piątek, 29 sierpnia 2014

Harry, smutny z happy endem (smutny dlatego, że ona oberwała) for Vanessa Styles Połozowska :)
Szłam szybko. Wręcz biegłam, wstrząsana obrazami przeszłości. Było nam razem tak dobrze...
A teraz uciekałam przed nim, ślizgając się na piasku plaży Australii. Mokre włosy opadały mi na twarz i rozmazywały tusz do rzęs. Mogło się wydawać, że płaczę. Przechodnie patrzyli na mnie zdziwieni. W końcu Jacob mnie dopadł i przewrócił na piasek niedaleko pomostu. Plaża się wyludniła, jedynie po wodzie pływała motorówka. Chmury przysłoniły słońce.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam i kopnęłam go w krocze. Zwinął się z bólu, ale to dało mi przewagę. Zerwałam się z piasku i pobiegłam dalej, nie zważając na jego groźby. Klął, leżąc na piasku. Nie trwało to długo - rzucił się za mną, zaślepiony nienawiścią. Dlaczego mnie gonił? Nie wiedziałam.
Wybiegłam za budkę z napojami i znalazłam się w pułapce. Przede mną i po lewej rozciągał się wysoki klif. Po prawej droga była zamknięta przez ocean. Chciałam się wrócić i trafiłam oko w oko z Jacobem.
- Och, nasz princessa ma problem? Niedługo śliczna twarzyczka zniknie? Nie martw się, zadzwonię po karetkę. Albo nie, wrzucę cię do morza! - krzyczał tak głośno, że na łódce obok zamarły śmiechy. Ktoś wskoczył do wody.
- Jacob, co ja ci zrobiłam? - zapytałam i poczułam jego pięść na swoim policzku. Zapiekło. Łzy mimowolnie poleciały mi po twarzy i skapywały na piasek. Jacob roześmiał się głośno.
- Płacz sobie, płacz! Być może to będą ostatnie łzy w tym życiu. - krzyknął i znów oberwałam. Uderzyłam głową o coś twardego. Chciałam umrzeć, ale nigdzie nie widziałam tego białego światła, o którym tyle się mówi, więc tylko leżałam bez ruchu. Słyszałam, że Jacob krzyczy. Potem ktoś przybiegł i słychać było chrupnięcie jak wtedy, gdy Garry - mój kuzyn, u którego spędzałam te wakacje - złamał sobie nos. Potem usłyszałam pospieszne kroki w moją stronę. "Teraz umrę", pomyślałam i czekałam na ukojenie. Jednak ktoś tylko się nade mną pochylił i przyłożył chłodną, mokrą rękę na mojej szyi. Powoli otworzyłam jedno oko.
Pierwsze, co zobaczyłam, to poskręcane, mokre włosy. Woda z nich skapywała na mnie, przyjemnie chłodząc opuchnięty policzek i górną wargę - miejsca, w które oberwałam od Jacoba. Otworzyłam drugie oko i ten ktoś się odwrócił.
Chłopak. Na oko siedemnastoletni. Zielone oczy. Duży nos. Dosyć długie włosy. Umięśnione ramiona. Zachrypnięty głos, gdy coś mówił. Skupiłam się na jego słowach.
- Halo? Słyszysz mnie? - zapytał. O mamusiu, co za chrypa...
Chciałam odpowiedzieć, żeby nie wyjść na idiotkę. Poruszyłam ustami i poczułam przeszywający ból. Złapałam się za górną wargę. Była teraz wielka jak poduszka.
- O matko, mój łeb... - wymamrotałam. Chłopak przytrzymał mnie za plecami i dźwignął, żebym usiadła. Pachniał. Bardzo ładnie pachniał.
- Nic ci nie jest? - zapytał. Tym razem zachowałam spokój, chociaż jego głos tak na mnie działał...
- Chyba... Coś mi się stało.
Roześmiał się. Miał olbrzymi uśmiech.
- Oberwałaś od jakiegoś kolesia... Znasz go?
Dotknęłam ręką głowy. Włosy splątały się. Było w nich pełno piasku.
- Taa... To mój chłopak.
Mój wybawca zbladł. Widziałam, że zamarł w bezruchu i przyglądał się czemuś za moimi plecami.
- Ten idiota, który rzucił się na ciebie z pięściami i krzyczał że cię zabije to jest twój chłopak? - zapytał poważnie.
- Nooo... Był.
Chłopak gwałtownie wypuścił powietrze z płuc.
- Czyli jesteś sama?
Uśmiechnęłam się do niego.
- Można tak powiedzieć.
Chwilę jeszcze siedzieliśmy na piasku, a potem jakiś blondyn w Hawajkach przybiegł do nas. Widząc mój policzek lekko zbladł i zwrócił się do zielonookiego:
- Kto to jest? I co jej się stało?
- Jej były ją pobił.
- A ty, jako obrońca uciśnionych od razu ją uratowałeś? - uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam.
- A przedstawił się chociaż? - zapytał blondas. - Ja jestem Niall.
- A no tak, zapomniałem prawie. Jestem Harry. - podstawił mi pod nos rękę. Uścisnęłam ją.
- Jessica.
Staliśmy chwilę w milczeniu.
- Może... - zaczął blondyn, ale ktoś wbiegł w nasz krąg. Wysoki chłopak ścięty na Biebera.
- Nie no, chłopaki! My się martwimy a wy jakieś romanse kręcicie... - chciał coś jeszcze dodać, ale zobaczył moją wargę. Oczy mu się rozszerzyły gdy spostrzegł minę Harrego. - Hazza... Tylko nie mów że ty jej to zrobiłeś. Paul nas zabije. - zaczęli się kłócić.
Znów ktoś przyszedł. Tym razem dwoje chłopaków - jeden z nich, z brązowymi włosami podszedł do Harrego, Nialla i tego trzeciego który się nie przedstawił. Drugi, wyglądający na Wietnamczyka, podszedł do mnie.
- Co ci się stało? - popatrzył na mój policzek i delikatnie go dotknął. Poczułam lekki ból, ale zalała go nagła fala rozkoszy, bo chłopak miał zimne ręce.
- Nie zabieraj... - westchnęłam z ulgą. Zamknęłam oczy.
Chłopak roześmiał się.
- Jestem Zayn.
- Jessica. - otworzyłam oczy i zobaczyłam pięć par oczu wpatrujących się we mnie. Zmieszałam się.
Harry przyjrzał mi się z ciekawością.
- Może cię odprowadzimy? - zapytał grzecznie.
- Nie chcę wam robić kłopotu. Pewnie wasze dziewczyny będą złe za to, że rozmawialiście... - nie skończyłam, bo wszyscy ryknęli śmiechem. Jedynie ten podobny do Biebera zachował spokój.
- Co was tak bawi?
Przestali się śmiać, jednak nadal chichotali. W końcu ten, który obok mnie klęczał odpowiedział rozbawiony:
- My nie mamy dziewczyn!
Teraz to ja się roześmiałam, aż do płaczu.
- Jak niby tacy przystojni kolesie mogą nie mieć dziewczyn? - zapytałam przez łzy.
- To my jesteśmy przystojni? - zapytał Harry. Przestałam się śmiać i udawałam poważną.
- No nie mów, że nie jesteś przystojny.
Słyszałam tylko jedno głośne "uuuuuuu" z ust chłopaków.
- Harry, znów masz branie! - krzyknął blondyn, chociaż równie dobrze mogło to być " ty baranie".
- Nie dość, że wszystkie nasze fanki zgarniasz dla siebie, to jeszcze ratujesz je przed oprychami!
- Może im nie przeszkadzajmy?
- Brawo, Hazza!
Zamurowało mnie.
- Chwila, chwila, czekaj. Jakie fanki? - zapytałam, nadal siedząc na ziemi. Tym razem nie śmiali się, tylko patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami. Harry się uśmiechnął.
- Nie znasz nas? - zapytał rozbawiony.
- Nooo... Raczej nie... Ale możliwe że tak... Bo wiecie, mam jeszcze szok pourazowy. A kim wy jesteście? - popatrzyłam na nich. Harry nadal się do mnie uśmiechał. Niall był zaszokowany, zupełnie jak ten chłopak z brązowymi włosami. Ten a'la Bieber zachował spokój. Wietnamczyk przyjrzał mi się dokładnie.
- Znasz One Direction?
- Coś mi się obiło o uszy. To jest ten boysband z Anglii... Też jestem stamtąd. W szkole ciągle o tym mówią. I Emily ich słucha.
- No właśnie. - powiedział Zayn. - To my.
Czy można zachłysnąć się powietrzem? Bo chyba właśnie to zrobiłam.
- Oooo... Nie wiem co powiedzieć. To trochę... Dziwne. - podniosłam się z piachu. Zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. Zayn mnie podtrzymał i oddał w ręce Harrego.
- Chcesz z nami popływać? - zapytał uśmiechnięty.
- Muszę się ogarnąć. - strzepnęłam piasek z włosów. - Może innym razem.
Uśmiechnął się ciepło.
- Odprowadzić cię?
- Poproszę. - odwzajemniłam uśmiech. Poszliśmy do mojego domu, który znajdował się niedaleko.
Po wejściu na plac zobaczył mnie Garry - mój kuzyn. Zlustrował wzrokiem i zamarł. Za mną Harry stał niepewnie, tylko w Hawajkach.
- Tyyy!!! - krzyknął do niego Garry i chciał zaczął go gonić. - Coś zrobił Jessice!?
- Nie, Garry! Zostaw go! - wrzasnęłam i zaczęłam go uspokajać. - To Jacob uderzył! Harry mnie uratował! - krzyczałam, chociaż ból rozsadzał mi wargę. W końcu kuzyn zrozumiał i przeprosił Hazze za swoje zachowanie. Weszliśmy do domu, pożegnałam chłopaka i poszłam na górę, żeby móc się spokojnie przebrać. Gdy już to zrobiłam, zeszłam do kuchni po lód. Ku mojemu zaskoczeniu siedział tam Harry, przyglądając mi się uważnie.
- Ładnie sobie mieszkasz - powiedział uśmiechnięty. Wyciągnęłam lód, włożyłam do ściereczki i przyłożyłam do wargi. To była taka ulga, że aż westchnęłam.
Chłopak chrząknął.
- To pójdziesz ze mną popływać? - zapytał. - Znaczy się, z nami.
Pokiwałam głową, ubrałam kostium i zeszłam na dół, spodziewając się, że Harry nadal będzie siedział przy stole. Ten jednak był już obok drzwi.
- Czekaj, tylko wezmę sok. - powiedziałam, idąc do kuchni. Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał zielonymi oczami w moje oczy.
- Ty naprawdę nie jesteś naszą fanką? - zapytał. Zaprzeczyłam.
- A lubisz sport?
- Gram w nogę i jeżdżę konno, poza tym lubię sportowe wózki, liczy się? - uśmiechnęłam się.
- A lubisz muzykę? - zapytał podejrzliwie. Przytaknęłam zdenerwowana.
- Gram na pianinie i gitarze, czasem perkusja, uczyłam się na skrzypcach, ale słabo mi idzie.
Uśmiechnął się szeroko.
- Chyba znalazłem dziewczynę. - powiedział jakby w transie i pocałował mnie. - Taak! Znalazłem dziewczynę! - wydarł się i pobiegł na dwór, zostawiając mnie zdumioną przed drzwiami.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

+18 * tu też Niall nie jest sławny naszła mnie faza *
Rozejrzałaś się po pokoju.Twoje nadgarstki wręcz pluły krwią.
n:Nie chciałem by cię on zranił, proszę skarbie nie płacz - oznajmił cichym głosem.
Nie mogłaś mu wybaczyć, tego że zostawił cie sam z tym brutalem, ale kiedy on go bił jeszcze bardziej nie umiałaś mu wybaczyć. Lecz jego oczy i postać ducha sprawiła że pocałowałaś go namiętnie mówiąc ze jesli cię teraz zostawi to już nigdy więcej nie bedzie spał spokojnie.Blondyn wziął to na poważnie.
Usiadłaś na niego okrakiem, dotykając jego torsu tak pobitego.Każdy twój dotyk nie był pierwszy raz ukojeniem lecz jego bólem.Chciałaś by cierpiał i mówił że masz przestań.Nie zrobiłabyś tego nigdy, bo on nigdy nie powstrzymał jego wystarczająco szybko.Dotknęłaś jego tatuażu, data kiedy zabili mu siostrę. Jeździłaś po niej swoimi obolałymi palcami
ty: niedługo tu będzie tez moja - jękłaś.
n: nie pozwolę temu dojść - odprysł
ty: nie zrobisz nigdy mojej daty bo ja nigdy nie będę twoja, już teraz- dodałaś wbijajac palce w jego rany.Jęknął.Po chwili zaczełaś sssać jego szyje.W jego poliki wbijałas paznokcie.W jego rany przybijałaś piątkę. Aż w końcu zjechałaś do jego dołu.Spojrzałaś się na niego, nie mogąc uwierzyć że ci pozwala i mocno z całej siły docisnęłaś go tam tak mocno że chłopak się zwił z bólu.Zdjęłaś ubrania i stanęłaś przed nim.
ty: kochaj mnie, tylko raz, poniewaz potem będę miała uraz do końca.-dodałaś. to była prawda teraz cały jesteś oszołomiona a potem przejdzie ci i będziesz jęczała z bólu jak on , nigdy nie móc pozbyć się wspomnieć jak cię dotykał i ranił.Nigdy to nie tylko był prawie gwałt ale to był gwałt emocjonalny .Niall wstał i rzucił cie na łóżko. Nawet nie skupiał się na twoich ranach, tylko trzymał zakrwawione nadgarstki w swoich dłoniach tak byś mu się nie wyrwała,robił to tak jak on.A ty nie chciałaś by przestał, nie mogłaś.To i tak koniec.Niall zaczał calować twoje piersi , schodząc w dół.Wbił dwa palce a ty nawet nie poczułaś ukojenia,wręcz żal i smutek że sobie na to pozwalasz.Niall spojrzał w twoje oczy, oboje wiedzieliscie że to jest zbyt trudne i za bardzo się staracie.Po minucie wbił się w ciebie a ty tylko płakałaś ,szepcąc że go kochasz .Kiedy jego ruchy stały się na tyle silne byś mogła poczuć rozkosz wbiłaś mu paznokcie w jedną wielka ranie na placek.Prysła krew a ty tylko zamknęłaś oczy pozwalając sobie dojść i mu też.Usiadłaś na łóżku, cała zapłakana
ty: właśnie to miija szok mija - mówiłaś w kółko a on tylko stał i cię trzymał w swych ramionach .Zaniósł cię do wanny i umył po czym ubrał i posadził na łóżku
ty: to co teraz będzie? - zapytałaś?
n: teraz umrę - uśmiechnął się łobuzersko
ty: czemu?-zapytałaś
n: bo pozowliłem mu cię zranić i teraz patrzę jak cierpisz co sprawia że umieram - dododał biorąc broń i wychodząc. Ubrałaś siei wybiegłaś za nim .Pojechał do magazynu, stałąś obok i patrzyłaś jak go leje i krzyczy.Po chwili strzelił i prysla masa krwi.Podbiegłaś do Nialla , wyrwałaś mu broń i patrząc na nego wycelowałaś w jego serce
ty: to za to że mnie tknęłeś kurwo - szepłas strzelając w mu serce.Złapałaś mocno rekę Nialla
ty: nigdy więcej - szepłaś i z nim wyszłaś.
_
ŁOOHO MI SIE PODOBA!

MOCNY IMAGIN Z NIALLEM +18 ALBO I +19 xD


*jesteś Niallem*
Właśnie postanowiłeś zrobić porządki w ogródku. Przewalanie gnoju, sprzątanie chlewa, ogarnięcie obory, wywiezienie szamba i różne ogrodnicze sprawy. Ubrałeś swoje ujebane już w guwnie spodnie, śmierdzącą przepoconą koszulkę i gnojoskoki i byłeś gotowy, żeby wywalać gnuj. Wzięłeś widły i poszłeś na pole.
Zaczęłeś żwawo przewalać gnuj, miałeś całą stertę. Ludzie z całej wsi zwalali ci gnuj, bo to była twoja praca i czasami nawet dawali ci chleb, albo kawałek jakiejś starej kiełbasy.
-HEJ, HAJ, HELOŁ BEEEEJBE!- usłyszałeś głos za swoimi plecami. Zaciekawiony kto to może być odwróciłeś się i tak mocno zamachnęłeś widłami i wyjebałeś nieznajomemu w ryj.
-O KURWA! -usłyszałeś przerażony krzyk. -JA PIERDOLE MOJA TWARZ. - spojrzałeś na obcego i od razu poznałeś kto to jest. To ta paszteciara Agnieszka.
-hehe, praktycznie nic sie nie zmieniło, zawsze byłas brzydka, masz taka twarz od urodzenia. -powiedziałeś.  
-po co tu suko przylazłaś? Zajenty jestem. -powiedziałes.
-przyszłam pomuc ci wywalić gnuj i pomódz przy szambie -powiedziała i mrugnęła okiem
-coś ci wpadło do oka? -zapytałeś zniesmaczony
-ty przystojniaku- odpowiedziała Agnieszka
-aha, wybacz nie mam czasu na takie pierdoły, wypierdalaj, gnuj wystarczajonco jebie.
-ale ja sie myłam dzisiaj-powiedziała ze smutkiem w oczach -nawet specjalnie dla ciebie ogoliłam bobra i jedno pache, bo golarka sie zacieła i nie starczyło na drugą.
Wtedy poczułes ciepło na sercu. Poczułeś, że Agnieszka ma coś w sobie, że to ta dziewczyna, o której pisze sie romantyczne ksionżki i które bierze sie do drogich restauracji. 
-Agnieszka, ja... Kocham cię. -powiedziałeś zauroczony jej urodą. Podobno człowiek zakochany nie widzi wad drugiej osoby. To prawda. Nie widziałeś już tego, że brak jej sześciu zębów w górnej szczęce, że ma krzywy nos, nie ma jednego ucha, a denka od okularów są grubsze niż denka od wina. Jej nogi były krzywe na wszystkie strony świata, a cycki, a raczej ich brak nie miały znaczenia. Bo miłość jest ślepa.
-Ale Niall... -powiedziała
-morda tępa dzido- powiedziałeś -chodź potaczamy się w gnoju, zasługujesz na wszystko co najlepsze, a potem wykąpiemy się w szambie. 
-OŁMAJGASZ NIALLER- powiedziała Agnieszka. -Wtedy ponownie cię olśniło. Jakaż ona jest intelinientna i światowa. Zna jenzyki obce. To idealna sztuka na żone. Będzie informowała cię o zagranicznych nowinkach w rolnictwie takich jak nowe traktrory, czy nawet... ledwo przeszło ci to przez gardło... przewalarki gnoju. Wtedy... Wtedy mógłbyś już przestać codziennie wywalać gnuj. Może w końcu ludzie ze wsi zaczęli by cię odwiedzać i w końcu ktoś zburzyłby ten mór wokuł twojej posesji. Kiedy zaczęłeś tak marzyć nagle poczułeś jak ktoś szturcha cię za ramię. 
-Halo? Hello? Hi? Guten Acht? -jej słodki głos doprowadzal cię do szaleństwa, twuj kolega stał na baczność. -Niall? -wtedy otworzyłeś oczy, a Angnieszka stała zupełnie naga, jak ją Adam stworzył i masowała sie gnojem. Podnieciło Cię to. Bardzo. O mało nie eksplodionizowałeś.
-A...A...A...- sapałeś.
-Agnieszka- dokończyła Agniesza.
-A...A...A....-nie mogłeś dokończyć.
-Agnieszka debilu- powturzyła aga.
-A...apsik.- psiknęłeś i niechconcy twoje gluty poleciały na jej twarz.
Angnieszka jakby nie zauważyła co sie stało. 
Wtedy postanowiłes spendzić z nią jej pierwzy raz.
-Bedne delikatny- powiedziałeś.
-Ale czemu? -zapytała.
-Nie jesteś dziewicą?- zapytałeś.
-Nie, wczoraj koń mnie zgwałcił.
-Aha. To musiał być zoofil.-odpowiedziałeś. No i poszłeś ją ruchać. Ruchałeś jo, ale nie mogła dojść, bo gnuj wszedł jej do siuśki. 
No i po godzinie doszła. 
Potem sie okazało, że była w cionży z tobą i koniem. 
Urodziła konioczłowieki. Byliście szczęsliwi. Bo jej ojciec był wujtem. Wiec wziełeś szpadel i go zabiłeś i ty byłeś sołtysem.

 

piątek, 22 sierpnia 2014

Harry +18
Imagine dla:Julii

-Zdrowie!-głosy wszystkich wypełniły pomieszczenie mieszające się z głośna muzyką
Przechyliłam kieliszek i ciecz rozpłynęła się po ciele wybudzając palące uczucie. Chwyciłam szklankę szybko zabijając nieprzyjemny posmak.
-Już więcej nie pije-powiedziałam do przyjaciółki czując jak obraz nagle znika z wszystkich wyostrzonych szczegółów-Idę na zewnątrz-biorące głęboki oddech zachwiałam się lekko na nogach kierując w stronę wyjścia
Świeże powietrze uderzyło o rozgrzane ciało.Lekki dreszcz zagościł na ciele w postawi gęsiej skórki. Usiadłam na ławce będąc pewna, że nikt mnie nie widzi.
-Wszystko ok?-usłyszałam męski głos, od razu podniosłam wzrok widząc przystojnego chłopaka w kręconych włosach, koszuli w krate i jeansach, zdecydowanie był w lepszym stanie niż ja
-Tak..-skłamałam
Ponownie wbiłam wzrok w ziemie, próbując doprowadzić się do normalnego stanu.Świat wirował kiedy zamykałam oczy dlatego pozostawienie ich otwartych wydawało się dużo lepsze. Ale co się z tym wiązało? Widok wszystkich zaciekawionych ludzi co dziewczyna i chłopak mogą robić na ławce. Ugh..nienawidzę tego.
-Jestem Harry-usłyszałam jakby z oddali choć siedział zaraz obok mnie
'Wiesz..to jest Harry. Każda laska go chce,ale to on decyduje którą przelecieć. Jest kurwa cholernie przystojny, oddałabym wszystko aby się mną zainteresował'-słowa przyjaciółki odbiły się echem zanim spojrzałam na chłopaka
Kurwa..rzeczywiście jest przystojny. Na samą widok jasnych oczu gorąca fala przepłynęła przez ciało, ale pomimo tego zimne powietrze bez wahania pociągnęło mnie do pocierania przedramion.
-A ja [T.I]-powiedziałam cicho z drżącą wargą
-Zimno Ci. Wejdźmy do środka-otulił mnie ramieniem a dziwne,ale przyjemne iskry rozpromieniły się po ciele
-Nie!-szybko zaprzeczytałam wiedząc, że jak tam wrócę nie oprę się kieliszkowi z wódką
-No dobra. To chodź-w takim stanie zawsze brakuje mi siły,ale nawet gdybym była trzeźwa i tak nie dałabym rady mu się sprzeciwić
Mocno trzymał mój nadgarstek prowadząc przez ciemną drogę.Poddałam się mu nie mając sił na jakikolwiek ruch.
-Wchodź-otrząsnęłam się kiedy otworzył tylne drzwi jak mi się wydaje jego samochodu-Będzie ci cieplej-wytłumaczył kiedy wystraszona zmarszczyłam brwi
Przyjemne ciepłe powietrze musnęło ciało. Nie potrafiłam się oprzeć szybko usiadając na przyjemnym siedzeniu. Harry zamknął drzwi od razu przysuwając moje ciało do siebie tak, że prawy bok idealnie wgrał się w jego klatkę piersiową. Otulił ramieniem zatrzymując duże dłonie na brzuchu. Nie sprzeciwiłam się kiedy ciepło jego skóry zaczęło mnie ogrzewać.Lekko się poprawiając jeszcze lepiej się w niego wtuliłam.
-Ej nie śpij bo będzie jeszcze gorzej-usłyszałam rozbawienie w jego głosie kiedy nie chętnie otworzyłam i podniosłam na niego oczy
Uśmiechnął się znacząco zaciskając dłonie na skórze brzucha, a fala pożądania od razy uderzyła w sedno. Podbrzusze. 'Oddałabym wszystko aby się z nim pieprzyć' nie zdążyłam nawet zanalizować słów koleżanki kiedy z fascynacją odwzajemniłam pocałunek. Ten smak, jego usta na swoich czułam jak rozkosz pobudza do życia każda komórkę.Momentalnie wbiłam palce w długie jego włosy. Jęknął cicho nie wiem czy z zadowolenia czy szybkości mojego ruchu.Starając się z gracją podniosłam się lekko siadając na nim okrakiem.W jednej chwili przysunął mnie mocniej do siebie. Czując jego erekcję między nogami wydobywał z siebie ciepły dźwięk co tylko uszczęśliwiło chłopaka. Szybsze oddechy zaczęły wypełniać auto a my dalej tkwiliśmy w pełnym namiętności jakby walki pocałunku. Ciągnęłam za końce jego włosów kiedy on gładził skórę pleców a po chwili  już ud. Chciałam je zacisnąć aby powstrzymać zbyt duża dawkę podniecenia, ale zacisnął dłonie mocniej uniemozliwiwjąc mi to.Odrywając się na chwile, pragnęłam złapać świeżego powietrza. Palcami kreśliłam drogę do rozporka rozkoszując się napiętymi mięśniami brzucha. Ale ja go pragnę.
-Podoba mi się-zadowolenie w jego głosie tylko rozwiało wszelkie wątpliwości przerwania tej chwili
Szybko odpięłam pasek, a kiedy nakazałam unieść mu trochę biodra, bez problemu zrobił to a moim oczom ukazało się duże wybrzuszenie. Zerknęłam na dół pragnąć go dotknąć, ale zatrzymał moje nadgarstki w ostatniej chwili.Nie tylko nie teraz. Moje silny puls w okolicy krocza pragnie go.
-O nie. Najpierw ty-szybko przez problemu dostał się pod moja bieliznę i bez żadnego ostrzeżenia wbił we mnie palec-I ta cię nikt nie słyszy-odezwał się kiedy zatkałam sobie usta dłonią kiedy zbyt szybkie i głośne jękniecie się z nich wydostało
Przywarłam do jego ust, pragnąć mieć go już w sobie. Poruszał się coraz to szybciej a fala podniecenia rosła z każdą sekundą. Serce waliło jak oszalałe.Nie mogłam zostać mu dłuższa, dlatego korzystając z jego chwili nieuwagi kiedy zapatrzony był w moje ciemne oczu sięgnęłam ręką za gumkę jego bokserek. Uśmiechnął się tryumfalnie kiedy zaczęłam poruszać w górę i w dół. Oddechy przyspieszały, a rozum pragnął go jeszcze więcej.
-Pragnę Cię-odezwał się prawie niesłyszalnie
-Teraz.Proszę-wysyczałam z strzępionymi oddechami
Nie czekałam długo kiedy sukienka owinęła się wokół tali a majtki nie wiem jak leżały na siedzeniu obok. Uniósł mnie na znaczną wysokość, jak się domyślam zakładając prezerwatywę.Skąd on ja wziął? Nie miałam czasu się zastanawiać.Powoli moje ciało zbliżało się do jego krocza. Pisnęłam czując główkę ociekającą się o pochwę. Pożądanie znalazło się na najwyższym poziomie.
-Proszę-powiedziałam błagalnym tonem kiedy subtelnie drażnił się swoim penisem wokół mojego wejścia
-Aaaał!-krzyknęłam przez pocałunek kiedy szybko się we mnie wbił
-Krzycz moje imię-po raz kolejny ledwie go usłyszałam
-Harry-szepnęłam w jego szyję rozkoszując się jego obecnością
-Krzycz!-zażądał wbijając się we mnie z znacznie większą siłą
-Harry!-poddałam się nawet tego nie kontrolując
Przyspieszał ruchów, a ja pragnęłam go pocałować. Odzwzajemnił nie przestając we mnie wchodzić. Jak cudownie go czuć. Pewnie dlatego każda dziewczyna chce go przelecieć. Najwyższy, najprzyjemniejszy moment zbliżał się wielkimi krokami a Harry nawet na chwilę nie zwalniał tempa.Całowałam go namiętnie przygryzając co chwilę jego wargę. Podniecało go to jeszcze bardziej, aż tak, ze po chwili razem rozluźniliśmy mięśnie wpuszczając z siebie wszystkie przyjemności. Opadłam na jego ramię próbując przywołać serce i oddech do porządku.
-Nie spodziewałem się, że będziesz jaka agresywna-rozbawienie w jego głosie tylko mnie rozbawiło
Przyjaciółka mi chyba nie uwierzy, że zrobiłam to z Harry'm, chłopakiem którego pragnie od dłuższego czasu.

#imagine Harry + 18.
Pracujesz dla Harry’ego i jego żony od 3 miesięcy. Zaczeliście się zbliżać do siebie coraz bardziej. Jego żona jest totalną suką i sprawia Harry’emu wielki ból i trud w życiu; spędzając całe dnie w biurze ze swoim nowym asystentem. Jest ci przykro gdy widzisz co ona z nim robi, ale wy dwoje macie najsilniejszą więź seksualną, że czasami jest ci ciężko skoncentrować się przy nim.
Jego myśli o jego chwiejnych stosunkach z jego żoną rozchodzą się ponieważ patrzy na Ciebie przy ladzie. Twoje ciało porusza się z gracją i właśnie skończyłaś sprzątać. Nic nie może temu pomóc i Harry zauważa zarys Twego stanika przez ciasną lekką niebieską koszulkę. Jeansy, które masz na sobie idealnie podkreślają zarys twojej wyrzeźbionej pupy. Zaśmiał się nieznacznie, a ty się odwróciłaś. “Czemu nie przestaniesz sprzątać i usiądziesz ze mną i zjesz obiadu?” powiedział.
“Jesteś tego pewien? Nie chciałabym wpaść w tarapaty gdy ona wróci do domu.” zapytałaś się.
“Oczywiście, jestem pewien, że nic się nie stanie. Poza tym jestem Twoim szefem.” uśmiechnął się.
Uśmiechnęłaś się do niego bezradnie i przeszłaś przez pokój ze swoim talerzem. Uwielbiasz jego towarzystwo i wspólne obiady od czasu do czasu. Rzadko jadasz w domu z powodu jak długo zostajesz w ich apartamencie, gdyż Brenda wraca późno. W każdym razie cieszysz się każdą minutą spędzaną z nim. Podoba Ci się, że plakietkę “Hello I’m the Boss”. Nigdy wcześniej jej nie miał i nie musiał nikomu niczego uświadamiać. A ty nic z tym nie możesz zrobić i czujesz jak ciarki przechodzą ci po plecach gdy słyszysz, jak te słowa przeszły przez jego wargi. Każesz sobie przestać myśleć w ten sposób, bo wkońcu siedzisz z nim przy stole. Harry właśnie nalał Ci kielich wina.
Jecie obiad bardzo długo, bo cały czas śmiejecie się i wymieniacie się historiami z waszego dnia. Niezaprzeczalnie przesyłacie sobie nawzajem ciepłe spojrzenia nad drinkami, które nie przechodzą niezauważone. Harry’ego oczy mówią wszystko. Seksualne napięcie między wami dwoma staje się ciężkie i szybko wzrasta. On czuje, jak jego oddech się poglębia. Kropelki potu spływają mu po twarzy, gdyż koncentruje sie na tym jak Twoje piersi wyglądałyby gdyby ściągnął Ci koszukę. Próbuje skierować swoje mysli na inny tor, ale nie potrafi tego zrobić. Wie, że to jest to. Ten czas już nadszedł. Nie może dłużej czekać.
Podnosi dłoń i wyciera pot z czoła i dopija wino. Odsuwa kielich z twardym głuchym głosem. “Wiesz co? Ta koszulka wygląda na Tobie za dobrze.” mówi z poważnym wyrazem oczu.
“Co za niespodzianka” pomyślałaś i zaskoczyłaś się jego bezczelnością w Twoją stronę. Zastanawiałaś się, czy on na serio to powiedział. Bicie twego serca momentalnie przyspieszyło, oddech staje się cięzszy bo właśne zdałaś sobie sprawę gdzie to właśnie masz iść. Czujesz, że powinnaś zatrzymać tę maszynę, lecz tego nie robisz. Chcesz tego tak bardzo jak on. “Erm, dziękuję panie Styles.” powiedziałaś i posłałaś mu zalotny uśmiech. Wstajesz. Zrobił to samo i poszedł w twój ślad zasuwając pierw krzesło. Zarzucił uwodzicielski uśmiech i jednym ruchem ręki zrzucił cały obrus ze stołu; zbijając wszystkie talerze, szklanki na podłodze. “Stawiam, że ta koszulka wyglądałaby jeszcze lepiej gdyby jej na tobie nie było. Wskakuj a pokarzę Ci dlaczego powinnaś nazywać mnie p.Styles”.
Zanim zdąrzasz się powstrzymać, Harry zmniejsza przepaść mięszy wami. Twe oczy skupiły się na jego oczach. Wskoczył do Ciebie i wplótł swe palce w Twoje włosy i przyciągnął twoją twarz do jego. “W gruncie rzeczy” zaczął przeszukując twe niebieskie oczy “będziesz krzyczeć dokładnie to”.
Tracisz kontrolę i mu ulegasz. Jego palce przyjemnie muskają twą szyje. Goracy słodki oddech spada kaskadą ciepło ponad twoją twarzą. Słowa przechodzące przez Twoje wargi cumują bicia twego serca. Jesteś gotowa i skłonna do zrobienia tego, czego on od ciebie oczekuje. Jego palce chwytają twych włosów mocniej, gdyż jego druga ręka obejmuje cię w pasie i ciągnie twe ciało do jego. Harry’ego oczy pozostają umieszczone i skupione na tobie. Przybliża się do Ciebie i całuje z zapałem, głodny uczucia. Pragnął czuć twe wargi na jego wargach i kontur twego doskonałego ciała. Zamierza pamiętać o każdym najmniejszym detalu.
Nieznacznie obraca Twe ciało, ustawiając Cię na stole kontrolując ramieniem twój pas. Podniósł Cię z siłą i sadza na stole. Jego obie dłonie zjeżdżają w dół by dosięgnąć dołu bluzki, którą masz na sobie. Naciska swe wargi ku twoim, jego zamiary są czysto widoczne, rozpoczyna wolno zdejmować Twoją koszulkę, odsłaniając to o czym śnił.
Twe piersi już stoją na baczność w twoim niebieskim koronkowym staniku. Sprawia to, że Harry już drży na myśl co jej robi. Prosi o to bardziej, niż kiedykolwiek czegokolwiek w swoim życiu.
Wyrzuca twoją koszulkę z ciebie, jego oczy z zapałem ilustrują jej wspaniałe ciało. Zawija swe ramiona wokół Twego pasa, zatrzymując Cię na długi głęboki pocałunek. Gdy wasze jezyki goraczkowo tańczą ze sobą, Twe ciało naciska mocniej do jego. Nastawienie Harry’ego może nie pomóc i stać się oczywiste w jego poszukiwaniu spokoju. Harry mocno przylega między twoimi udami i natychmiast czuje, jak twe gorąco rosło przez wilgotność twych jeansów. Z każdą sekundą pragnie Cie więcej i bardziej.
Odciąga jego twarz od twojej rozdzielając niechętnie wasze wargi. Uśmiecha się i doszedł dłońmi do wysokości twych spodni, szarpiąc lekko; spoglądając Ci w oczy. “Pragnę Cię, zdjemij spodnie” powiedział bez wahania w głosie. Natychmiast stałaś się mu posłuszna i podnosząc pupę pozwalasz mu powoli ściągnąc je z Ciebie.
Harry zbliża się do Ciebie, ale ty zatrzymujesz go ręką na jego klatce piersiowej stopując pościg. “Teraz ty” powiedziałaś lekko szarpiąc za jego T-shirt. On chętnie ściąga to i całą resztę ciuchów pozostając z bokserkach.
“Jesteś gotowa by postępować zgodnie z poleceniami Twojego szefa?” zapytał. Kiwasz głową na “tak” ponieważ on kładzie swoje ręce na twoim pasie i zsuwa cię ze stołu stawiając Cię przed nim. Kładzie obie ręce na twoich policzkach i powoli wędrując nimi do twych włosów zatrzymując je tam. Zanim się zoriętowałaś, klęczysz przed nim. Jego koleżka już nieznacznie skacze z bliskości twych ust.
Podnosisz ręce do dumowego paska przy jego bokserkach, ściągając je i przeciągając do jego kostek. On odszedł i całkowicie je ściągnąć; kopiąc je gdzies w głąb pokoju. Jego palce zaciskają się w twoich włosach. Przyciąga twe usta do jego penisa. Pstrykasz swym językiem wokół głowy, dokuczając mu tak nieznacznie. On nie naciska cię dalej. Chce zobaczyć co możesz robić. Wolno rozszerzasz swe usta i pozwalasz mu wejść tam. Ssiesz go lekko w każdym calu. Bierzesz go całego w buzi i zatrzymujesz się pozwalając mu odetchnąc w tobie. Patrzysz w górę i zauważasz zaskoczony wyraz jego oczu zanim wycofujesz się i wolno powtarzasz co robiłaś; twój język wciąż pracuje wokół jego trzonka.
“O… Mój… Boże” mówi i łapie oddech w gardle. “To uczucie… jakbyś kochała się z moim penisem podczas gry to robisz” zalotnie uśmiechasz się do jego słów i kontynuujesz dając mu więcej przyjemności. Odrzucił wzrok do góry, pochylając jego głowę w tył; przy tym ciągnąc cię za włosy bardziej, co sprawiło, że chcesz wciąż to robić. Czuje, że zaczyna budować się w nim wybuch, ale nie jest gotowy by go z siebie wypuścić. Chce zerwać Cię z kolan i rzucić Cię na stół, lecz nie chce przestać na Ciebie patrzeć w tym momencie. Jego wzrok jest wypełniony szczęściem, a to wiele więcej niż oczekiwałaś i to jest niewiarygodne.
Przygląda się jak utrzymujesz prędkość jeszcze pare minut i nie może oderwać się od Ciebie. To co robisz jest czymś nowym, takiej przyjemności jeszcze nigdy nie czuł. Musi walczyć, aby nie utracić kontroli. “Wstań” nagle powiedział. Zatrzymałaś się i wstałaś; Harry pomógł Ci, gdyż wciąż trzyma Cię za włosy. Jego ręka zaciska się, a on robi krok do przodu. Odpycha Cię powoli na stół i teraz jego penis jest pomiędzy twoimi udami. Zatrzymuje twoją głowę, umieszczając swoje wargi na twojej szyi, siejąc jasne całusy aż do twojego obojczyka. “Mam nadzieje, że nie będziesz miała mi za złe gdy będę energiczny” powiedział, jego wargi wciąż ocierają się o twoją skórę “to głównie z podniecenia”.
Próbujesz mu powiedzieć, że nic nie szkodzi, ale wszystko co udaje ci się ‘powiedzieć’ to cichutki odgłos i lekkie potrząsnięcie głową. Chichocze przy twoim gardle wysyłając małe drganie przez twoje ciało. ”Ok, w takim razie… za każdym razem gdy powiem ci że coś masz zrobić, masz odpowiadać ‘Tak panie Styles’, ok? Możesz to dla mnie zrobić, kochana?”
“Tak” mówisz w cichym szepcie, skąpo zdolna utrzymać spójne myśli. Nie myślałaś, że możesz być bardziej podniecona niż w tej chwili, ale on właśnie udowodnił Ci, że się mylisz. On ciągnie cie za włosy niezręcznie , pokazując mu więcej szyi. Naciska swoje ciało mocniej do Twojego, odsuwając stół o kilka cali. “Tak, co…?” warknął.
“Tak panie Styles” odpowiadasz posłusznie w jego erotycznej grze. “Ten człowiek jest tak cholernie gorący” myślisz powoli, a Harry kontunuuje cięzkie oddechy na twojej szyi. Będziesz nazywała go jak tylko on chce, ale żeby nie zatrzymywał przyjemności.
“Ponieważ jesteś gotowa grać na moich zasadach to jest coś co chcę abyś zrobiła. Klękaj i ssij, znów.” mówi całując cię w usta i patrząc głęboko w oczy.
“Tak panie Styles” mówisz i wolno obniżasz się z powrotem. Bierzesz jego penisa w swoich ustach i kontynuujesz przyjemność, którą sprawiałaś mu wcześniej.
Ciche jęki wydobywają się z jego ust, kolana mu miękną , gdyż rozpoczynasz robić to coraz szybciej. Twój język pracuje 69 razy szybciej. Łapiesz jego tyłka, naciskasz coraz mocniej. On wie, że zaraz dojdzie. Jesteś po prostu za dobra. Wiesz, że on się zbliża, ale nie zatrzymujesz się. Chcesz czuć jego smak i jak traci kontrolę. Robisz mu dobrze coraz szybciej i szybciej, aż do zmęczenia.
Jedo kolana drżą, stracił równowagę, niezdarnie upada ale podtrzymuje się stołu obiema rękoma. Odrzuca głowę do tyłu i wdrapuje palce w stół. Słyszysz jego jęki. Wytryskuje się do ciebie, niezdolny niczego zatrzymać. Jego sapanie i jęki trwają dalej do czasu kiedy skończył. Harry jest ledwo zdolny do stania. Spoglądasz na niego.
"Cholera, dziewczyno! Nikt wcześniej mnie tak nie zadowolił jak ty teraz." powiedział powoli i zaczął łapać równowagę; próbuje wstać. Nie może oderwać oczu od Twojej pięknej twarzy i ust wciąż wysmarowanych w jego sokach. Zadrżał jeszcze raz z podniecenia.
"Cieszę się, że byłam pomocna Panie Styles" powiedziałaś powolnym seksownym głosem wstając i podchodząc do niego. Udzielasz mu chytrego i erotycznego uśmiechu.
"Teraz pozwól mi być Twoim pomocnikiem" powiedział uśmiechając się psotnie. Powoli zniża się do podłogi i stanął na kolanach. Zaczyna delikatnie całować Cię po brzuchu tańcząć językiem przez pempek. Delikatnie przesuwa swe ręce ku twojej pupie, podnosi dłonie do linii Twoich majtek i ściąga je lekko w dół. Kontunuuje burzę pocałunków, ściągając twoją bieliznę na wysokość twych kostek. Ponieważ odsunęłaś się aby zdjąć je do końca, Harry patrzy się na ciebie i uśmiecha się po raz kolejny.
Po raz kolenjy wrócił na pełne kolana i dosięgnął Ciebie. Złapał twoją jedną nogę i posadził ją na swoim ramieniu. Chwyta cię za udo i zaczyna po nim całować. Jego wargi powoli stwierdzają, że jest to droga do Twojej vaginy.
Twój oddech staje się coraz cięższy, ponieważ Harry zaczyna całować i podgryzać Twe suchnięte już różowe wargi. Jego język staje się coraz bardziej przyjemny dla Ciebie i zaczyna Cię podniecać. Harry bawi się twoimi wargami i zchodząc coraz niżej szuka twego punktu. Powoli liże i ssie Twoją vagine. Łapiąc Cię za pupę, zbliża się do Ciebie coraz bardziej.
Chwytasz się kawałka stołu, jak to wcześniej zrobił Harry. Twoje ciało przyśpiesza drganie, czujesz się jak w niebie. On wjężdza w ciebie coraz mocniej, przyjemnie lizac twój rdzeń. Noga na której stoisz zaczyna słabnąć. Odchylasz się do tyłu na stole, wywierając nacisk na nim. Harry ostrożnie wsadza dwa swoje palce w ciebie, sprawiając że Twoje ciało zaczyna coraz szybciej drgać i wasze jęki stają się coraz głośniejsze. Ślizga się w Tobie szybko i wolno, spijając każdy sok który z Ciebie wychodzi. Twoje ciało czuje każdą przyjemność i powoli zatracasz się. Jego palce pracują w tobie coraz szybciej; dociskasz się do niego. Chce dać ci kompletną ekstaze, upewnia się że spił każdą krople z Ciebie. Wtedy... zaczyna robić wszystko to samo od nowa.
Puszczasz stół, podnosisz się i instynktownie łapiesz jego głowy. Nie mozesz sie nim naciszyc w tobie. Gdy czujesz moment, że zaraz dojdziesz, krzyczysz z przyjemności. "Mmmm" powiedział Harry, wysyłając w Ciebie lekkie wibracje. "Odgarnij włosy, dziewczyno!" wymamrotał do Ciebie. Czując z jaką swobodą wypowiedział te słowa, zrobiłaś co chciał.
"O mój Boże!" lecą Ci łzy, gdy padaszz nóg do tyłu na stół niezdolna do utrzymania równowagi. Twoje palce wciąż wplecione w jego włosy; Harry Cię kończy i czyści. Nigdy nie czuł czegoś lepszego w swoich ustach.
Twój oddech zwalnia. Harry stanął naprzeciw Ciebie z uśmiechem rozświetlającym jego twarz. Wytarł swoją twarz z Twoich soków, pocałował Cię z uczuciem.
Z jego ust wydobył się erotyczny i powalający śmieszek, gdy zobaczył że Twoja twarz zmieniła kolor na jasny róż. "Z czego się śmiejesz?" pytasz się. Podchodzi do Ciebie bliżej; wciąż się uśmiecha. "Kocham sposób w jaki się rumienisz, gdy jesteśmy bardzo blisko siebie" powiedział. Czujesz jego oddech w swoim gardle przy jego doborze słów. Zaczynasz czuć, że znów stajesz się mokra.
"Teraz bądź dobrą dziewczynką i odwróć się do mnie tyłem i stań przodem do stołu". Nieznacznie się uśmiechasz i odwracasz się; naciskając swoją idealnie wyrzeźbioną pupą do niego. "Mhmm" powiedział na widok Twych postępów. Uśmiechasz się.
Zanim się obejrzałaś, on już podszedł do Ciebie i pociągnął Cię za włosy ; szarpiąc Twoją głowę w jego stronę. Popycha twe ciało do jego. "Tsh... Tshh... Tshh..." powiedział; czujesz jego ciepły oddech na Twoim uchu. "Nie trzymasz się zasad... Co ci powiedziałem, że co masz mówić gdy wydaje polecenia?" Z bólu, twój oddech staje się cięższy; po raz kolejny. Czujesz jak wchodzi w ciebie. Odpowiadasz mu natychmiast "Tak panie Styles". Wolno spycha Cię; twoje ciało w połowie opiera się na stole. "Teraz tak leż. Gdy skończymy, będę zmuszony kupić nowy stół." Bierzesz głeboki wdech, a Harry opiera swą rękę na Twoje plecy przytrzymując Cię mocno o stół. Rozstawia Twoje nogi by mieć lepszy dostęp. "Przygotuj się, kotku" mówi. Chwytasz mocno stół. "Tak Panie Styles" odpowiadasz. On uderza w ciebie, oddając się w każdym calu. Twoje słowa zostały wykrzyczane, gdyż on jest za dobry. Gdy to usłyszał, stał się szorstki. "Tak, kochana. Powiedz to jeszcze raz!" domaga się wchodząc w Ciebie jeszcze raz. Wydajesz jęk niczym niezmąconej przyjemności. Stół się trzęsie nieznacznie pod tobą "Tak... panie... Styles" kontunuujesz gdy wówczas on przyśpiesza.
Zaczynasz zaciskać się coraz bardziej, czujesz że już tylko chwila Cię dzieli od dojścia. Harry kontynuuje równe pchnięcia, kołysząc Twoje ciało. Za każdym razem z jego ust wydobywają się ciche jęknięcia połączone z sapaniem. Jego ciało jest bliskie szczytowi.
"Ohhhhhhh" krzyczy wchodząc w Ciebie coraz szybciej. "Krzycz... moje... imię..." chcial sluchac tylko twojego glosu. "Panie Styles" krzyczysz, gdy stół zaczyna ślizgać się z siły Harry'ego uderzenia w Ciebie. "Nie! Krzycz moje imię!" rozkazuje Ci po raz kolejny. "Harry... Harry... Harrrrrryyyyy!" dajesz mu czego chce. "Oh, tak, kochana. Mów to! Krzycz to! Do czasu póki nie skończymy, albo puki nie powiem Ci abyś przestała" Kontunuujesz krzyki nie zwarzając, że za ścianą mieszka reszta chłopaków z 1D. Jesteś w niebie, nie ma innej rzeczy na którą miałabyś teraz ochotę. Harry czuje się bardzo dobrze, nie przestajesz mu tego uświadamiać.
Zaciskasz się z przyjemności, gdyż właśnie dostałaś największego orgazmu w soim życiu; kołyszecie całym stołem. "Pieprz mnie Harry, pieprz mnie!" krzyczysz. Twoje palce wbijają się do stołu, gdy Harry zwolnił. Czuje na sobie Twe ciepłe soki, które lały się na jego penisa. Uderza w Ciebie jeszcze raz. Podnosi się i łapie za Twoje włosy, ściaśniając powierzchnię pomiędzy wami dwoma. Cokolwiek mówisz, podnieca go w tym momencie. Jeszcze raz wchodzi w Ciebie; z taką siłą, że nic nie możesz temu pomóc i krzyczysz z przyjemności. "Oh tak, właśnie tak" warczy. Jego czas nadszedl i oddał Ci wszystko co w sobie miał.
Ostatnie pchnięcie było tak mocne, że połamaliście stół; a za sciana bylo slychac oklaski i gwizdy gratulujacych Harry'emu chlopakow.

Imagin z Louisem ♥ 

NOOOOWY!

Dedykacja:

♥ Dla Julii <3

-------------------------------------------
Stałaś na parkingu w objęciach twojego chłopaka. Gładziłaś jego plecy z trudem powstrzymując łzy.
To tylko tydzień.-powtarzałaś sobie w myślach.
-Ja nie mogę jechać. Nie bez ciebie. Dopiero zamieszkaliśmy razem a ja już muszę cię zostawić.-mówił zmartwiony.
-Loui, wariacie. Nie będzie rezygnował z 6 koncertów dla mnie.To tylko 7 dni. Jak wrócisz będę tu czekała tak jak teraz i wszystko będzie dobrze.-mówiłaś spokojnie chociaż byłaś smutna.
-Nie mogę jechać. Nawet się nie skupię. Nie pojadę.
-Oj, to miłe kochanie, ale nie. To kiepski plan.-uśmiechnęłam się.
-Kiepski?-zaśmiał się cwaniacko.-to mam LEPSZY!-krzyknął.
Wziął cie na ręce i przerzucił przez ramię. biłaś go delikatnie pięściami po plecach.
-Puść mnie wariacie!-krzyczałaś śmiejąc się.
-Dobrze.-powiedział tak po prosu.
Zaniósł cię do tourbusa i postawił na podłodze.
-Chłopaki, trzymajcie ją. Jedzie z nami. Lecę ją spakować. Dajcie mi 15 min.-powiedział szybko po czym pobiegł w stronę domu.
Wiedziałaś, że nie ma sensu się spierać.Usiadłaś na kanapie i zaczełaś patrzyć w okno.

 !~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!~!
-Mam wszystko.-wysapał.-Kierowco, RUSZAMY!
Podszedł do ciebie i pocałował w szyję.
-Spakowałeś wszystko?-zapytałaś oschle dalej wpatrując się w widok za oknem, który powoli zaczął się ruszać.
-Tak spakowałem. Ale jak czegoś zapomniałem to wszytko mogę ci kupić na miejscu. Chyba nie jesteś zła.Po prostu za bardzo bym tęsknił skarbie.
-Skoro tak...-przytuliłaś go.
*~*Kilka godzin później*~*
Wyszliście z busa chłopaków i skierowaliście się w stronę sali koncertowej. Wszyscy weszliście na backstage. Lou nie mogła jechać z chłopakami dlatego nowa stylistka już wzięła się do roboty.
Lekki make-up matujący i stylizacje...
- Co ona z nas zrobiła?-krzyknął Nialler kiedy tylko stylistka opuściła garderobę.
Miał rację...
Blondas w bluzce w paski. Harry w bejsbolówce, która miała być dla Zayna... Katastrofa.
Poprzemieniałaś trochę ich ciuchy i było okej. Ostatnie detale. Dałaś Harrego czerwoną muszkę i conversy. Niallowi zielonego full cap'a, a dla Liama srebrny zegarek. Zapięłaś Louisowi szelki głaszcząc jego umięśniony tors. Stanęłaś na palcach i pocałowałaś czubek jego nosa uśmiechając się. Przytulił cię czule kołysając w prawo i w lewo. Cicho zamruczałaś.
-Dobrze, ze jesteś tu ze mną.-wyszeptał całując cię.
Podałaś mu vansy aby je ubrał. Oczywiście na gołe stopy.
Schyliłaś się, aby podwinąć nogawki jego spodni.
-Ehh...[T.I]. Nie klęcz tak przy nim bo od tyłu wygląda to dość...dwuznacznie.-powiedział Liam.
Wstałaś i walnęłaś go w ramię.
-Ałaa...no co?-krzyknął.
-Tatuśku, robisz się niegrzeczny.
Do garderoby wszedł menager.
-Wchodzicie za 3 minuty-oznajmił.
Dałaś każdemu buziaka w policzek, butelkę wody i życzyłaś powodzenia.Poszliście zaraz przed scenę.
Tym czasem Louis gdzieś zniknął.
-Gdzie ten debil?- zapytał Harry.
-Nie wiem. Wychodźcie. On dołączy-oznajmił Paul.
Wbiegli na scenę. Same krzyki. Harry przeprosił za Louisa i powiedział, że trochę się spóźni.
Wtedy poczułaś dotyk na swoich biodrach.
-Przyniosłem ci fotel.-usłyszałaś koło ucha szept Louisa.
-Wariacie! Kochanie, ty masz tu śpiewać a nie przynosić mi fotele. Już wyszliście na scenę!
-I co? Miałem śpiewać a moją księżniczkę by bolały nogi?  Na pewno nie!-powiedział teatralnie krzyżując ręce.
Pocałowałaś jego usta i wskoczyłaś na niego oplatając nogami jego pas. On chwycił twoją pupę i przycisnął do ściany. Namiętnie całował twoją szyję(twój słaby punkt). Twoje oczy zaszkliły się z emocji.
Lekko odepchnęłaś Lou od siebie. Stanęłaś na podłodze poprawiając chłopakowi fryzurę.
-Podniecenie przed koncertem niewskazane.-zaśmiałaś się.-Idź już. Trzymam kciuki.
Chłopak jeszcze raz cię pocałował.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział i wyszedł na scenę jakby nigdy nic.
Opadłaś na zielony wielki fotel z lekko wymiętą dżinsową koszulą i potarganymi włosami.
Zastanawiałaś się o jaką niespodziankę chodzi.
Zaczęli śpiewać trzecią piosenkę ~Use Somebody.
Liam wskoczył za scenę, wyciągnął zza zasłony jakąś tabliczkę i już znowu go nie było.
Pokazał ją nad głową Louisa. Już wiedziałaś o co chodzi. To tektura z napisem ,Kiss Me. I'm legal'. Taka sama jaką kiedyś pokazali nad Harrym.
Fanki zaczęły piszczeć i krzyczeć.
Liam wrócił. Rzucił tabliczkę w kąt i spod zasłony wyciągnął nową. Całkiem białą.
Chwycił marker i napisał coś na niej po czym ci ją pokazał.

Spojrzałaś na napis: ,Kiss me, I'm Taken'
-no leć to pokazać!-krzyknął.
-Co? Ale jak to...
-No dawaj!.-wypchnął cię na scenę.
Oślepił cię blask reflektorów, świateł, fleszy i gadżetów fanek. Szybko poprawiłaś włosy i niezdarnie, w zielonych szpilkach od Louisa przebiegłaś przez scenę do niego. Wszystkie oczy były skierowane na ciebie. Nieśmiało podniosłaś wyżej tabliczkę.
Louis zauważył to i uśmiechnął się. Wyciągnął z twoich rąk tabliczkę i rzucił nią za siebie. Przytulił cię i pocałował w usta.
-Niespodzianka.-wyszeptał ci do ucha.
Zrozumiałaś co chce zrobić. Było za późno, żeb zaprotestować.
-Chciałem wam wszystkim kogoś przedstawić. Jest to moja nowa dziewczyna, [T.I]. Mam nadzieję, że prawdziwe directionerki to zrozumieją i przyjmą moją dziewczynę z radością.-  powiedział przytulając cię mocniej.
Cała publiczność zaczęła klaskać. Zamarłaś. Harry wziął cię pod rękę aby odprowadzić za scenę. Louis chwycił twoją dłoń. Zrezygnowana puściłaś ją. Byłaś zła.
-Kocham cię.-wyszeptał.
Odwróciłaś głowę i odganiałaś łzy. Harry posadził cię w fotelu i wrócił na scenę. Pewnie nie zauważył twojego smutku.
Wsunęłaś kolana pod brodę i objęłaś je rękami. Wsłuchiwałaś się w głos Louisa i rytm swojego serca.
~~~~~~~~~~~~~Po koncercie~~~~~~~~~~~~
-Kochanie, nie chciałem .-mówił Louis.
Kucnął przy tobie obejmując cały kłębek ciebie. Otoczył cię ciepłymi ramionami. Wiedziałaś, że on zrozumiał wtedy, ze to było dla ciebie straszne i szokujące.
-Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Nie pomyślałem.
A czy ty kiedykolwiek myślisz?-puściły ci nerwy. Wiem, ze jesteś dziecinny... i za to cię kocham. Ale żeby aż tak ?-ciągnęłaś dalej.
-Skarbie, przepraszam. Ale przecież dobrze to przyjęli... cieszyli się.-tłumaczył się.
Chłopak wziął cię na ręce. Sam usiadł w fotelu i posadził cię na swoich kolanach zsuwając z twoich stóp szpilki.
Odsunął twoje mokre od łez włosy i otarł opuszkiem kciuka lecące krople. 
Położyłaś swoją głową na jego idealnej klatce.
-Ucieszyli się. Masz rację. Ale co z tego? Co gdyby tego nie zaakceptowali? Zerwałbyś ze mną? Zostawiłbyś? -ciągnęłaś coraz ciszej.
Za scenę weszli rozgadani chłopcy. Louis uciszył ich ruchem ręki. Zdziwił ich nasz widok.
-Co ty opowiadasz? Jesteś wszystkim co mam. A trudno zostawia się cały swój świat.-gładził twoje plecy-rozumiem swój błąd. Wystawiłem cię na widok tak wielu ludzi, na tak wielką scenę. To mogło być duże zagrożenie. Ale błagam cię. Nie płacz bo wtedy serce mi pęka.-Otarł twoje łzy i gładził twój policzek. Chwycił w dłonie twoje zmarznięte ręce i zaczął całować każdą odkrytą cześć.
-Wiem, ze to trudne ale.... wybaczysz mi?-zapytał patrząc prosto w toje oczy.
-Oczywiście ze tak. Bo gdy kończy się zaufanie to kończy się związek-zacytowałaś Harrego.-A ja mam do ciebie zaufanie i wierzę, że już więcej czegoś takiego nie wymyślisz. A nawet jesli... to znowu ci wybaczę bo po prostu cię kocham.
Pocałował cię namiętnie. Oparł swoje czoło o twoje. Tonęłaś w jego oczach. On wstał, postawił cię i otoczył ramieniem.
Było już ciemno dlatego udaliście się do tourbusa. Miałaś pokój z Louisem. Harry z Liamem a Niall z Zaynem. Wszyscy mieli osobne łóżka ale oczywiście pierwszym ruchem Louisa było złączenie ich w waszej sypialni.
Usiadłaś przy laptopie a Louis poszedł pod prysznic.
Pokój miał dwa wyjścia. Jedno prowadziło na główny korytarz a drugie do pokoju Hazzy i Li.
Tak... to niezręczne, wiedząc, ze twojej prywatności strzegą tylko harmonijkowe drzwi.
Louis wyszedł spod prysznica. Wzięłaś rzeczy i skierowałaś się w stronę drzwi.
-Kochanie, nie wziąłeś mi nawet pidżamy.-krzyknęłaś rozchylając drzwi.
-Tak, wiem.Śpij w bieliźnie.. albo bez.-uśmiechnął się.
-Słychać was!-krzyknął Zayn.
-Kotku, nie zamknęłaś drzwi.-powiedział spokojnie Louis.
Narzuciłam koszulkę Louisa, która leżała w łazience.
Wyszłam spod prysznica i wskoczyłam pod ciepłą kołdrę.
-Mam na coś ochotę, wiesz?-zaczął Louis.
-O nie, Lou. Nie mam zamiaru tego robić wiedząc, że Harry tego słucha.
-Ej. Ja nie podsłuchuję!-powiedział z wyrzutem.-Po za tym Louis... zdradzasz mnie ?!
-Pamiętajcie o zabezpieczeniu.- wtrącił się Daddy.
-Przepraszam Harry, ale taka dziewczyna koło mnie... takie sexi ciało. Wybacz, tylko dziś.-Powiedział Louis do Harrego.
-Dobrze, tylko ten jeden raz.-odparł.
-Dzięki!-krzyknął Louis i przytulił mnie mocno.
-Zaraz tu zwymiotuję.-powiedział Zayn z pokoju za ścianą.
-Ja to bym coś zjadł.-dodał Niall.
-A ja to bym poszła spać. Dobranoc chłopcy.-powiedział z tryumfalnym uśmiechem i zgasiłam lampkę koło łóżka.
Imagin z Louisem
                                                                                                                                                                         Jesteś 21 latkom mieszkasz w Anglii w sąsiedztwie rodziny Tomlinson,Louisa namówiłaś na pójście do X-factora w czasie programu widywaliście się regularnie aż w końcu WMYB LWWY One Thing...
I jakoś tak z jego siostrami widywałaś się codziennie a z Lottie aż w końcu znalazła chłopaka zaręczyła się z nim i ślub to ty robiłaś jej fryzurę makijaż i pomagałaś wybierać suknię ślubną bo byłaś najlepszą przyjaciółką Perrie Leight Anne Jesy i Jade jeździłaś z nimi na każdą imprezę gdzie można się zaprezentować dobrze od strony modowej...
Dzięki temu z Zaynem widziałaś się co najmniej 3 razy w tygodniu jak i z Liamem biegaliście rano w tym samym parku...
I jesteś Kibicką Irlandii więc na mecz zawsze z Niallem
Z Harrym widywałaś się w salonie tatuażu jak i w sklepach u Kalvina Kleina ty zawsze wałkowałaś jego perfumy a on bieliznę widziałaś go też często u Tommego (Hilfigera) po prostu był to chłopak który uwielbiał dbać o siebie i znałaś go ze sklepów a Louis.
Louis najlepszy przyjaciel z dzieciństwa nie rozłączni na krok przyjaciele ale dla ciebie to coś więcej...Z Louisem gadałaś przez tt  ty na planie ubierasz dziewczyny przygotowywania do ślubu Lottie a Lou nie może się oderwać od planu studia Fanek muzyki i wygłupów...
Gadaliście na zasadzie przerwa na kawę wezmę telefon i wejdę na tel o jest aktywny\aktywna popiszemy sobie jakieś 5 minut i wracać do pracy.
I ten dzień musiałaś się zobaczyć z Louisem będzie na ślubie i musisz z nim pogadać.
Wstałaś rano przypomniałaś sobie że dziś śpisz u Lottie obudziłaś się obok niej w łóżku i wyszeptałaś
T-Lottie to twój dzień!
Lottie-Co ty gadasz jaki mój?
T-No dziś twój ślub
Lottie-Zapomniałam!
T-Wstawaj Louis wysłał ci Sms-a nie podglądałam
Lottie-Ja idę się umyć a ty go przeczytaj mi na głos.
T-Ok.
T-Więc sms brzmi tak:Hej Lottie tu Lou jak przed ślubem?
Jestem w pokoju obok.
Lottie-Idź do niego!
T-Poco?
Lottie-Bo on...(dziewczyna przełknęła ślinę)potrzebuje się z tobą przywitać...
T-A co chciałaś przedtem powiedzieć?
Lottie-No a jak ci coś powiem to tego nie wygadasz?
T-Nie Lottie wyglądam na taką która wygadała by sekret kolegi?
Lottie-A nie przyjeciela?
T-Nie widzę się z nim regularnie jak kiedyś...
Lottie-Bo Louis zerwał z El bo uznali ze to nudny związek a Harry i On to też zamknięty związek więc na ślubie chce kogoś sobie znaleźć i jest w kiepskim stanie przyjaciółka z dzieciństwa sie przyda!
T-Ok idę,Lottie weszła do łazienki a ty zajrzałaś do swojej torby z ubraniami założyłaś szorty,wybrałaś też pończochy żeby nie było nudno...
Najzwyczajniejsze vansy i bluzę cookie monster;3.
Włosy związałaś w  koka na  gumce donut nałożyłaś lekki makijaż,przejrzałaś się w lustrze które stało obok wielkiej szafy i wyszłaś z pokoju nie widzieliście się 13 lat.
Zapukała i usłyszałaś męski głos proszę wejść.
Weszłaś Louis stał tyłem do ciebie i szukał czegoś na półce z książkami.
Louis-W czymś pomóc?Naprawdę był wkurzony mówił to uniesionym i zdenerwowanym tonem.
T-(Cichy i nieśmiały głos)Hej,przyszłam się przywitać...
W tej chwili Louis Momentalnie się odwrócił na jego twarzy ukazał się nieśmiały ale bardzo szczery uśmiech
Louis-[T.I]?
T-Nie wiesz święty mikołaj
Louis-Tak taka jak zawsze to jest [T.I] i rzucił ci się momentalnie na szyję a ty stałaś w bez ruchu.
Louis się od ciebie odczepił.
Louis-I nadal pachniesz tak jak kiedyś twoje włosy...
T-Co...?
Louis-A nic tak po prostu głośno myślę,potraktuj to jako komplement.
T-Miło,dziękuję...
Louis-Chodź na taras!
T-Dobrze,udaliście się na taras usialiście na bujanej kilkuosobowej huśtawce przez kilka minut panowała niezręczna cisza...
 Lou ją przerwał
Louis-Dawno się nie widzieliśmy coś się zmieniło u cb?
T-Nie nic specjalnie to tylko 13 lat może urosłam,rodzice się rozwiedli i wyprowadzili.
Mama do Danii a tata do Słowacji,wiesz jaki jest mój zawód i to tyle chyba...
Louis-Ja się rozstałem...
T-Słyszałam plotki.
Louis-No tak media wtrącają nos w nie swoje sprawy i śledzą cię z aparatem.
T-Myślałam że się przyzwyczaiłeś
Louis-Wiesz może kto jest  świadkiem Martina?(martin kendall,wybranek Lottie)
T-Ja a ty zapewne jesteś świadkiem Lottie?
Louis-Zgadza się
T-Fajnie tylko ty już się szykuj a ja idę pomóc Lottie...
Louis-Ok pozdrów ją!
T-Dlaczego się z nią nie przywitasz?
Louis-Chcę ją zobaczyć przy ołtarzu,wiem że jest piękna ale chcę mieć niespodziankę!
T-A to jest zadanie pana młodego wiesz?
Louis-Ha Ha Ha(sarkastyczny ton)
Louis-Chcesz napić się za mną herbaty jest 6;45.
T-Chętnie to ty zrób a ja pójdę powiadomić o tym pannę młodą.
Louis-Ok
Więc wstaliście huśtawki i każdy poszedł w swoją stronę.
T-Lottie masz pozdr.od Lou nie chcę sie z tobą widzieć żeby miał niespodziankę
Lottie-Tak jak pan młody...
T-Jest 6;48 może się połuż jeszcze w kaplicy mamy być o 12;30.
Lottie-A ty co zrobisz?
T-Mam zaproszenie na herbatę od Louisa.
Lottie-Ok to ty idź.
Więc wyszłaś z pokoju i poszłaś na taras gdzie Louis już siedział.
T-Ok więc ty pijesz zieloną a ja...nie dokończyłaś ponieważ Louis ci przerwał
Louis-Czarna prawda bez cukru,podał ci filiżankę
T-Skąd wiedziałeś?
Louis-No wiesz znamy się długo...
T-Ty jesteś niesamowity.
Louis-Co u cb?
T-No nic Rodzice w innych krajach pokłóceni i rozstani  mam jest naczelną Vogue w Danii teraz tam mieszka a tata posiada 3 hotele na Cyprze kontaktujemy się i tak...
Louis-A praca?
T-Narazie ubieram Little Mix
Louis-To ty?!
T-Nie krzycz.
Louis-Ok ok...
Miło wam się gadało ale musiałaś wrócić do Lottie i pomóc ze wszystkim...
T-Ja idę do Lottie...
Louis-Ok to do zobaczenia...
T-Pa!
Louis-Zrobił dość nie ciekawą minę
T-Ej uśmiech!
Louis-Teraz to głupa walił...
T-Jezu jaki ty przystojny... mogę?
Louis-Oczywiście!
T-Podeszłaś do Louisa przytuliłaś go bardzo ale to bardzo mocno,szepnęłaś mu do ucha 
T-Tęskniłam bardzo...
Louis-Ja też ale to w sadzie tobie zawdzięczam moją karierę
T-Drobiazg.
Pocałowałaś Louisa w policzek.
I wyszłaś z Tarasu
*Paczałkami Louisa*
Ona jest niesamowita na kazdym kroku mnie zaskakuje i nie moge od niej oderwać wsojego wzroku myśli.
Ona jest wyjątkowa dla mnie w sam raz!
Ale jak znam życie taka fajna dziewczyna ma już chłopaka...
Więc ok czas się wyszykować  w końcu będzie tam [T.I] i jej koleżanki...
*Twoimi paczałkami*
Więc Louis wie prawie o mnie wszystko...
A ja o nim nie wiem czy to wyjdzie ale to jest dzień Charlotte to ona jest ważna więc idę jej pomóc.
Weszłaś do pokoju,a Lottie najzwyczajniej siedziała na łóżku i bawiła się telefonem...
 T-No to dzwonimy po druchne i przygotowana czas zacząć!
Lottie-Ok!
(W tym imaginie,będą druchne i świadkowie taka przeróbka;3)
Więc Lottie zadzwoniła po dziewczyny druchnami były
Lisa-Lat 20 mieszka razem z pozostałymi z dziewczynami czyli Anna Sindi i Caroline .
Dziewczyny-Ktoś tu bierze dziś ślub?! Weszły z krzykiem szampanem w ręku i uśmiechem na twarzy.
Lottie-Dzięki bardzo uściskała dziewczyny a potem ty się na nie rzuciłaś
T-Ok to robimy włosy makijaż i sukienki!
Każda z druhen dostała taką sukienkę 
A że panna młoda chciała aby jej druchny wyglądały olśniewająco każda z nich dostała   kolię która łączyła piękno z nowoczesnością.
Nie zabrakło też szpilek dla dziewczyn.
Włosy i makijaż miały naturalne
Gdy były już gotowe(dziewczyny) Lottie przemówiła,dając każdemu po lampce szmpana
Lottie-Więc aby ta uroczystość była piękna jak wy!
T-Oczywiście!
Gzdy zrobiłyście dziewczynom loczki i makijaż 
Lottie-Nie obraźcie się Lisa Anna Sind Caroline...
Sindi-Skadże co chcesz nam powiedźieć?
Lottie-Bo to [T.I]nas zeswatała i chcę aby wyglądała jak najlepiej!
Lisa-Spoko należy się jej!
T-Dzięki ale najpierw panna młoda
Lottie-Ok jak chcesz!
T-Więc suknia wyjęłaś piękną suknię 
Lottie-Jest boska!
Lisa-Zgadzam się też taką chcę!
T-Ok Sindi chodź ze mną poszukać biżuterii welonu i szpilek znalazłyście:
- szpilki 
-welon
-kolię
-kolczyki (Lottie chciała skromne)
-zrobiłyście jej makijaż
Anna zrobiła jej perfekcyjnego koka
Lottie-Jeszcze  2 godziny...
T-Oj ja muszę się ubrać
Sindi-Zrobię ci makijaż
Lisa-Ja wybiorę biżuterię
Anna-Ja zrobię fryzurę
Caroline-A ja...spakuję ci kopertówkę
T-Dostałaś sukienkę kopertówkę i masę naszyjników
Sindi zrobiła ci makijaż
Anna zrobiła luźnego kłosa
Dziewczyny założyły ci kolczyki
Wybrały lity
T-Idziemy
Lottie-Poczekajcie,nie powiedziałam wam o czmś
T-Tak,wyszłaś z łazienki
Sindi-O K***a
T-Pięknie wiem
Lottie-Zaje******
Lisa-Ja tak chce!
T-Dzięki ale Lottie mów
Lottie-Bo na ślubie i weselu będą chłopcy z 1D i oni to wielcy flirciarze...
T-Jak..? My nie jadłyśmy śniadania
Sindi-Ja pójdę na dół i coś przyniosę
Sind przyniosła jabłka banany wodę snickersy i gofry
Lottie-Najedzone?
T-Tak
Lottie-Idziemy
Więc zeszłyście po schodach rodzina się zebraławszystcy poszli za Lottie tylko Louis stał i czekał na ciebie ty szłaś sama po schodach bo wszyscy jechali a ty i Lou mieliście razem być przy ołtarzu,zobaczyłaś jak zawsze promienny uśmiech Louisa.
Louis-Bardzo ładnie wyglądasz!!!
T-Ty też a teraz chodź.
Louis-Nie dasz się skomplementować?
T-Dam ale musimy być już w kościele...
Louis-Mogę sobie z tobą zrobić zdjęcie?
T-To chyba ja powinnam prosić to ty jesteś gwiazdą
Louis-Ale wrzucę na Twittera!
T-Co z tego Louis 1 fotka i jedziemy!
 Louis zrobił sobie z tobą zdjęcie i pojechaliście Lottie stała przed kościołem druhny przy ołtarzu a goście obskoczyli Lottie tylko Harry Liam Zayn i Niall byli w kościele,Louis objął cię w talii i weszliście do kościoła zobaczyłaś 4 chłopaków który chyba zasnęli,mieli twarze schowane w dłonie Louis do ciebie szepnął
Louis-Może lepiej ich nie budźmy...
T-No niewiem mam obcasy wybudzę ich.
Louis-W tej chwili wziął cię na ręce i zaniusł na nich do ołtarza,i nagle usłyszeliscie głos
Z-Szykuje nam się 2 ślub
N-Głupi zawsze ma szczęście
T-Nie jesteśmy razem
H-Taaaaaaaaa...
T-Chodź my stiomy z boku
Ustawiliście się ty duchny ślub się odbył teraz czas na wesele,wyszliście z kościoła w tłumie któś złapał cię za rekę i pociągnął za sobą drzwi było obskoczone tłumami i paparazi którzy chcieli jak najszybciej zrobić zdjęcie Louisowi ale nie on nie pozwolił być na nim sam...
To Louis pociągnął cię za rękę i to ty jutro będziesz an okładach gazet i pism i będziesz wielkim znakiem zapytania .
Gdy Lou był już w samochodzie razem z tobą
T-Nie męczą cię oni?
Louis-Przyzwyzajisz sie...
T-Przecież...jak...ale...ja mam się przyzwyczajić przecierz nie mam zamiaru z tobą(i wtedy Louis ci przerwał)
Louis-Ok jedźmy.
Na weselu było naprawdę bardzo fajnie bez nudnych starych zabaw i dobrze się bawiłaś ale zobaczyłaś Louisa który siedział przy waszym stoliku,stoły było okrągłe i przy ty siedziałaś ty i chłopaki czyli w sumie 6 miejsc był to najgłośniejszy stolik ale ku twojemu zdziwieniu był pusty tylko Louis przy nim siedział.
Podeszłaś do chłopaka który miał twarz ukrytą w dłoniach i zapytałaś.
T-Louis idź do chłopców aby cie zabrali do domu.
Louis-Nie mogę ich znaleźć,był zmęczony i pijany
T-Chodź do mnie daj mi kluczyki
Louis-Dał ci klucze i wyszliście
Oczywiście ty prowadziłaś auto Louisa ten był pijany,weszliście do twojego domu
T-Louis usiądź na kanapę a ja ci przyniosę herbatę...
Przyniosłaś Louisowi herbatę i talerz kanapek zaprowadziłaś do sypialni.
Cmoknęłaś Louisa w policzek i wyszłaś ale usłyszałaś Louisa
Louis-Dziękuję za herbatę kanapki i że mnie do siebie przygarnęłaś.
T-Ok,jutro rozliczymy się z tymi wariatami...
Louis-Zrobisz coś jeszcze dla mnie?
T-Zmęczona jestem Louis...
Louis-Śpij ze mną!
T-Już jesteś wystarczająco duży!
Louis-Czekam.
T-Wrobiłeś mnie...
Rozpuściłaś włosy zmyłaś makijaż,założyłaś twój ukochany sweter do spania
górną i dolną część bielizny i twoje ukochane ciepłe skarpetki.
Przed tym gdy weszłaś do sypialni przejrzałaś się w lustrze wyglądałaś pięknie.
T-Jestem
Louis-Leżał głupi szczerząc zęby
T-Co się śmiejesz?
Louis-Pięknie wyglądasz!!!
T-Masz Eleonor
Louis-Już z nią zerwałem
T-Przepraszam...
Louis-To łatwe o niej zapomnieć zresztą ja spotykałem się z nimi 3 miała siostry takie same(wyjaśnienie)
T-Ok chodź już spać
Louis usiadł po środku i zaczął zapychać się kanapkami i w mgnieniu oka wypił herbatę.
Gdy Louis Się walnął na łóżko leżeliście w dość dużej odległości.
I zaczęliście rozmawiać szeptem
Louis-Mogę coś jeszcze?
W tej chwili przytuliłaś Louisa i tak zasnęliście.
Kolejnego dnia obudziłaś się obok Louisa.
Wtedy Louis automatycznie się na ciebie położył i zaczął całować był to namiętny pocałunek nie taki jak inne.
Louis-Kocham cię spędź ze mną resztę mojego życia!
T-Nie wiem menadżer,chłopcy,sława,paparazi i nasza miłość nie wiem czy to wypali
L-Czy ty mnie kochasz?
T-Oczywiście jak cie nie kochać!
L-Wiec damy radę!
Zasnęliście obudziłaś się przytulona do Louisa
T-Wstawaj!
Louis-No już już wstaję.
T-Ok więc w szafie wskazałaś,są jakieś rzeczy po moim byłym.
Louis-Ok wezmę coś.
Więc wyszłaś poszłaś do swojego pokoju umyłaś się i uczesałaś w
jeśli chodzi o Look wyglądałaś dziś tak 
Weszłaś do salonu Louis bawił się piłką
a wybrał
To ale zobaczyłaś też tam Nialla 
T-Hej Niall i Louis
N-Zajebiście wyglądasz!
T-Nie wyrażaj się...ale dziękuję,przytuliłaś chłopaka
Kolejnie podeszłaś do Louisa i pocałowałaś go.
N-To wy...
T-Tak razem
Wtedy odebrałaś piłkę na główkę i zrobiłaś kilka trików po czym kopnęłaś piłkę do Nialla on się nie skapnął i jej nie odebrał.
Trzask rozległ się w całym Domu.
N-Sorki...
T-No piłkarzem to ty nie zostaniesz ale
L-No ale ty powinnaś zostać
T-Nie dzięki lubię to ale to nie to co chcę robić w życiu...
I w tej chwili Louis podszedł do ciebie od tyłu,jego ciepłe ręce od razu poczułaś na swoich biodrach.
Swoją głowę położył na twoim ramieniu.
L-No a teraz drugi Naillerku odpowiesz za to...
T-Nie odpuść se Niall
I tak zostaliście parą
*27.03.2014*
Siedziałaś w waszym twoim i Louisa Domu czytałaś kryminały Jo Nesbø teraz wypadło na Czerwone Gardło piłaś czekoladę był marzec chlupa za oknem(deszcz) jest 17:45 Lou z prób wraca o 22;20 około ale za to wychodzi o 12;12 bo zaczyna 12;30 więc nie czekałaś...
Odłożyłaś książkę i zaczęłaś się wpatrywać w kominek usłyszałaś dźwięk otwierających się drzwi w których stał Louis.
T-Co ty tu robisz jest 17:30?
Louis-Nie cieszysz się?
T-Oczywiście że się cieszę
Louis-A teraz idź na górę i się ubierz ale ładnie no już
T-Ale...
Louis-Żadnego ale wziął cię na ręce i położył na
Ubrałaś się w to
Uczesłaś się 
I zeszłaś na dół
Louis-Pięknie wyglądasz!
T-No a teraz mi powiesz gdzie jedziemy!
Louis-Nie powiem ale no chodż już
Przed wyjście Lou jak na dżentelmena przystało zarzucił na ciebie płaszcz otworzył ci drzwi i pojechaliście "tam" podczas drogi się do siebie nie odzywaliście 
Byliście nad jakimś jeziorem tylko to zauważyłaś a kolejne Lou zasłonił ci oczy byliście na pomoście jedliście kolacje a raczej to był bardziej piknik ale o tej porze...
Louis-Wiesz jesteś perfekcyjna ale zmianie coś w tobie...
T-Dokładniej?
Louis-Twoje nazwisko
T-Jest coś z nim nie tak???
Louis-Oprucz tego że jest Polskie i nie daję rady z wymową to wszystko ok ale jednak wolał bym...
T-Jaśniej mój ty wariacie(mówiła śmiejąc się na głos)
Z racji tego że siedzieliście Loui objął cię ramieniem a w dłoni trzymał pudełeczko było otworzone
Lou-Czy zostaniesz panią Tomlinson?
T-Tak!
I po chwili na twoim palcu gościł Pierścionek

16.06.2014
Ks-Czy ty Louisie...
Lou-Tak
Rodzina-*Śmiech
T-Tak!
Ks-*ŚMIECH* WIĘC MOŻECIE SIĘ POCAŁOWAĆ!

03.22.2015
Na świat przyszły wasze bliźniaki chłopiec i dziewczynka Martin i Lottie (czyli mąż Lottie;siostry Lou) Lottie i Martin to oni was ze sobą zapoznali:)

Imagin z Liamem ♥
Dedykacja: Dla Julii <3

 ------------------------------

-Już wróciłem!-usłyszałam głos Liama.
-Zaraz zrobię ci coś do jedzenia.-krzyknęła jogo siostra, a moja przyjaciółka.
-Nie trzeba, nie jestem głodny-odparł.
-Liam, chodź tutaj.-rozkazała Rush.
Do kuchni wszedł zdenerwowany 17 latek. Jego koszulka była przybrudzona, a usta rozcięte.
-Jejku, Liam, znowu ci dokuczali w szkole?
-Nie twoja sprawa!-krzyknął do siostry.
Usłyszałam głośne kroki na schodach a zaraz po tym trzaśnięcie drzwiami.
-Pogadam z nim-powiedziałam do przyjaciółki.

Kidy wchodziłam po schodach, usłyszałam jak chłopak uderza w różne rzeczy. Lekko nacisnęłam na klamkę, która ustąpiła. Weszłam do pokoju w momencie, kiedy chłopak przebierał koszulkę.
Miał idealne ciało. Zawsze dziwiłam się dlaczego w szkole mu dokuczają. Bo dba o siebie? Bo jest opiekuńczy? Bo nosi rurki?
Zamknęłam za sobą drzwi i podniosłam z podłogi ramkę ze zdjęciem, na którym byliśmy razem. Położyłam je na stoliku i usiadłam na środku jego łóżka. Usiadł przede mną.
Uparłam podbródek na jego ramieniu.
-Liam, porozmawiajmy.-poprosiłam szeptem.
-Nie mamy o czym.-odparł.
-Liam, popatrz na mnie.-powiedziałam i dotknęłam jego policzka.
On odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Zaczesałam palcami jego lekko potarganą grzywkę i wytarłam opuszkiem kciuka krew z jego wargi. Jego ust lekko drgnęły... jakby się uśmiechnął.
-Liam, co oni ci znowu zrobili... i o co tym razem.?
-Nie zrozumiesz [T.I].
-Liam, jestem twoją przyjaciółką.-ciągnęłam.
-No właśnie przyjaciółką. Nienawidzę tego słowa.-mówił bardzo cicho.
-Na prawdę rozumiem.-mówiłam ignorując jego poprzednie słowa.
-Nie prawda! Właśnie, że nic nie rozumiesz!-wstał gwałtownie.-Jesteś najładniejszą, najlepszą, najbardziej idealną laską w szkole, nikt cię nie bije, a chłopaków masz na klaśnięcie!-krzyczał jeszcze głośniej.
-P-przepraszam-wyjąkałam i zalana łzami wyszłam z jego pokoju.
Miał rację... nie miałam takich problemów.
Pożegnałam się z siostrą Liama i wybiegłam z domu.
*** ***
Następnego dnia ubrałam zwykłe rurki, czarną koszulkę, szary sweterek, czarne Supry i torbę z Nike.
W czasie przerwy, kiedy szłam korytarzem, ktoś gwizdnął ale nie zwróciłam na to uwagi.
-No co laleczko, Tom gwizda a ty nic?-zaczął chłopak.
-A czy wyglądam ci na psa?-zapytałam z nutką kpiny.
Jego koledzy wybuchnęli śmiechem.
-Ej, laleczko nie przeginaj.-powiedział i chwycił mój nadgarstek.
-Puszczaj!-krzyknęłam wyrywając się na marne.
Nagle koło mnie pojawił się Liam i przyłożył kolesiowi pięścią prosto w twarz. Jego kumple uciekli a Tom rzucił się na Liama. Jednak Li zgrabnie ominął cios
-Chodź.-powiedział łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając z budynku.
Droga do jego domu minęła w milczeniu.
***

U niego nikogo nie było. Usiadłam przy blacie rozcierając bolącą rękę. Liam schylił się do zamrażarki i podał mi mały woreczek z lodem. Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam mały pakuneczek. Kiedy ręka przestała mnie boleć, a ślady placów Toma powoli znikały z mojego nadgarstka, wyciągnęłam apteczkę i zakleiłam plastrem rankę na czole chłopaka.
-Liam, naprawdę  dziękuję. Gdyby nie ty to nie wiem co by było.
-Na serio nie ma sprawy. Musiałem to zrobić.
Nagle zwrócił głowę do w stronę podłogi, był zdenerwowany. Nieśmiało chwycił moją dłoń i cichutko swoim anielskim głosem zaczął śpiewać fragment piosenki Parachute ,Kis me slowly' moja ulubiona...
-...Taste your lips and feel your skin, when the time comes, baby don't run. Just kiss me slowly...Vicki, bo ja.-nie do kończył bo do domu wmaszerowała uśmiechnięta Rush. Minęłam się z nią w drzwiach mówiąc krótkie ,Hi'.
Biegłam przed siebie, bez celu. Z wielkim mętlikiem w głowie. Czyli Liam coś do mnie czuje, to dlatego nie nawidził jak mówiłam o nas ,przyjaciele'. Teraz wszystko zrozumiałam. Te jego spojrzenia, gesty, uśmiech kiedy razem spędzaliśmy czas...
,Boże, idiotko. Jak mogłaś tego nie zauważyć?'
Deszcz zaczął padać, a ja dalej siedziałam w tym cholernym parku. Tyle czasu potrzebowałam, zeby zrozumieć, że on jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Już wiedziałam co muszę zrobić...

Wbiegłam do domu zrzucajac mokre ciuchy na podłogę i prawie wlatując pod gorący prysznic.
Po dawce ciepłej wody położyłam się do łóżka i ze zmęczenia od razu zasnęłam.

Rano obudziłam sie z konkretnym celem. Ubrałam na siebie granatowe rurki i bejsbolówkę. Do tego koszulkę z flagą Wieliej Brytanii i czarne Vansy. Włosy związałam w wysoki kucyk i z torebką wyszłam do szkoły.
Na korytarzu nie mogłam trafić na Liama, ale kiedy nadeszła przerwa lunch'owa, zobaczyłam go.
Stał otoczony przez Toma i jego bande. Popychali go, szarpali i przerzucali z rąk do rąk. Jednak widziałam, ze chłopak im się opiera.Krew się we mnie zagotowała. Nie mogłam patrzeć jak oni go nie męczą. Po za tym... mój plan.
Szybkim ruchem wzięłam torbę i przygładziłam włosy. Dumnie uniosłam głowę i zaczęłam pewnie iść przed siebie. Wiedziałam co mam robić i tego się trzymałam.
-...myślisz lalusiu, że jak robisz maślane oczka do mojej laski to coś ci to da? Popatrz na siebie... co ty możesz jej dać a co ja mogę.-usłyszałam Toma, który cały czas szturchał Liama.-to nie laska dla ciebie. Masz na nia za mało kasy. Co ja gadam... ty w ogóle nie będziesz miał laski. Za wysokie progi kochasiu...
-Ale co ty gadasz, ja z nią nie...
Przerwałam to. Tom przesadził stanowczo, dlatego moja pewność siebie jeszcze wzrosła.
Podeszłam do nieświadomego  niczego Liama i namiętnie go pocałowałam. Po chwili poczułam, ze jego wargi zaczynąją współpracować z moimi. Wszędzie cisza. Byłam tylko ja i on...
Otrząsnęłam się, chwyciłam i chłopaka za rękę i powiedziałam:
-Chodźmy na lunch, skarbie. A tobie Tom, radzę... zacznij mniej rzeczowo traktować dziewczyny. I zmień mniemanie o sobie. Bo jak na razie jesteś... cienki.
Dalej trzymając rękę Liama przeszłam korytarzem. Poczułam, że jego palce lekko drżą więc dla dodana mu otuchy splotłam nasze palce. Szedł koło mnie szybkim krokiem tępo patrząc przed siebie. Chciałam iść dlaej, prosto, na stołówkę, ale Liam pociągnął mnie w lewo i przycisnął do ściany między szafkami a drzwiami do sali 17. Jego twarz było blisko mojej. Mierzyłam wzrokiem każdy idealny element jego ciała. Obcisły podkoszulek podkreślający mięśnie, jego silne ręce oparte o ścianę po mojej prawej i lewej stronie, ta jego słodka plamka na szyi-uwielbiałam ją. Jego pełne, malinowe usta, stworzone do delikatnych pocałunków. Jego...oczy, utonęłam w nich nie jeden raz. Miał w nich miliony iskierek. Oczy... jak czekoladowy ocean bez dna. Można by tak tonąć godzinami gdyby nie to, że coś zaburzyło gładką taflę. To łzy... dwie, samotne, spływające po jego ciepłym policzku.
Wybudziłam się z transu i zobaczyłam, że chłopak jest smutny i zdenerwowany. Spuścił głowę, żeby ukryć pełne żalu oczy. Zacisnął dłonie w pięść, napiął mięśnie, jednak nadal przyciskał mnie do ściany.
Ujęłam w dłonie jego twarz i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Zatrząsł się, ale nadal nie otworzył oczu.
-Dlaczego mi to robisz-mówił cicho z zaciśniętymi zębami.-doskonale wiesz co czuję i tak po prostu to wykorzystujesz.
-Liam, o czym ty mów... .
-Nie wiem jak możesz to robić. Po co? Po co udajesz moją dziewczynę, po co udajesz, że ci na mnie zależy, doskonale wiesz, że nie możesz udawać wiecznie. Wtedy to powróci ze zdwojoną siłą.
-Liam, ale ty nic nie rozumi...
-Na serio, jeśli chciałaś pomóc to dzięki, teraz lepiej szybko to odkręćmy i...
-Zamknij się wreszcie i posłuchaj co chcę ci powiedzieć-zaśmiałam się słodko-myślisz, że byłabym w stanie zrobić ci coś takiego, wiedząc, że mi na tobie nie zależy? Myślisz, że moje pocałunki były takie ciepłe, pełne prawdziwości bo udawałam? Zrozum wreszcie, że jestem po prosu na maksa zakochana od kilku tygodni ale dopiero teraz zobaczyłam w kim. To na twój widok w moim brzuchu latało stado motyli, moje policzki czekwieniały, a kolana miękły. A ty czułeś podobnie.
-Czyli zrozumiałaś wczoraj i to znaczy, że... no...
-Cicho siedż i pocałuj mnie wreszcie-uśmiechnęłam się.
Liam zbliżył się do mnie, a potem...
...,taste your lips and feel your skin'...
Kocham go.

IMAGIN Z LIAM'EM
Zostałam wynajęta, do udawania dziewczyny, Liama Payne'a z One Direction. Nie jestem jakąś, ustawką czy coś. Liam nie jest, pedałem, wynajęli bo, Liam jako jedyny nie miał dziewczyny. Płacą, mi nie mało, zgodziłam się. Ta zabawa, trwa już 3 miesiące, szczerze.? Aż, tak źle nie jest, ale mogło być lepiej. Wszędzie, paparazzi(nwm, jak to napisać ; p), blaski fleszy, dziennikarzy, tłumy piszczących fanek. Psychofanki, życzą mi śmierci. Nie biorę tego do siebie, bo to tylko ustawka, ale nikt o tym nie wie, oprócz ich menagera, i ich samych. Wszyscy wierzą, że jest kolorowo, super wszystko ślicznie. Przez te, 3 mieisące, zżyliliśmy się z Liam'em. Nie sądziłam, że kiedykolwiek, po tak, krótkim czasu, może mi się spodobać chłopak, którego prawie nie znam. On jest, inteligenty, zabawny, uroczy, miły, czuły, opiekuńczy i można, by wymieniać jego, zalety przez najbliższe dwa, tygodnie. Dzisiaj, wybieramy się, wszyscy, na imprezę, do jakiegoś klubu, na początku, nienawidziłam ich, a teraz to już mi obojętne. Wysiedliśmy, z limuzyny przed klubem tradycyjnie paparazzi itp. Liam, jako jedyny nie pił. Tradycyjnie w trupa, zalali się Zayn i Harry, a potem tradycyjnie, zarywali do jakiś dziewczyn, Louis i Niall nie upijali się zbyt. Perrie – dziewczyna Zayna, zawsze blokowała mu wyjście, Nathalie – dziewczyna Hazzy, zresztą też. DJ póścił, jakiś wolny kawałek, wszyscy tańczyli, tylko ja siedziełam, na tyłku, aż w końcu, Liam podszedł do mnie i zaprosił do tańca. Wziął mnie za rękę, wyszliśmy na środek parkietu, wtuliłam się w niego, i tak do, końca utworu. Czułam się, tak bezpiecznie, w ramionach Liama, mogłam tak all day all night. Gdy piosenka, się skończyła brunet, zaciągnął mnie na dwór.
- [T.I] słuchaj, wiem, że znamy się dość krótko, bo tylko 3 miesiące, ale podobasz mi się, i czuję do ciebie, coś więcej niż przyjaźń czy, szacunek. Kocham cię, i chcę żebyś została, moją prawdziwą dziewczyną, nie udawaną, REALNĄ. - to, co powiedział, zamurowało mnie. Te ostatnie słowa, zaakcentował. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Liam ja, nie sądziłam, że się w tobie zakocham. Ale tak, to się stało, i nawet się cieszę, nigdy w życiu, nie spotkałam, takiego chłopaka jak ty. Kocham cię.
- I love, you too. - powiedział i wbił się w moje usta.
Po chwili, objął mnie ramieniem i odprowadził, do mojego mieszkania. Pocałowałam, go na pożegnanie, Liam wyszedł, a ja poszłam wziąć prysznic. Gdy wykonałam, wszystkie czynności, które wykonuje się, w łazience. Następnie, położyłam się, do łóżka i zasnęłam.
* 5 miesięcy później *
- Wyjeżdżam. - oznajmiłam Jessice – dziewczynie Louisa, a zarazem mojej najlepszej, przyjaciółce.
- Co [T.I], ale jak to.? - zapytała
- Czemu wyjeżdżasz.? - spytał Lou.
- Mam powody. - odpowiedziałam.
- Jakie.? - zapytali jednym głosem.
- Nikomu, nie możecie powiedzieć, zwłaszcza Liam'owi.
- Dlaczego, chyba Liam powinien wiedzieć.?
- Bo ja..ja..ja – załamał mi się, głos – jestem, w nim w ciąży. - powiedziałam, i znów zaczęłam płakać, jak przez ostatni tydzień.
- [T.I] ale, to nie powód, by uciekać. Przecież, to wspaniała wiadomość, Liam się ucieszy. Będzie wniebowzięty, zanim to zrobisz zastanów się 5 razy. - Powiedziała Jess.
- Nie, ja już podjęłam decyzję, wyprowadzam się. Wracam do Krakowa (aut.czm Kraków.? Spędziłam tam dwa dni to takie, piękne miasto; pp <3).
- Kiedy wrócisz.? - zapytał Lou.
- Nie mam zamiaru, wracać.
- Ale.. - powiedzieli.
- Żadne ale, za godzinę mam samolot, pa Jess, pa Louis. - powiedziałam, cmoknęłam ich w policzek, przytuliłam i wyszłam.
Z domu Jess i Lou, miałam 5 minut pieszo, weszłam, do swojego mieszkania, wzięłam walizki, oddałam klucze właścicielowi, zadzwoniłam po taksówkę i dotarłam na lotnisko. Tam, te różne, odprawy nie odprawy. Wsiadłam, do samolotu. Ostatni raz, spojrzałam na Londyn. Żegnaj Londynie, żegnajcie przyjaciele, żegnaj Liam.
* 3 h później *

Lot minął spokojnie, trochę spałam, trochę czytałam i rozmyślałam. Wzięłam bagaże, zamówiłam taksówkę, która podwiozła mnie pod dom. Zadzwoniłam dzwonkiem.
- [T.I], wróciłaś.! - uściskała mnie mama.
- Tak, mamo, możemy porozmawiać.? - spytałam.
- Jasne, oczywiście. Chodź. - powiedziała i mnie przytuliła, poszłyśmy do salonu. - Córcia, opowiadaj co się działo.
Opowiedziałam mamie, wszystko, oprócz tego, że spodziewamy się dziecka i to dlatego, tu jestem.
- Mamo, jest coś, czego jeszcze nie wiesz.
- Tak słucham [T.I].
- Bo ja, i Liam, spodziewamy się, dziecka. - znów wybuchłam płaczem.
- Dziecko.! Z tego się, trzeba cieszyć, a nie płakać. Jak zareagował Liam.?
- On nie wie. Mamuś, ja nie wracam do Londynu, zostaję w Polsce.
- Ale chyba, dziecko, powinno znać ojca. A tymbardziej, Liam powinien wiedzieć, że spodziewacie się dziecka.
- Wychowam to dziecko, nie wrócę do Londynu, Liam się nigdy nie dowie, i wszyscy będą szczęśliwi.
- Ale pomyśl, wyjechałaś, bez słowa, Liam się będzie martwił.
- To już jego, interes.
Zjadłyśmy jeszcze, kolację i poszłam się wykąpać. Moja mama mieszkała sama, miała pracę w dobrej firmie. Mało nie zarabiała, miałyśmy spore mieszkanie w bloku, rozwiedli się z tatą gdy miałam 7 lat. Wróciłam do starego pokoju, położyłam się na łóżko.
*pół roku później *
Przez, ostatnie pół roku, trochę się działo. Od razu, na drugi dzień gdy wróciłam, to poszłam do fryzjera przefarbować włosy. Teraz są, one rude. Próbowali się ze mną, kontaktować, ale ja nie chciałam. Liam najczęściej. Czasami rozmawiałam z Jessicą i Louisem, bo oni znali przyczynę wyjazdu. Ale to sporadycznie, ostatnio z nimi rozmawiałam 3 miesiące temu. Za 3 miesiące, moje...nasze maleństwo ma przyjść na świat. Znam, już płeć, będzie to chłopiec. Strasznie się, boję, czy dam sobie radę.
- [T.I].! - ktoś wypowiedział, moje imię. Był to ktoś za mną, odwróciłam się.
- Zayn.?! - krzyknęłam ze zdziwienia.
- Tak.
- Co ty, robisz w Polsce.? - jak, on mnie w ogóle, poznał.?
- A moja, nowa dziewczyna, mieszka w Polsce, i przyleciałem na weekend, by ją odwiedzić. A ty.? Czemu, wyjechałaś.?
- Miałam, swoje powody.
- Zdradziłaś Liama.?
- Co.? Czemu, niby miałabym to zrobić.?
- Jesteś w ciąży.
- Zayn, ty nic nie rozumiesz.! To dziecko Liam'a, to dlatego wyjechałam.
- Czemu, to zrobiłaś.? Przecież, znasz Liam'a, ucieszył by się.!
- Nie.! Liam się, nigdy nie dowie, że jest ojcem, mojego...dziecka.
- Ale [T.I] jak, ty to sobie, wyobrażasz.?
- Normalnie, nigdy w życiu, już nie spotkam Liam'a.
- Tak się nie zachowuje, osoba dorosła. O ile, nią jesteś, bo po twoim, zachowaniu wnioskuję, że nie.
- Weź, się Malik odwal.! I choćby nie wiem co, proszę, nie mów nic Liam'owi, on się, nie może dowiedzieć, błagam, proszę.!
- Dobra, nie powiem, mu, ale źle postąpiłaś, wyjeżdżając.
- Tak Zayn, wiem, popełniłam błąd. Wracaj, do własnego życia, ja też do swojego wrócę, i wszystko cacy. Pa.
- Pa, uważaj na siebie. - powiedział, przytuliłam go, i poszłam w stronę mieszkania.
Tak jak zawsze, po godzinie 15, mama wracała już, więc nie byłam sama. Jak co dzień, zasiadłam przed telewizorem. Przeglądając kolejno, stacje telewizyjne, jedna mnie zaciekawiła – MTV, leciał wywiad z One Direction, sprzed kilku dni. Chłopcy byli, pytani o różne, pierdoły, jak to na wywiadach. Nagle, dziennikarka, zapytała chłopców, o drugie połówki.
- Liam, ostatnio, nie pokazujesz się z [T.I] coś, się stało.?
- Tak, my zerwaliśmy. - wcale nie zerwaliśmy, tylko wyjechałam. Gdy to mówił, miał łzy w oczach. W tej chwili, przypomniały mi się, wszystkie chwile spędzone, razem z nim. Z oka, poleciała, pojedyncza łza.
Po chwili, mama weszła do domu, zobaczyła jak płaczę.
- Co jest.? [T.I] coś stało.?
- Ja go kocham. - wydukałam.
- Wróć do Liam'a, on cię naprawdę kocha.
- Bo, ja przed chwilą, oglądałam z nimi wywiad, zostali zapytani, o drugie połówki, Liam powiedział, że zerwaliśmy, do jego oczu napłynęły łzy, ja sobie przypomniałam, te wszystkie chwile spędzone razem, i..tak bardzo, go kocham.
- Słuchaj, niedługo na świat, przyjdzie wasze dziecko, chyba nie chcesz, żeby się wychowywało, w niepełnej rodzinie. Wróć do niego, jeżeli cię odrzuci, jego strata.! Wrócisz do Polski, i nigdy go więcej, nie zobaczysz.
- Dziękuję mamuś, potrzebowałam takiej rozmowy, zwłaszcza z tobą. - powiedziałam, i poszłam do swojego pokoju przemyśleć sprawę na spokojnie.
Chociaż, moja tęsknota za nim, niezna granic, to i tak nie wracam. Nie chcę, tego rozgłosu, nie chcę tych blasku fleszy. Chcę, być tą starą, wyluzowaną [T.I], może kiedyś, nadejdzie taki czas, że dziecko pozna ojca, ale na pewno nie teraz.
* 5 miesięcy później *
Dwa miesiące temu, przyszedł na świat synek mój i Liam'a, nazwałam go – Filip. Chciałam, by moje...nasze dziecko, miało polskie imię. Bo wychowa się, tu i nigdzie więcej. Filipek, jest bardzo podobny do Liam'a, dosłownie kopia Payne'a. Te brązowe oczy, ta twarz. Chociaż tyle, mi pozostało po One Direction. Tęsknię za tymi przygłupami, nie widziałam się z nimi, prawie rok. Dziś, 29 sierpnia 2013 rok – w tym dniu, Liam kończy 20 lat. Chciałabym być, przy nim.
*3 lata później *
Tak, wracam po trzech latach, z moim synkiem. Od tamtej pory, nie miałam z nimi kontaktu. Nawet z Lou i Jess, nie wiem, czy jeszcze są razem. Mam już, 22 lata, a Liam ma 23, bardziej wydoroślałam, stałam się bardziej odpowiedzialna. Podjęłam decyzję, i wracam. Filip, niedawno temu zaczął mówić, ale to tylko pojedyncze słowa. Jeżeli zostaniemy w Anglii, będzie mówił po angielsku, ale będzie musiał znać polski. Taksówka, podwiozła nas, pod dom chłopaków, stanęłam przed drzwiami, położyłam palec, na maleńkim przycisku. Dzwoniłam kilka razy, w końcu, otworzył mi Harry
- [T.I] wróciłaś.! - krzyknął. - Ale nie jesteś, sama... - powiedział i spojrzał na Filipa.
- Tak, wpuścisz, mnie.? Wszystko wam opowiem. - powiedziałam, z zachrypionym głosem.
- Jasne. - odpowiedział.
- Dzięki. - wzięłam walizki, wzięłam Filipa na ręce, i weszłam do domu. Walizki, zostawiłam w korytarzu, rozejrzałam się, po domu, nic się nie zmieniło, uśmiechnęłam się pod nosem. Hazz, wszedl do salonu, ja zaczekałam na korytarzu.
- Chłopaki, mam dobre wieści.! - powiedział lokowaty.
- Jakie.? - zapytali, Niall i Louis.
- Nasza [T.I] wróciła.! - oznajmił, a ja weszłam.
W oczach Liam'a, zobaczyłam iskierki.- 
Liam. - powiedziałam, podeszłam do niego, przytuliłam się, i zaczęłam płakać.
- [T.I], nigdy więcej, nie zostawiaj mnie, na tak długo.
- Obiecuję. Liam, poznaj kogoś. Filip. - zawołałam malca, gestem ręki, a on podszedl do mnie. - Poznaj Filipa, to nasz syn. Dlatego wyjechałam, nie chciałam ci psuć kariery, urodziłam Filipa, wszystko było idealnie.
- Czemu wyjechałaś.? Dalibyśmy sobie radę.! Dlaczego dowiaduję się, o tym dopiero teraz.?
- Byłam, głupią małolatą, myślałam tylko o tobie i nikim więcej.
- Było minęło, zostań ze mną.
- Dobrze, Filip poznaj tatusia.
- Tata.? - zapytał swoim cieniutkim głosikiem. Liam się nie odezwał, tylko wziął malca, na ręce, zakręcił go podrzucił do góry, Filip zaczął się cieszyć.
- Teraz, będziemy szczęśliwą rodziną. - powiedział Li, i pocałował najpierw Filipa i mnie.
_________________________________

No to, taki wyskoczył ten imagin :) z dedykacją dla Julii, bo dla niej był pisany <3 podoba się.? :)