wtorek, 5 sierpnia 2014

Imagin Larry Stylinson +18
Wybaczcie mi za wszelkie błędy, mam wszystko na telefonie.
-Dobrze, chodź. - ruszył zdziwiony w stronę drzwi, wszedł za chłopakiem. - Co Ci się stało? Dlaczego udajesz?
-Nie wiem. - usiadł na krześle i wzruszył ramionami. - Tak jest mi lepiej, przynajmniej nikt nie chce ze mną być. - mruknął.
-O co w tym wszystkim chodzi? - spojrzał na niego.
-Po prostu wolę być kujonem, wolę siedzieć sam, niz byc otoczonym przez ludzi. - westchnal, bawiąc sie palcami.
-Ouch... Rozumiem. - skinal głową.
-Więc w którym momencie miałem Ci pomoc? - spojrzal na niego.
-Chwila. - podbiegł na górę po książki z matematyki i zbiegł do chłopaka. - Jestem. - przeczesał włosy dłonią, oblizując usta. Lokaty wpatrzył się w niego jak zaczarowany. - Marcel? -pomachał dłonią przed jego oczami.
-Huh? - potrząsnął głową. - Ach, matematyka. - uśmiechnął się delikatnie. -Więc pokaż w czym masz problem. - skinal głową.
-Trochę nie będę mogl sie skupić. - westchnal.
-Dlaczego? - oblizał usta.
-Będę myślał kim naprawdę jesteś.
-Mam Ci pokazać? - spojrzal na niego niepewnie.
-Jasne. - wyszczerzył się
Harry poczuł mocne bicie serca w klatce piersiowej, wstał i ustał nad starszym, przegryzając wargę.
-Na pewno tego chcesz? - przełknął ślinę.
-Och, tak. - wywrócił oczami. - Mogę Ci nawet zapłacić, tylko powiedz, jestem ciekaw.
-Okay. - poczuł zimno, ogarniające go, czuł szybsze bicie serca, nachylił się nad chłopakiem i wpił się w jego usta. Po chwili oderwał się od niego i wybiegł z domu.
-Harry! - krzyknął i zerwał się, łapiąc go za rękę przy drzwiach.
-Louis, przepraszam, naprawdę, ja... Ja nie chciałem, nie powinienem tego zrobić. - stresował się. Louis zamknął drzwi, przysuwając się do niego, Harry przełknął ślinę i zamknął oczy.
-Proszę, nie bij mnie. - zacisnął powieki.
-Nie będę. - pokręcił głową i przycisnął go do ściany, wpijając się agresywnie w jego delikatne usta. Przestał po kilkunastu sekundach.
-Lou? - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem i przegryzł wargę, Louis oddychał kilka milimetrów od ust Loczka.
-Słucham? -spojrzał mu w oczy. 
-To było dziwne. - położył niepewnie ręce na jego biodrach.
-Ale podobało mi się to. - oblizał usta i podszedł do krzesła. - Nieważne, muszę coś zrobić z tą matematyką, w końcu sie nauczyc.
-Louis... - przegryzł wargę.
-Hm? - odwrocił sie do niego przodem.
-Bo... Podobasz mi się. - wyszeptal. - Od samego początku...
-Chodź. - zasmial sie cicho.
-Okay. - westchnal i podszedł do niego, z opuszczoną głową. Louis polozyl ręce na jego szyi i przysunal go do siebie. Curly usmiechnal sie i wpił sie w jego usta. Calowali sie przez kilka minut, co chwile poglebiajac pocałunek.
-Harry. - jęknął.
-Przepraszam. - odsunął się od niego. Lou zasłonil twarz dlonmi.
-Pobudziłeś mnie. Jesteś chłopakiem, a... Kurwa. - westchnął. Harry podszedł do niego, oblizując usta i kręcąc biodrami. - Harry. - zamknął oczy.
-Juz znasz mnie inaczej, prawda? - spojrzal na niego, oblizując usta.
-I chcę tylko tak znać. - mruknął mu w usta i zjechał ręką po jego torsie, młodszy poczuł dreszcze na sobie.
-Czym to się skończy? - przegryzł wargę.
-A co możesz? -spojrzał na niego.
-Co tylko chcesz. - ścisnął jego przyjaciela.
-Harry. - jęknął głośno - Nie wiedziałem, że jestes taki odważny. - spojrzał na niego.
-Mogę się daleko posunąć. - musnął jego usta.

czwartek, 24 lipca 2014

#2 Harry
Piosenka do nadania nastroju:http://www.youtube.com/watch?v=xyqQ4iT4IeU
Nie powiem moje życie jest idealne. Mam kochającego mnie chłopaka, wspaniałych przyjaciół oraz dobrą pracę. Niedawno zamieszkałam z Harrym, szanuję to, że musi często wyjeżdżać, ale nie powiem cholernie wtedy tęsknię. On wie co ja wtedy przeżywam, ale codziennie wysyłam mi tysiące sms'ów i dzwoni kilka razy dziennie o każdej porze, oczywiście włączając w to 3 w nocy. Kocham go najbardziej na świecie. Dzisiaj Harrolda znowu nie będzie, cały dzień i całą noc. Dobrze, że nigdzie nie wyjeżdża. Ale i tak każda minuta bez niego jest stracona. No nic trzeba dalej żyć. Wróciłam z pracy, no tak pusto wszędzie, sama będę. O! Zaproszę [Im. tw. przyj.]. Wybrałam numer i po kilku sygnałam usłyszałam ten delikatny głos po drugiej stronie słuchawki:
-Halo?
-No hej [Im. tw. przyj.] mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść?
-Oczywiście, a o której?
-Za godzinę. odpowiada ci?
 -Okey, będę to do zobaczenia.
-Pa i dzięki - rozłączyłam się. Położyłam telefon na stoliku, zdjęłam buty i delikatnie opadłam na sofę. Zamknęłam oczy, gdyż byłam strasznie zmęczona. Dużo stresu w pracy, więc musiałam trochę odpocząć. Chyba zasnęłam, bo przebudził mnie dzwonek, zapowiadający gości. W koszmarnej fryzurze, poszłam otworzyć spodziewałam się kto to.
-Coś ty taka zmarnowana? - pytała się mnie moja przyjaciółka.
-Wiesz jestem dzisiaj bardzo zmęczona - odpowiedziałam, chociaż nadal byłam półprzytomna.
-Uuu.. to może innym razem wpadnę? -zaproponowała.
-Nie, proszę zostań, wiesz smutno tak trochę siedzieć samej.
-Dobra - weszła do środka - to co chcesz dzisiaj robić?
-Może jakiś film?
-Świetny pomysł!

*
W czasie filmu, rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Nagle usłyszałam jak ktoś do mnie dzwoni. Tak to Harry, odebrałam:
-Halo?
-Cześć skarbie, co tam u ciebie? - pytał się mnie mój ukochany.
-A wszystko w porządku, przyszła do mnie [Im. tw. przyj.]
-O to świetnie czyli nie jesteś sama?
-No nie, ale wiesz, że cię kocham i chciałabym, abyś był przy mnie cały czas.
-Tak wiem, ale to jest nierealne.
-Rozumiem, przecież. Mam nadzieję, że jak najszybciej wrócisz. Powodzenia dzisiaj wieczorem!
-A ty jednak nie chcesz wpaść dzisiaj na koncert?
-Jestem strasznie zmęczona, następnym razem.
-Okey, odpoczywaj!
-Dobrze, do jutra. Kocham cię!
-Ja ciebie też - rozlączył się. gdy film dobiegł końca, zaczęłam się żegnać z przyjaciółką. Było późno. Ona ma jutro rano do pracy tak samo w sumie jak ja. Dochodziła godzina dwudziesta druga, wykonałam wyszystkie czynności w łazience, ubrałam moją cieplutką piżamę i jednym zwinnym, kocim ruchem wsunęłam się po kołdrę. Tego dzisiaj najbardziej potrzebowałam. Snu.

*

[Z perspektywy Harrego]

Koncert się skończył. Chciałem już wracać do domu, ale chłopaki mi nie pozwolili, chcieli ten dzisiejszy dzień uczcić. Chociaż z mojej perspektywy ten dzień był zwykły, taki jak każdy, ale są wyjątki. Zadzwonić do [Tw. im.]? Nie, późno już jest pewnie śpi. Postanowiłem, że na chwilę zostanę, ale impreza u Louisa dopiero się rozkręcała. Nagle poczułem jak wibruje mi telefon. Ktoś do mnie dzwonił. O tej porze? Ujrzałem jakiś nieznany mi numer. Poszedłem do drugiego pokoju, ponieważ w tym, w którym się znajdowałem było stanowczo za głośno, aby z kim kolwiek rozmawiać. Odebrałem połączenie:
-Dobry wieczór.
-Dobry wieczór - nie wiedziałem kto to.
-Z tej strony Starszy Strażak Andrew Jones, czy do dzwoniłem się do pana Stylesa?
-Tak, to ja. Ale o co chodzi?
-Muszę pana poinformować, że w pańskim domu wybuchł pożar, próbujemy opanować sytuację, aby dostać się do pańskiej dziewczyny - wtedy nie mogłem z siebie wydusić słowa. Po woli wszystko zaczęło do mnie docierać. Boże! Przecież tam w środku jest [Tw. im.]! Bez słowa rozłączyłem się. Musiałem jak najszybciej znaleźć się pod budynkiem, w którym mieszkam. Poprosiłem Liama, aby mnie zawiózł do domu, sam nie byłem w stanie. Za bardzo byłem roztrzesiony. Wszyscy zgromadzeni na imprezie, to zauważyli. Mówiłem pod nosem słowa, tak szybko, że sam nawet nie zrozumiałem ich znaczenia. Liam nic nie mówił tylko zabrał kluczyki od samochodu i wyszedł na zewnątrz. Podczas jazdy starałem się wszystko wyjaśnić, chociaż szczerze nie wiem czy mnie zrozumiał. Na końcu mojej wypowiedzi, zaczął mnie pocieszać. Zajechaliśmy na ulicę, która prowadzi do mojego i [Tw. im.] domu. Gdy ujrzałem budynek, który stał w płomieniach przeraziłem się. Chciałem tylko znaleźć się koło mojej ukochanej. Wyleciałem niczym strzała z samochodu. Lecz strażacy nie chcieli mnie wpuścić. Znalazłem w samochodzie strażackim kurtkę. I teraz liczyła się tylko chwila. Udało się ominąć strażaków. Wbiegłem do środka, zaczęłam biec po schodach. Poczułem pod stopami, że stąpam po praktycznie niczym. Schody, które przed chwilą można było nazwać nieistniały. Zapadły się, ale byłem szczęśliwy, że udało mi się dotrzeć na górę. Teraz tylko dotrzeć do sypialni.

*

[Z twojej perspektywy]

Czułam jak nadchodzi mój ewidenty koniec. Samotnie. Nawet nie mogłam się z nim pożegnać. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy nagle usłyszałem jak ktoś wbiega po schodach. Mój wzrok skierował się na drzwi. Po chwili ujrzałam Harrolda. Nie mogłam uwierzyć w to. Skąd on tutaj się wziął? Ale teraz nic się nie liczyło. Szybko wstałam wtulając się jego tors. Oderwaliśmy się od siebie, nic nie mówiliśmy, tylko patrzylismy sobie w oczy. Po chwili on wpił się w moje usta, całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. Odezwał się:
-Przepraszam i pamiętaj, że Kocham Cię! - powiedział ze łzami w oczach.
-Harry ja też cię Kocham! - on wziął mnie na ręce, ja moco złapałam się jego szyji. Zamknęłam oczy. Usłyszałam tłuczone szkło. Po chwili poczułam coś takiego jakbym upadła na ziemię, ale asekurował mnie Lokers. Otworzyłam oczy. Leżałam na moim chłopaku. Szybko się rozejrzałam, szyba w oknie na górze rozbita.A koło mnie zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi. Spojrzałam na Harrolda wokół jego głowy zaczęło się zbierać coraz to więcej krwi. Nie wiedziałam co się dzieje! On się w ogóle nie ruszał. Nie to nie możliwe. Zaczęłam go budzić. Na nic! Moja rozpacz w tym momencie była niepojęta. Dlaczego on? Życie jest takie okrutne!
 
 

niedziela, 20 lipca 2014

#1 Harry-Kochanie spakowałaś prezenty? - pytał się mnie, mój chłopak Harry.
-Tak! - krzyczałam z drugiego pokoju - myślę, że to będą cudowne święta, w końcu poznasz moją rodzinę i przyjaciół.
-Na to liczę, miałaś świetny pomysł z tymi świętami w Polsce.

-Oh, nie schlebiaj tak mi, dziękuję - odpowiedziałam pakując przy tym swoje ubrania. Nagle poczułam coś na ramieniu. Tak to był Harry, opierający swój podbródek - nie jestem poduszką - mówiłam - bądź taki łaskawy i daj mi się w spokoju spakować - powiedziałam z wyrzutem.
 -Nie jeśli nie dasz mi buziaka! W usta. Czekam - on nigdy się nie poddawał, w końcu uległam jego prośbom. Okręciłam się, aby stać przodem do niego, zbliżyłam się lecz on wszystko przyspieszył, trwaliśmy w pocałunku dobrych kilkanaście sekund, ale to nie był taki zwykły buziak, bo Harrold nie chciał się oderwać, na szczęście po chwili odsunął się. Z uśmiechem na twarzy wyszedł z pokoju - ach ten Harry - pomyślałam. Poczułam wibracje w kieszeni, dostałam sms od mojego brata: "No hej siostra, przyjeżdżaj jak najszybciej, bo Puśka tęskni i może w końcu poznam tego twojego chłopaka. A więc do zobaczenia :)" uśmiechnęłam się do telefonu wtedy usłyszałam:
-Z kim tak smsujesz? Powinienem czuć się zagrożony, bo ktoś odbija mi dziewczynę? - mówił całkiem poważnie Harry.
-Głuptasie, brat do mnie napisał, jak mi nie wierzysz to sam zobacz - podałam mu telefon - ty mój zazdrośniku! - wyszłam uśmiechnięta z pokoju.
 *

-Pieniądze?
-Są.
-Klucze?
-Mam.
-Wszystko wyłączyłeś?
-Tak! Kochanie spokojnie wszystko jest w najlepszym porządku, zobacz lecimy, zaraz będziemy w Polsce, spotkasz znajomych, rodzinę i twoją kotkę Pusię - z tymi ostatnimi słowami mnie rośmieszył.
Trafiliśmy na świetną pogodę. Burzę z piorunami, ale ja bylam pełna optymizmu i czułam się bezpiecznie, dlaczego? Bo był przy mnie moj chłopak, gdy mnie przytulał czułam się bezpiecznie i tak tym razem było. Harry wie jak ja boję się latać więc zawsze podtrzymuje mnie na duchu. Mimo, iż był dzień ja zasnełam, gdyż byłam strasznie zmęczona. Oparłam swoją głowę o jego ramię.

*

Ktoś mnie próbował obudzić, nagle doszły do mnie krzyki i piski, histerię ogólnie chaos, w tym głos Harolda:
-[Tw. Im.], obudź się, my... zaraz zginiemy!
-Co?! - wykrzyczałam, otwierając przy tym oczy - to żart?
-Nie, to nie żart - mówił całkiem poważnie - przepraszam, że to się kończy akurat na tym, że umrzesz w tak młodym wieku przeze mnie mogłem wybrać inny środek transportu, mogłem posłuchać ciebie..
-Nie! - krzyknęłam - to nie jest twoja wina ale nasza wspólna, Harry wiedz, że cię KOCHAM i mam nadzieję, że tam się spotkamy.
-Ja też cię KOCHAM, rozumiesz KOCHAM! - wtedy on zaczął mnie całować, tak łapczywie, zachłannie z pasją, bo to był nasz ostatni pocałunek. Po chwili oderwał się od moich warg i przytulił do siebie szepcząc cały czas:
-KOCHAM CIĘ! - Po minucie był nasz ewidentny koniec.


czwartek, 26 czerwca 2014

#Imagin Nialler +18
Był ciepły, letni wieczór, postanowiłaś wybrać się z przyjaciółmi nad jezioro pod namioty i na ognisko. Zebrałaś się około 19, było jasno, ponieważ jest ciepły lipiec. Ubrałaś się w cieńką, niebieską koszulkę na ramiączach, krótkie, czerwone szorty i białe trampki. Szybko spakowałaś do torebki telefon, portfel, klucze do domu i aparat. Miałaś przed sobą długą drogę, więc pojechałaś rowerem, dojechałaś na miejsce o 20. Namioty były poustawiane, ławki porozstawiane, ognisko płonęło, a gości nie było zbyt wiele - Może to i lepiej - powiedziałaś sobie w myślach. Za chwilę przyszedł twój kolega wraz z nowym kumplem - był to Niall, niebieskooki blondyn, pochodzący z Irlandii i kochający jedzenie. Był bardzo wysportowany, umiał śpiewać i grać na gitarze. - Pewnie ma dziewczynę - pomyślałaś - nie będę do niego lepiej zarywać, co jak okaże się jakimś frajerem? Ech, można spróbować, ale niech on zrobi pierwszy ruch - usiadłaś koło blondyna.
-Niall, zagrasz nam coś na gitarze? - spytała jedna z Twoich przyjaciółek.
-Bardzo chętnie, dajcie mi tylko gitarę. - uśmiechnął się.
-Proszę - i podałaś mu instrument.
-Dziękuję - uśmiechnął się tymi swoimi pięknymi ustami, co Cię oczarowało.
-To co nam zagrasz? - zapytałaś. - może 'I'm Yours' ?
-Dobrze, znam ją na pamięć. - Niall zagrał całą piosenkę, po czym usiadł obok Ciebie.
-Zaraz wracam, muszę zadzwonić do brata, bo ma dziś urodziny. - powiedziałaś i wyszłaś w ciemny las. Blondyn wkręcił innych, że musi na chwilę wszystkich opuścić. Nie poszedł tak zwyczajnie, udał się do Ciebie. Zakończyłaś rozmowę z bratem, po czym poczułaś czyjeś ręce na Twoich biodrach. Serce zapulsowało Ci ze strachu, że o mało nie zemdlałaś.
-Huh! - pisnęłaś cichutko pod nosem. - Kim jesteś?
-Uspokój się [T.I.] to ja, Niall.
-Po co tu jesteś? Chciałeś mnie wystraszyć? To powiem Ci, że to był kiepski żart z Twojej strony.
-Przepraszam Cię, kotku.- powiedział romantycznie Horan.
-Kotku? Z jakiej racji? - powiedziałaś z nutką sarkazmu.
-Podobasz mi się mała, jesteś moim obiektem i mam na Ciebie ochotę, skarbie. - odpowiedział Nialler.
-Mhmm... Więc tak mówisz? - powiedziałaś z uśmiechem na twarzy.
-Tak skarbie, mam na Ciebie mega chrapkę, kocie. - mówił Niall.
Serce łomotało Ci jak szalone, nie wiedziałaś co zrobić, więc uległaś pokusie Nialla.
-Jedziemy do mnie, skarbie? - spytał Niall jeżdżąc rękami po Twoim ciele w górę i w dół, od czasu do czasu mocniej ściskając Cię dłońmi.
-Masz samochód? - zapytałaś.
-Mam, chodź, daj mi rękę. Jedziemy, nie będziemy się tu tak rozgadywać, tym bardziej, że pieprzone komary są wszędzie.
-Dobrze panie Horan, jak pan sobie życzy.
-Cieszę się, że się ze mną zgadzasz, kochanie. - oznajmił Niall. Zaprowadził Cię do jego auta, otworzył drzwi i kazał usiąść. Odpalił auto i pojechaliście niedaleko stąd. Wysiedliście przy domu Niallera. Horan kazał iść Ci do jego sypialni, która była tuż na przeciwko wejścia. Było już późno, mianowicie około 1 w nocy.
-Połóż się na łóżku skarbie, ja zaraz przyjdę. - Niall powiedział. Nie zdążyłaś wejść pod kołdrę, a blondyn zrzucił z Ciebie bluzkę za jednym razem.
-Panie Horan, jest pan pewny? Nie jestem na to jeszcze gotowa.
-Jesteś skarbie, czuję to.
Niall był bardzo chętny na Ciebie, kazał Ci usiąść jemu na kolana, twarzą do niego, był w samych bokserkach i nie wytrzymywał napięcia sytuacji. Czułaś przez bieliznę, że Niallowi zrobiło się gorąco.
-Niall, wszystko w porządku? - zaczęłaś ruszać biodrami po jego koledze.
-O jejku, nawet nie wiesz jak. Proszę, chodź już na łóżko. - powiedział. Rzucił Cię na łóżko jakby chciał Cię schrupać. Byłaś pod nim, więc byłaś całkowicie bezbronna, zaczął zdejmować z Ciebie stanik, dotykać Cię po dekolcie i piersiach. Twój stanik wylądował gdzieś na ciemnej podłodzę.
-Niall! Spokojnie - pisnęłaś. - mówiłam Ci j... - nie dokończyłaś, bo blondyn wsadził Ci język w usta i zaczął namiętnie całować. Nie przestając zdjął Twoją bieliznę, nie miałaś na sobie już nic. Niall zrzucił w sekundę swoje bokserki i zaczął całować Cię po każdym fragmencie ciała. Od ust, przez szyję i brzuch, do bioder i w czułe miejsce. Nie pieścił się z Tobą zbyt długo. Chamsko i mocno w Ciebie wszedł, krzyknęłaś bardzo głośno:
-NIALL! ACH!...
-Cii, nie tak głośno.
-Proszę, to b... - nie dokończyłaś, bo zaczął kolejny raz Cię całować, poruszał się w Tobie w przód i w tył, bardzo powoli.
-Już Ci lepiej? - spytał z zadziornym uśmiechem.
-Tak, panie Horan. TAK! - jęczałaś Niallowi. Zaczął przyspieszać i zwalniać, tak kilka razy, byliście już bardzo blisko, Niall zatrzymał się na chwilę, by zbyt szybko się to nie skończyło. Zamieniliście się rolami, ty byłaś na górze, on na dole. Chwilę siedziałaś na jego koledze, gdy Niall znów mocno w Ciebie wszedł.
-NIAAAL!!! - krzyczałaś. Bolało Cię to, ale i sprawiało przyjemność.
-Poruszaj się w górę i dół. - mówił blondyn.
-Acchhh! Nie mog... - I Niall zrobił to za Ciebie.
-Bądź cicho. Próbuj. Mmm... - mruczał chłopak.
Wzdychaliście i sapaliście głośno, Niall postanowił 'wziąć Cię od tyłu' co zabolało jeszcze bardziej, ale strasznie Ci się to podobało.
-Tak! Niall! Tak! - wykrzykiwałaś jego imię. Niall był brutalny, robił to jak najszybciej mógł, wasze ciała się zderzały bardzo silnie, Niall ściskał twoje biodra, byliście strasznie blisko, chłopak przyspieszył do końca. Udało wam się dojść równo. Chłopak położył się obok Ciebie, obrócił Cię tyłem do niego, dotykał twoich bioder i ust delikatnie palcami. Poczułaś, że nie ma jeszcze dosyć. Siadłaś na niego okrakiem i poruszała się w przód i w tył, do góry i do dołu. Chłopak sapał z zadowolenia i wymawiał Twoje imię.
-[T.I.]! [T.I.]! Mmm... Ach... - wzdychał co chwilę. Wiedziałaś, że mu to wcale nie przeszkadzało, przyspieszałaś.
-Już, [T.I.] wystarczy, b... aaachhhhh...! - powiedział Niall. Położyłaś się koło niego i zaczęliście się namiętnie całować.
-O matko. [T.I.], kocham Cię i nigdy Cię nie zostawię.<3 ♥
-Ja Ciebie też, Niall. ♥
Poszliście spać około 3. Wstaliście rano, leżeliście twarzą w twarz, otworzyliście oczy w tym samym momencie. Patrzyłaś w głębie niebieskich oczu Nialla i uśmiechałaś się. Horan zaczął Cię całować, bardzo chamsko (po francusku). Ubraliście się, wymieniliście się numerami telefonu i Niall odwiózł Cię do domu, całując na do widzenia. 
Spotykaliście się dzień w dzień, zostaliście parą, wkrótce Niall oświadczył Ci się, byłaś już [T.I.] Horan, a nie [T.I.] [T.N.].
Dziękuję za uwagę, jednokierunkowych :3

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Niall Horan #1

Niall #1
Właśnie wracaliście ze spaceru. Trzymacie się za ręce. Wchodząc na trzecie piętro apartamentowca Niall w międzyczasie muska swoimi malinowymi ustami twoją szyję. Gdy doszliście wyjęłaś z kieszeni płaszcza klucze do mieszkania. Blondyn wyjął je z twojej dłoni i naprędce otworzył drzwi. Weszliście do środka. Spokojnie rozpinałaś guziki granatowego płaszcza, gdy Niall stanął przed tobą. Wsunął palce pod twój płaszcz, który następnie delikatnie spłynął po twoich rękach, aż w końcu znalazł się u twoich stóp. Zdjęłaś, a wręcz zdarłaś z Nialla jego kurtkę. Objął cię w talii i przyciągnął brutalnym ruchem do siebie. Spojrzałaś w jego oczy koloru nieba i na chwilę się zatraciłaś w nich, gdy wtedy wasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Zarzuciłaś Niallowi ręce na szyi i razem szliście w stronę waszej sypialni. Po drodze Niall spontanicznie wziął cię na ręce i przeniósł przez próg pokoju dokładnie jak robi to pan młody ze swoją żoną, gdy wprowadzają się do własnego mieszkania. Usadowił cię na ogromnym łóżku. Wygięłaś się, podtrzymując się na wyprostowanych rękach. Niall zdjął twoje czerwone szpilki, a następnie systematycznie zaczął pozbywać cię twoich ubrań.
*
Gdy cichaczem uciekłaś z krainy Morfeusza, czułaś jak Niall wodzi palcami po twoich nagich plecach. Uśmiechnęłaś się i spojrzałaś na niego. W jego błękitnych oczach dostrzegłaś zafascynowanie. Niall w tej banalnej czynności był kompletnie zatracony.
- Miłe to – powiedziałaś cicho. Twoje słowa jakby wyrwały Nialla z transu. Uśmiechnął się półgębkiem. Subtelnie odgarnął twoje włosy i ułożył je na twoim lewym ramieniu. Zaczął składać krótkie pocałunki na twojej ciepłej skórze, co doprowadzało cię do szaleństwa. Odwróciłaś się. Niall powiódł bokiem dłoni od zagłębienia między twoimi obojczykami w dół pomiędzy piersiami, aż do twojego podbrzusza. Musnął ustami twoją szyję, miejsce poniżej prawego obojczyka… Swoim językiem zaczął wodzić po twoich piersiach, co wywołało u ciebie ekstazę. Zaczęłaś szybciej oddychać, a twoje serce zaczęło bić jak oszalałe. Dłoń Nialla znalazła się na wewnętrznej stronie twojego uda i wodził nią po nim w górę i w dół. W końcu jego palce znalazły się na twojej waginie i sprawdził nimi jej fakturę. Gdy włożył dwa palce do środka z twoich ust wydobył się cichy jęk, a gdy wchodził coraz głębiej ty krzyczałaś coraz głośniej. Z rozkoszy jaką ci sprawiał, co chwilę w powietrzu unosił się twój głos krzyczący jego imię. To go tylko nakręcało i z każdą chwilą sprawiał ci coraz większą przyjemność.
- Niall? – spytałaś cicho. On spojrzał na ciebie i uśmiechnął się łobuzerko. Pocałował cię w podbrzusze i wędrował tak coraz wyżej, aż odnalazł twoje usta. Wsunęłaś swój język do jego ust i zaczęłaś nim wodzić po jego podniebieniu. Czułaś jak jego ręka wsuwa się pod twoje udo, a jego penis wchodzi powoli w ciebie. Wplotłaś palce w platynowe włosy Nialla i kurczowo ich się trzymałaś. Czułaś jak fala gorąca rozlewa się wewnątrz twojego organizmu. Przeniosłaś swoje dłonie na pośladki Nialla i zatopiłaś w nich swoje paznokcie. Gdy wyjęłaś swój język z ust Nialla przegryzłaś jego dolną wargę. Blondyn znów zaczął obdarowywać twoje ciało niezliczoną ilością pocałunków, gdy powoli szczytował. Poczułaś ciepłą maź w sobie i zaśmiałaś się w myślach. Kolejne prześcieradło do prania.

niedziela, 8 czerwca 2014

Harry Styles #2


Jesteś z Harrym na wakacjach. Pojechaliście na Hawaje. Jest już wieczór. Wchodzisz do waszego pokoju w hotelu, a tam wszędzie leżą płatki róż, świece. Na łóżku siedzi Harold, a obok niego taca z bitą śmietaną w spray'u, truskawki oraz mały tort czekoladowy. Uśmiechasz się i podchodzisz do niego zamykając dokładnie za sobą drzwi. - Witaj, skarbie - mówi lokaty. W odpowiedzi wpijasz się w jego usta. Czujesz, jak Harry wodzi swoim językiem po twoim podniebieniu. Strasznie cię to podnieca i chcesz więcej. Chwytasz krańce koszulki Harolda i chcesz ją zdjąć. Harry przerywa wasz pocałunek i kiwa przecząco głową. - To później - szepcze. Starasz się ukryć fakt, że jest ci smutno z tego powodu. Zajadacie się tortem czekoladowym, karmiąc się nim nawzajem. Macie przy tym dużo śmiechu, bo Harry wpadł na pomysł by robić to z zasłoniętymi oczami. Zaczyna się robić coraz pikantniej, gdy lokaty zdejmuje najpierw swoją koszulkę, a potem twoją tunikę. Kładziesz się na łóżku. Harry chwyta bitą śmietanę i rozprowadza ją po twoim brzuchu. Następnie bierze garść truskawek i za ich pomocą pozbywa się bitej śmietany z twojego ciała i częstuje nimi i siebie i ciebie. Gdy już nie ma tobie ani grama białej mazi ty powtarzasz jego wcześniejszą czynność. Jednak bez truskawek. Po prostu zlizujesz bitą śmietanę z jego torsu. Siedzisz na nim okrakiem i czujesz, jak penis Harry'ego twardnieje w jego spodniach. Całujesz Harry'ego krótko w usta po czym mówisz cicho: - Sześć dziewięć. - Przechodzisz do rozpisania jego dżinsów. Gdy ich się pozbywasz wkładasz dłoń w bokserki Harry'ego. Słyszysz jak lokaty zaczyna szybko oddychać. Zębami ściągasz z niego bieliznę. Zniżasz się. Przejeżdżasz palcem po członku Harry'ego, po czym bierzesz go w usta. Zaczynasz go ssać. Harry głośno krzyczy z rozkoszy. Zataczasz kółka językiem wokół główki jego penisa. Harry jest bliski odpłynięcia. Podnosi się. Wpija się w twoje usta. Odwracacie się, Harry odpina twój biustonosz, następnie ściąga z ciebie spódniczkę. Wkłada rękę pod gumkę z koronkowych majtek i raz-dwa ściąga je z ciebie. Spogląda na ciebie, uśmiecha się łobuzersko, po czym zaczyna lizać twoje okolice intymne. Krzyczysz głośno jego imię. Czujesz ekscytację tak wielką, jak nigdy dotąd. Napinasz wszystkie mięśnie. Żar pożądania zmieszany z podnieceniem rozlewa się po twoim ciele. Dla ukoronowania tego wieczoru Harry wchodzi w ciebie i wręcz ujeżdża.
________________________
Krótki, bo krótki, ale jest. Część z Was może czytała. 
I hope u like it! xx

czwartek, 5 czerwca 2014

Harry Styles #1

Spacerujesz po kompleksie Harry'ego i Luisa. Wchodzisz do praktycznie każdego pomieszczenia. Weszłaś do jednej z wielkich sypialni. Wodzisz palcami po różnych powierzchniach: od marmurowego kominka, przez dębowe biurko, aż po satynową pościel. Naciskasz zimną, metalową klamkę drzwi. Wchodzisz do środka. W łazience stoi nagi Harry. Z jego ciemnych loczków skapują pojedyncze krople wody. Lustrujesz go wzrokiem od czubka głowy, przez jego niezwykle zielone oczy, w których na chwilę toniesz, następnie przez jego malinowe usta, jabłko Adama, klatkę piersiową. Twój wzrok zatrzymuje się na kroczu Harry'ego. Jego lędźwie są dość... duże i aktualnie podniesione. Twoje policzku stają się czerwone, w gardle czujesz gulę, a żołądek zawiązuje ci się w supeł. Nie wiesz, co zrobisz. Stoisz w progu, jak zaczarowana. Harry uśmiecha się zawadiacko i podchodzi do ciebie. Chwyta twoją dłoń i kładzie sobie na swoim policzku. Następnie zjeżdża na szyję, z niej na klatkę piersiową i coraz niżej... Dotykasz jego męskości. W normalnych okolicznościach zapewne zabrałabyś dłoń, jednak tego nie robisz. Harry przybliża się do ciebie. - Nic się nie stało. A nawet to w sumie dobrze - szepcze ci do ucha. Wkłada ręce pod twoją koszulkę i powoli unosi ją coraz wyżej, aż na końcu ląduje na kafelkowej podłodze. Palce lokatego dotykają twojego prawego obojczyka, następnie kierują się ku środkowi i zsuwają się coraz niżej pomiędzy twoimi piersiami, brzuchu, aż do talii. Przyciąga cię do ciebie. Twoje ręce zaplatają się na jego szyi. Czujesz jak jego przyrodzenie twardnieje i... staje. Dłonie Harry'ego wsuwają się pod twoje spodnie dresowe, a następnie je zsuwają. Zostajesz w samej bieliźnie. Harry podnosi cię. Oplatasz nogi wokół jego bioder. Przechodzicie do sypialni. Lokaty delikatnie kładzie cię na łóżku. Klęka nad tobą, a po chwili pochyla i muska delikatnie twoje wargi. Całe twoje ciało obdarowuje całym mnóstwem pocałunków: czoło, nos, policzki, szyję, piersi, brzuch... Rodzi się w tobie tygrysica. Wymuszasz na Harrym pocałunek w usta, podczas którego on wodzi swoim językiem po twoim podniebieniu. Czujesz się jakbyś była w raju. Stała u otwartych bram Edenu. Odwracacie się. Teraz to ty górujesz. Przestajecie się całować, jednak Harry subtelnie wodzi palcami po linii twojego kręgosłupa i odpina stanik, który ląduje u stóp łóżka. Następnie wsuwa swoje długie palce pod gumkę twoich majtek. Nie widząc żadnych protestów z twojej strony zsuwa je i po chwili znajdują się one tuż obok górnej części twojej bielizny. Znów się całujecie i tym razem Harry góruje. Czujesz jak powoli w ciebie wchodzi. Zaczynasz krzyczeć jego imię z rozkoszy. Lokaty obdarowuje cię kolejnym tysiącem pocałunków rozsianymi po całym twoim nagim ciele.