - członek zespołu One Direction. Przyjaciel Zayna, Harrego, Louisa, Nialla.

piątek, 9 maja 2014

No hej kochani!!!
Założyłem bloga, w którym będę ,,pisał" imaginy o One Direction.
Nie mam za bardzo weny twórczej, więc będę robił kopiuj+wklej :D
Czekam na 10 komów i dodaję pierwszy imagin <3