czwartek, 26 czerwca 2014

#Imagin Nialler +18
Był ciepły, letni wieczór, postanowiłaś wybrać się z przyjaciółmi nad jezioro pod namioty i na ognisko. Zebrałaś się około 19, było jasno, ponieważ jest ciepły lipiec. Ubrałaś się w cieńką, niebieską koszulkę na ramiączach, krótkie, czerwone szorty i białe trampki. Szybko spakowałaś do torebki telefon, portfel, klucze do domu i aparat. Miałaś przed sobą długą drogę, więc pojechałaś rowerem, dojechałaś na miejsce o 20. Namioty były poustawiane, ławki porozstawiane, ognisko płonęło, a gości nie było zbyt wiele - Może to i lepiej - powiedziałaś sobie w myślach. Za chwilę przyszedł twój kolega wraz z nowym kumplem - był to Niall, niebieskooki blondyn, pochodzący z Irlandii i kochający jedzenie. Był bardzo wysportowany, umiał śpiewać i grać na gitarze. - Pewnie ma dziewczynę - pomyślałaś - nie będę do niego lepiej zarywać, co jak okaże się jakimś frajerem? Ech, można spróbować, ale niech on zrobi pierwszy ruch - usiadłaś koło blondyna.
-Niall, zagrasz nam coś na gitarze? - spytała jedna z Twoich przyjaciółek.
-Bardzo chętnie, dajcie mi tylko gitarę. - uśmiechnął się.
-Proszę - i podałaś mu instrument.
-Dziękuję - uśmiechnął się tymi swoimi pięknymi ustami, co Cię oczarowało.
-To co nam zagrasz? - zapytałaś. - może 'I'm Yours' ?
-Dobrze, znam ją na pamięć. - Niall zagrał całą piosenkę, po czym usiadł obok Ciebie.
-Zaraz wracam, muszę zadzwonić do brata, bo ma dziś urodziny. - powiedziałaś i wyszłaś w ciemny las. Blondyn wkręcił innych, że musi na chwilę wszystkich opuścić. Nie poszedł tak zwyczajnie, udał się do Ciebie. Zakończyłaś rozmowę z bratem, po czym poczułaś czyjeś ręce na Twoich biodrach. Serce zapulsowało Ci ze strachu, że o mało nie zemdlałaś.
-Huh! - pisnęłaś cichutko pod nosem. - Kim jesteś?
-Uspokój się [T.I.] to ja, Niall.
-Po co tu jesteś? Chciałeś mnie wystraszyć? To powiem Ci, że to był kiepski żart z Twojej strony.
-Przepraszam Cię, kotku.- powiedział romantycznie Horan.
-Kotku? Z jakiej racji? - powiedziałaś z nutką sarkazmu.
-Podobasz mi się mała, jesteś moim obiektem i mam na Ciebie ochotę, skarbie. - odpowiedział Nialler.
-Mhmm... Więc tak mówisz? - powiedziałaś z uśmiechem na twarzy.
-Tak skarbie, mam na Ciebie mega chrapkę, kocie. - mówił Niall.
Serce łomotało Ci jak szalone, nie wiedziałaś co zrobić, więc uległaś pokusie Nialla.
-Jedziemy do mnie, skarbie? - spytał Niall jeżdżąc rękami po Twoim ciele w górę i w dół, od czasu do czasu mocniej ściskając Cię dłońmi.
-Masz samochód? - zapytałaś.
-Mam, chodź, daj mi rękę. Jedziemy, nie będziemy się tu tak rozgadywać, tym bardziej, że pieprzone komary są wszędzie.
-Dobrze panie Horan, jak pan sobie życzy.
-Cieszę się, że się ze mną zgadzasz, kochanie. - oznajmił Niall. Zaprowadził Cię do jego auta, otworzył drzwi i kazał usiąść. Odpalił auto i pojechaliście niedaleko stąd. Wysiedliście przy domu Niallera. Horan kazał iść Ci do jego sypialni, która była tuż na przeciwko wejścia. Było już późno, mianowicie około 1 w nocy.
-Połóż się na łóżku skarbie, ja zaraz przyjdę. - Niall powiedział. Nie zdążyłaś wejść pod kołdrę, a blondyn zrzucił z Ciebie bluzkę za jednym razem.
-Panie Horan, jest pan pewny? Nie jestem na to jeszcze gotowa.
-Jesteś skarbie, czuję to.
Niall był bardzo chętny na Ciebie, kazał Ci usiąść jemu na kolana, twarzą do niego, był w samych bokserkach i nie wytrzymywał napięcia sytuacji. Czułaś przez bieliznę, że Niallowi zrobiło się gorąco.
-Niall, wszystko w porządku? - zaczęłaś ruszać biodrami po jego koledze.
-O jejku, nawet nie wiesz jak. Proszę, chodź już na łóżko. - powiedział. Rzucił Cię na łóżko jakby chciał Cię schrupać. Byłaś pod nim, więc byłaś całkowicie bezbronna, zaczął zdejmować z Ciebie stanik, dotykać Cię po dekolcie i piersiach. Twój stanik wylądował gdzieś na ciemnej podłodzę.
-Niall! Spokojnie - pisnęłaś. - mówiłam Ci j... - nie dokończyłaś, bo blondyn wsadził Ci język w usta i zaczął namiętnie całować. Nie przestając zdjął Twoją bieliznę, nie miałaś na sobie już nic. Niall zrzucił w sekundę swoje bokserki i zaczął całować Cię po każdym fragmencie ciała. Od ust, przez szyję i brzuch, do bioder i w czułe miejsce. Nie pieścił się z Tobą zbyt długo. Chamsko i mocno w Ciebie wszedł, krzyknęłaś bardzo głośno:
-NIALL! ACH!...
-Cii, nie tak głośno.
-Proszę, to b... - nie dokończyłaś, bo zaczął kolejny raz Cię całować, poruszał się w Tobie w przód i w tył, bardzo powoli.
-Już Ci lepiej? - spytał z zadziornym uśmiechem.
-Tak, panie Horan. TAK! - jęczałaś Niallowi. Zaczął przyspieszać i zwalniać, tak kilka razy, byliście już bardzo blisko, Niall zatrzymał się na chwilę, by zbyt szybko się to nie skończyło. Zamieniliście się rolami, ty byłaś na górze, on na dole. Chwilę siedziałaś na jego koledze, gdy Niall znów mocno w Ciebie wszedł.
-NIAAAL!!! - krzyczałaś. Bolało Cię to, ale i sprawiało przyjemność.
-Poruszaj się w górę i dół. - mówił blondyn.
-Acchhh! Nie mog... - I Niall zrobił to za Ciebie.
-Bądź cicho. Próbuj. Mmm... - mruczał chłopak.
Wzdychaliście i sapaliście głośno, Niall postanowił 'wziąć Cię od tyłu' co zabolało jeszcze bardziej, ale strasznie Ci się to podobało.
-Tak! Niall! Tak! - wykrzykiwałaś jego imię. Niall był brutalny, robił to jak najszybciej mógł, wasze ciała się zderzały bardzo silnie, Niall ściskał twoje biodra, byliście strasznie blisko, chłopak przyspieszył do końca. Udało wam się dojść równo. Chłopak położył się obok Ciebie, obrócił Cię tyłem do niego, dotykał twoich bioder i ust delikatnie palcami. Poczułaś, że nie ma jeszcze dosyć. Siadłaś na niego okrakiem i poruszała się w przód i w tył, do góry i do dołu. Chłopak sapał z zadowolenia i wymawiał Twoje imię.
-[T.I.]! [T.I.]! Mmm... Ach... - wzdychał co chwilę. Wiedziałaś, że mu to wcale nie przeszkadzało, przyspieszałaś.
-Już, [T.I.] wystarczy, b... aaachhhhh...! - powiedział Niall. Położyłaś się koło niego i zaczęliście się namiętnie całować.
-O matko. [T.I.], kocham Cię i nigdy Cię nie zostawię.<3 ♥
-Ja Ciebie też, Niall. ♥
Poszliście spać około 3. Wstaliście rano, leżeliście twarzą w twarz, otworzyliście oczy w tym samym momencie. Patrzyłaś w głębie niebieskich oczu Nialla i uśmiechałaś się. Horan zaczął Cię całować, bardzo chamsko (po francusku). Ubraliście się, wymieniliście się numerami telefonu i Niall odwiózł Cię do domu, całując na do widzenia. 
Spotykaliście się dzień w dzień, zostaliście parą, wkrótce Niall oświadczył Ci się, byłaś już [T.I.] Horan, a nie [T.I.] [T.N.].
Dziękuję za uwagę, jednokierunkowych :3

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Niall Horan #1

Niall #1
Właśnie wracaliście ze spaceru. Trzymacie się za ręce. Wchodząc na trzecie piętro apartamentowca Niall w międzyczasie muska swoimi malinowymi ustami twoją szyję. Gdy doszliście wyjęłaś z kieszeni płaszcza klucze do mieszkania. Blondyn wyjął je z twojej dłoni i naprędce otworzył drzwi. Weszliście do środka. Spokojnie rozpinałaś guziki granatowego płaszcza, gdy Niall stanął przed tobą. Wsunął palce pod twój płaszcz, który następnie delikatnie spłynął po twoich rękach, aż w końcu znalazł się u twoich stóp. Zdjęłaś, a wręcz zdarłaś z Nialla jego kurtkę. Objął cię w talii i przyciągnął brutalnym ruchem do siebie. Spojrzałaś w jego oczy koloru nieba i na chwilę się zatraciłaś w nich, gdy wtedy wasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Zarzuciłaś Niallowi ręce na szyi i razem szliście w stronę waszej sypialni. Po drodze Niall spontanicznie wziął cię na ręce i przeniósł przez próg pokoju dokładnie jak robi to pan młody ze swoją żoną, gdy wprowadzają się do własnego mieszkania. Usadowił cię na ogromnym łóżku. Wygięłaś się, podtrzymując się na wyprostowanych rękach. Niall zdjął twoje czerwone szpilki, a następnie systematycznie zaczął pozbywać cię twoich ubrań.
*
Gdy cichaczem uciekłaś z krainy Morfeusza, czułaś jak Niall wodzi palcami po twoich nagich plecach. Uśmiechnęłaś się i spojrzałaś na niego. W jego błękitnych oczach dostrzegłaś zafascynowanie. Niall w tej banalnej czynności był kompletnie zatracony.
- Miłe to – powiedziałaś cicho. Twoje słowa jakby wyrwały Nialla z transu. Uśmiechnął się półgębkiem. Subtelnie odgarnął twoje włosy i ułożył je na twoim lewym ramieniu. Zaczął składać krótkie pocałunki na twojej ciepłej skórze, co doprowadzało cię do szaleństwa. Odwróciłaś się. Niall powiódł bokiem dłoni od zagłębienia między twoimi obojczykami w dół pomiędzy piersiami, aż do twojego podbrzusza. Musnął ustami twoją szyję, miejsce poniżej prawego obojczyka… Swoim językiem zaczął wodzić po twoich piersiach, co wywołało u ciebie ekstazę. Zaczęłaś szybciej oddychać, a twoje serce zaczęło bić jak oszalałe. Dłoń Nialla znalazła się na wewnętrznej stronie twojego uda i wodził nią po nim w górę i w dół. W końcu jego palce znalazły się na twojej waginie i sprawdził nimi jej fakturę. Gdy włożył dwa palce do środka z twoich ust wydobył się cichy jęk, a gdy wchodził coraz głębiej ty krzyczałaś coraz głośniej. Z rozkoszy jaką ci sprawiał, co chwilę w powietrzu unosił się twój głos krzyczący jego imię. To go tylko nakręcało i z każdą chwilą sprawiał ci coraz większą przyjemność.
- Niall? – spytałaś cicho. On spojrzał na ciebie i uśmiechnął się łobuzerko. Pocałował cię w podbrzusze i wędrował tak coraz wyżej, aż odnalazł twoje usta. Wsunęłaś swój język do jego ust i zaczęłaś nim wodzić po jego podniebieniu. Czułaś jak jego ręka wsuwa się pod twoje udo, a jego penis wchodzi powoli w ciebie. Wplotłaś palce w platynowe włosy Nialla i kurczowo ich się trzymałaś. Czułaś jak fala gorąca rozlewa się wewnątrz twojego organizmu. Przeniosłaś swoje dłonie na pośladki Nialla i zatopiłaś w nich swoje paznokcie. Gdy wyjęłaś swój język z ust Nialla przegryzłaś jego dolną wargę. Blondyn znów zaczął obdarowywać twoje ciało niezliczoną ilością pocałunków, gdy powoli szczytował. Poczułaś ciepłą maź w sobie i zaśmiałaś się w myślach. Kolejne prześcieradło do prania.

niedziela, 8 czerwca 2014

Harry Styles #2


Jesteś z Harrym na wakacjach. Pojechaliście na Hawaje. Jest już wieczór. Wchodzisz do waszego pokoju w hotelu, a tam wszędzie leżą płatki róż, świece. Na łóżku siedzi Harold, a obok niego taca z bitą śmietaną w spray'u, truskawki oraz mały tort czekoladowy. Uśmiechasz się i podchodzisz do niego zamykając dokładnie za sobą drzwi. - Witaj, skarbie - mówi lokaty. W odpowiedzi wpijasz się w jego usta. Czujesz, jak Harry wodzi swoim językiem po twoim podniebieniu. Strasznie cię to podnieca i chcesz więcej. Chwytasz krańce koszulki Harolda i chcesz ją zdjąć. Harry przerywa wasz pocałunek i kiwa przecząco głową. - To później - szepcze. Starasz się ukryć fakt, że jest ci smutno z tego powodu. Zajadacie się tortem czekoladowym, karmiąc się nim nawzajem. Macie przy tym dużo śmiechu, bo Harry wpadł na pomysł by robić to z zasłoniętymi oczami. Zaczyna się robić coraz pikantniej, gdy lokaty zdejmuje najpierw swoją koszulkę, a potem twoją tunikę. Kładziesz się na łóżku. Harry chwyta bitą śmietanę i rozprowadza ją po twoim brzuchu. Następnie bierze garść truskawek i za ich pomocą pozbywa się bitej śmietany z twojego ciała i częstuje nimi i siebie i ciebie. Gdy już nie ma tobie ani grama białej mazi ty powtarzasz jego wcześniejszą czynność. Jednak bez truskawek. Po prostu zlizujesz bitą śmietanę z jego torsu. Siedzisz na nim okrakiem i czujesz, jak penis Harry'ego twardnieje w jego spodniach. Całujesz Harry'ego krótko w usta po czym mówisz cicho: - Sześć dziewięć. - Przechodzisz do rozpisania jego dżinsów. Gdy ich się pozbywasz wkładasz dłoń w bokserki Harry'ego. Słyszysz jak lokaty zaczyna szybko oddychać. Zębami ściągasz z niego bieliznę. Zniżasz się. Przejeżdżasz palcem po członku Harry'ego, po czym bierzesz go w usta. Zaczynasz go ssać. Harry głośno krzyczy z rozkoszy. Zataczasz kółka językiem wokół główki jego penisa. Harry jest bliski odpłynięcia. Podnosi się. Wpija się w twoje usta. Odwracacie się, Harry odpina twój biustonosz, następnie ściąga z ciebie spódniczkę. Wkłada rękę pod gumkę z koronkowych majtek i raz-dwa ściąga je z ciebie. Spogląda na ciebie, uśmiecha się łobuzersko, po czym zaczyna lizać twoje okolice intymne. Krzyczysz głośno jego imię. Czujesz ekscytację tak wielką, jak nigdy dotąd. Napinasz wszystkie mięśnie. Żar pożądania zmieszany z podnieceniem rozlewa się po twoim ciele. Dla ukoronowania tego wieczoru Harry wchodzi w ciebie i wręcz ujeżdża.
________________________
Krótki, bo krótki, ale jest. Część z Was może czytała. 
I hope u like it! xx

czwartek, 5 czerwca 2014

Harry Styles #1

Spacerujesz po kompleksie Harry'ego i Luisa. Wchodzisz do praktycznie każdego pomieszczenia. Weszłaś do jednej z wielkich sypialni. Wodzisz palcami po różnych powierzchniach: od marmurowego kominka, przez dębowe biurko, aż po satynową pościel. Naciskasz zimną, metalową klamkę drzwi. Wchodzisz do środka. W łazience stoi nagi Harry. Z jego ciemnych loczków skapują pojedyncze krople wody. Lustrujesz go wzrokiem od czubka głowy, przez jego niezwykle zielone oczy, w których na chwilę toniesz, następnie przez jego malinowe usta, jabłko Adama, klatkę piersiową. Twój wzrok zatrzymuje się na kroczu Harry'ego. Jego lędźwie są dość... duże i aktualnie podniesione. Twoje policzku stają się czerwone, w gardle czujesz gulę, a żołądek zawiązuje ci się w supeł. Nie wiesz, co zrobisz. Stoisz w progu, jak zaczarowana. Harry uśmiecha się zawadiacko i podchodzi do ciebie. Chwyta twoją dłoń i kładzie sobie na swoim policzku. Następnie zjeżdża na szyję, z niej na klatkę piersiową i coraz niżej... Dotykasz jego męskości. W normalnych okolicznościach zapewne zabrałabyś dłoń, jednak tego nie robisz. Harry przybliża się do ciebie. - Nic się nie stało. A nawet to w sumie dobrze - szepcze ci do ucha. Wkłada ręce pod twoją koszulkę i powoli unosi ją coraz wyżej, aż na końcu ląduje na kafelkowej podłodze. Palce lokatego dotykają twojego prawego obojczyka, następnie kierują się ku środkowi i zsuwają się coraz niżej pomiędzy twoimi piersiami, brzuchu, aż do talii. Przyciąga cię do ciebie. Twoje ręce zaplatają się na jego szyi. Czujesz jak jego przyrodzenie twardnieje i... staje. Dłonie Harry'ego wsuwają się pod twoje spodnie dresowe, a następnie je zsuwają. Zostajesz w samej bieliźnie. Harry podnosi cię. Oplatasz nogi wokół jego bioder. Przechodzicie do sypialni. Lokaty delikatnie kładzie cię na łóżku. Klęka nad tobą, a po chwili pochyla i muska delikatnie twoje wargi. Całe twoje ciało obdarowuje całym mnóstwem pocałunków: czoło, nos, policzki, szyję, piersi, brzuch... Rodzi się w tobie tygrysica. Wymuszasz na Harrym pocałunek w usta, podczas którego on wodzi swoim językiem po twoim podniebieniu. Czujesz się jakbyś była w raju. Stała u otwartych bram Edenu. Odwracacie się. Teraz to ty górujesz. Przestajecie się całować, jednak Harry subtelnie wodzi palcami po linii twojego kręgosłupa i odpina stanik, który ląduje u stóp łóżka. Następnie wsuwa swoje długie palce pod gumkę twoich majtek. Nie widząc żadnych protestów z twojej strony zsuwa je i po chwili znajdują się one tuż obok górnej części twojej bielizny. Znów się całujecie i tym razem Harry góruje. Czujesz jak powoli w ciebie wchodzi. Zaczynasz krzyczeć jego imię z rozkoszy. Lokaty obdarowuje cię kolejnym tysiącem pocałunków rozsianymi po całym twoim nagim ciele.

sobota, 31 maja 2014

Louis Tomlinson #1


Lou #1
Weszłam do ogromnego lobby hotelowego. Od razu skierowałam się w stronę recepcji, gdzie odebrałam kartę do swojego pokoju. Trzymając plastikowy klucz udałam się ku windom. Nacisnęłam guzik przywołujący windę. Czekając na nią wygładzałam swoją sukienkę. Drzwi rozsunęły się i wysiadło z niej jakieś stare małżeństwo. Uśmiechnęłam się do staruszków przyjaźnie i weszłam do windy. Nacisnęłam przycisk z czwórką i czekałam, aż drzwi się zasuną. Gdy  pomiędzy zasuwającymi się drzwiami była już niewielka przerwa ktoś niespodziewanie włożył między nie dłoń. Wystraszyłam się i odskoczyłam w tył. Drzwi się rozsunęły, a do windy wszedł wysoki mężczyzna o przyjaznym uśmiechu. Włosy miał zaczesane na bok. Jego ubranie było starannie dobrane, ale nie wyglądał jak gej.
- Hej – zagadnął do mnie. Przybliżył się do tablicy z guzikami i wcisnął dziewiątkę. Drzwi windy zasunęły się, a po chwili ruszyliśmy ślamazarnym tempem w górę.
- Cześć – mruknęłam, spoglądając ciągle na chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Co jak co, ale uśmiech to miał zwalający z nóg. Jego niebieskie oczy ślicznie połyskiwały.
- Louis – przedstawił się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Podeszłam i uścisnęłam ją mówiąc:
- T/I – odpowiedziałam. Louis spojrzał mi w oczy. Poczułam, że winda stoi w miejscu. – Co się dzieje? Dlaczego nie jedziemy?
- Pewnie się zacięła. To nic takiego – odpowiedział.
- No pięknie. Jeszcze tego mi potrzeba – odparłam wkurzona. Zaczęłam chodzić w kółko po windzie. Jestem bez komórki, więc nie mam jak zadzwonić po pomoc. – Masz komórkę?
- Zostawiłem w pokoju.
- Cholera, ja też.
- Przestań tak chodzić. Od tego winda nie ruszy. Uspokój się. – Złapał mój nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie. Odgarnął pasmo moich włosów z twarzy. Z zainteresowaniem przyglądałam się Louisowi. Był bardzo przystojny, a wręcz seksowny. Gdy tonęłam w oceanie jego źrenic poczułam jak jego usta muskają delikatnie moje. Odruchowo pogłębiłam pocałunek i już po chwili całowaliśmy się bez opamiętania. Jakby cały świat nagle zniknął i była tylko nasza dwójka w tej przeklętej zaciętej windzie. Poczułam dłoń Louisa na moim udzie, która wędrowała coraz wyżej, a co za tym idzie – podnosiła moją sukienkę. Dłoń chłopaka zatrzymała się na moim pośladku. Louis oparł się na mnie całym swoim ciałem, wymuszając na mnie, bym się cofnęła. W dwóch krokach przemierzyliśmy windę i byliśmy na jej równoległym krańcu. Nie mogłam oprzeć się pokusie i wplotłam palce w karmelowe włosy Louisa. W dotyku były przyjemnie miękkie. Brunet wsunął swój język do moich ust i zaczął wodzić nim po moim podniebieniu, co było niezwykle przyjemnym doznaniem. Zsunęłam swoją dłoń wzdłuż jego kręgosłupa i zatrzymałam się na jędrnych pośladkach. Zatopiłam w nich paznokcie. Louis subtelnie wsunął swoja dłoń pod moje koronkowe majtki. Bez spoglądania odpięłam spodnie bruneta, a następnie zdjęłam jego bokserki. Louis odpowiedział na mój ruch pozbywając mnie majtek. Podniósł mnie, a ja objęłam go nogami w pasie. Poczułam jak we mnie wchodzi, jak najdelikatniej tylko może. Z moich ust wydobył się cichy jęk. Louis zaczął zagłębiać się coraz głębiej, co powodowało, że krzyczałam coraz głośniej. Fala gorąca zmieszanego z pożądaniem i podnieceniem zalała moje ciało od środka. Mój mózg był nieco przyćmiony chwilowo, jednak mimo to wyczuwałam jak Louis niemal wwierca się we mnie. Z każdą sekundą coraz głębiej, z każdą sekundą coraz bliżej finału. Odchyliłam głowę, opierając ją o ścianę windy i próbowałam wyrównać swój oddech. Moje serce biło jak oszalałe, a oddech był tak szybki i płytki jakbym przebiegła pół miasta. Poczułam jak rozchylone wargi Louisa muskają delikatnie zakrzywienie mojej szczęki i schodzą coraz niżej: muskają skórę pod uchem, szyję, obojczyk…
- To ja sprawiłem, że winda się zatrzymała – odparł z uśmiechem, gdy było już po wszystkim.
___________________________________
Ta dam. Miał być pewnie inny, ale... I hope u like it. 

czwartek, 29 maja 2014

#Zayn

Szedłem przed siebie rozglądając się na boki. Co chwila dostrzegałem w tłumie znajome twarze. Wszyscy posyłali mi spojrzenie pełne bólu i współczucia. Kątem oka dostrzegłem obok mnie mamę [T.I], która tak jak przez kila poprzednich dni zalewała się płaczem. Ja nie dałem już rady płakać, teraz nie czuję zupełnie nic. We mnie jest tak ogromna pustka Tak cholernie mi jej brak. Nie mogę pogodzić się z tym że jej przy mnie nie ma. Podszedłem do mojej niedoszłej teściowej i ją przytuliłem. Wiedziałem przez co przechodzi. Oboje byliśmy jej najbliższymi osobami. Szliśmy i szliśmy, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Ksiądz zaczął swoją przemowę:
- Zebraliśmy się tu dzisiaj aby pożegnać naszą siostrę...
Wcale go nie słuchałem tylko patrzyłem na swoją ukochaną. Jej piękne długie brązowe włosy ułożone idealnie wzdłuż szczupłego ciała. Zawsze narzekała że źle się układają, teraz są idealne. Jej piękne niebieskie oczy są zamknięte, a te iskierki już więcej nie powrócą. Spojrzałem w dół jej ciała i odnalazłem na palcu pierścionek zaręczynowy, który dostała ode mnie zaledwie dwa tygodnie temu. Nawet nie zdążyliśmy zacząć planować wesela... Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głoś mamy [T.I]:
- Zayn proszę powiedz coś, bo ja nie dam rady...
Jakiś facet podał mi mikrofon, a ja podziękowałem skinieniem głowy.

- [T.I] była dla mnie nie tylko dziewczyną, od niedawna narzeczoną ale powodem dla którego codziennie rano chciałem się budzić. Chciałem zobaczyć jej piękny uśmiech i ten blask w oczach. [T.I] była osobą która nie przejmowała się przeszłością, nawet kiedy w szpitalu dowiedziała się że pozostało jej niewiele czasu powiedziała: pamiętaj że musisz zawieźć zmywarkę do naprawy. Nie bała się tego co ją czeka. Chciała aby każdy tu zebrany cieszył się z tego że odeszła do lepszego świata. Zażartowała że jej Anioła Stróża rozbolały nogi od ciągłego chodzenia za nią krok w krok i teraz zabiera ją ze sobą, żeby była zawsze w jednym miejscu. - usłyszałem szlochy - [T.I] była najwspanialszą osobą na całym świecie. Swoim śmiechem potrafiła zabijać. A uśmiechem rozświetlać każdy nawet najbardziej pochmurny dzień. Mieliśmy założyć rodzinę. Mieć gromadkę małych brzdąców które będą biegały w ogrodzie podczas gdy my będziemy wylegiwać się na hamaku. - mimowolnie łza spłynęła po moim policzku, ale szybko ją otarłem - Kiedy chciała jechać do sklepu, chciałem ją zawieźć, ale ona wolała jechać samej. Może gdybym to ja prowadził ona by żyła. Może tak straszna rzecz stała się tylko mnie, a ona stałaby teraz na moim miejscu i mówiła coś o mnie. Kochałem [T.I] całym sercem i nie wiem jak sobie poradzę po jej stracie. Moje serce jest teraz pokruszone na milion kawałeczków i chyba nic ani nikt nie dary go skleić. Nie da się żyć bez powietrza, [T.I] była nim dla mnie. Przed swoim końcem powiedziała mi: urodziłam się, więc muszę umrzeć. Wcześniej czy później. 
Stoję tu teraz i myślę sobie, że [T.I] była niesamowita. I, że nie ma drugiej takiej osoby. Boże, dziękuję Ci za nią. Za to, że mogłem ją spotkać i pokochać. Szkoda tylko, że zabierasz mi ją tak wcześnie. - uniosłem głowę do nieba - [T.I] opiekuj się mną. Proszę.
Wtedy usłyszałem głośne brawa. Ja odszedłem na bok i pozwoliłem łzom płynąć. Co chwila ocierałem je próbując wmówić sobie, że to nie podoba się [T.I] Ale nie mogłem. 
Gdy uroczystość się skończyła mężczyźni chcieli zamykać trumnę. Zatrzymałem ich i podszedłem do mojej ukochanej po raz ostatni. Ułożyłem obok niej wielki bukiet jej ulubionych białych róż. Ucałowałem jej zimną dłoń i odszedłem.
- Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedziałemBędąc już w domu położyłem się na naszym łóżku i wspominając nasze wspólne chwile zasnąłem w objęciach mojego Anioła Stróża. 


Miał być Harry wyszedł Zayn xD 
Dobre i to :D
co myślicie?
Karol ♥

sobota, 24 maja 2014

Six Hundred Ninety - Seven

Czerwone światło.

Zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, odpisując na wiadomość od koleżanki.

Wywracając oczami, zatrzymuję się przed ulicą, naciągając kaptur na głowę.

Rozglądam się.

Mój wzrok pada na przystojnego szatyna o brązowych oczach.

Patrzę na wysoką brunetkę o brązowych oczach.

Uśmiecham się.

Zielone światło.

Idę.

Mijam go.

Mijam ją.

W jego rękę wkładam karteczkę z numerem telefonu i imieniem.

Zaciskam palce na kartce i uśmiechając się, idę dalej.



- O czym myślisz? - Pyta Liam. Uśmiecham się lekko.
- O tym jak się poznaliśmy. - Odpowiadam, przymykając oczy.
- Pamiętasz?
- Liam, to było pięć lat temu, ale nadal pamiętam.
- Już pięć lat?
- Tak, Li, pięć lat.
- Mamo, dasz mi pić? - Pyta Jimmy, a ja siadam na ławce i sięgam po torbę.
- Tak, kochanie. - Podaję synkowi sok i głaszczę po główce, wycierając piasek z jego buzi.
- Mamusiu, a kiedy będzie Maddy?
- Za miesiąc, synku. - Uśmiecham się, a Liam głaszcze mnie po moim, mocno zaokrąglonym, brzuchu.
- A Lily?
- Też, syneczku.
- A wiesz mamusiu, że cię kocham? - Pyta ze słodkim uśmiechem.
- Wiem, synku.
- A wiesz, że ja cię kocham? I to od pięciu lat? - Pyta Liam.
- Tak, mężulku. - Odpowiadam ze śmiechem.



Krótki. Nietypowy. Bez sensu.
Przepraszam.