piątek, 29 sierpnia 2014

Harry, smutny z happy endem (smutny dlatego, że ona oberwała) for Vanessa Styles Połozowska :)
Szłam szybko. Wręcz biegłam, wstrząsana obrazami przeszłości. Było nam razem tak dobrze...
A teraz uciekałam przed nim, ślizgając się na piasku plaży Australii. Mokre włosy opadały mi na twarz i rozmazywały tusz do rzęs. Mogło się wydawać, że płaczę. Przechodnie patrzyli na mnie zdziwieni. W końcu Jacob mnie dopadł i przewrócił na piasek niedaleko pomostu. Plaża się wyludniła, jedynie po wodzie pływała motorówka. Chmury przysłoniły słońce.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam i kopnęłam go w krocze. Zwinął się z bólu, ale to dało mi przewagę. Zerwałam się z piasku i pobiegłam dalej, nie zważając na jego groźby. Klął, leżąc na piasku. Nie trwało to długo - rzucił się za mną, zaślepiony nienawiścią. Dlaczego mnie gonił? Nie wiedziałam.
Wybiegłam za budkę z napojami i znalazłam się w pułapce. Przede mną i po lewej rozciągał się wysoki klif. Po prawej droga była zamknięta przez ocean. Chciałam się wrócić i trafiłam oko w oko z Jacobem.
- Och, nasz princessa ma problem? Niedługo śliczna twarzyczka zniknie? Nie martw się, zadzwonię po karetkę. Albo nie, wrzucę cię do morza! - krzyczał tak głośno, że na łódce obok zamarły śmiechy. Ktoś wskoczył do wody.
- Jacob, co ja ci zrobiłam? - zapytałam i poczułam jego pięść na swoim policzku. Zapiekło. Łzy mimowolnie poleciały mi po twarzy i skapywały na piasek. Jacob roześmiał się głośno.
- Płacz sobie, płacz! Być może to będą ostatnie łzy w tym życiu. - krzyknął i znów oberwałam. Uderzyłam głową o coś twardego. Chciałam umrzeć, ale nigdzie nie widziałam tego białego światła, o którym tyle się mówi, więc tylko leżałam bez ruchu. Słyszałam, że Jacob krzyczy. Potem ktoś przybiegł i słychać było chrupnięcie jak wtedy, gdy Garry - mój kuzyn, u którego spędzałam te wakacje - złamał sobie nos. Potem usłyszałam pospieszne kroki w moją stronę. "Teraz umrę", pomyślałam i czekałam na ukojenie. Jednak ktoś tylko się nade mną pochylił i przyłożył chłodną, mokrą rękę na mojej szyi. Powoli otworzyłam jedno oko.
Pierwsze, co zobaczyłam, to poskręcane, mokre włosy. Woda z nich skapywała na mnie, przyjemnie chłodząc opuchnięty policzek i górną wargę - miejsca, w które oberwałam od Jacoba. Otworzyłam drugie oko i ten ktoś się odwrócił.
Chłopak. Na oko siedemnastoletni. Zielone oczy. Duży nos. Dosyć długie włosy. Umięśnione ramiona. Zachrypnięty głos, gdy coś mówił. Skupiłam się na jego słowach.
- Halo? Słyszysz mnie? - zapytał. O mamusiu, co za chrypa...
Chciałam odpowiedzieć, żeby nie wyjść na idiotkę. Poruszyłam ustami i poczułam przeszywający ból. Złapałam się za górną wargę. Była teraz wielka jak poduszka.
- O matko, mój łeb... - wymamrotałam. Chłopak przytrzymał mnie za plecami i dźwignął, żebym usiadła. Pachniał. Bardzo ładnie pachniał.
- Nic ci nie jest? - zapytał. Tym razem zachowałam spokój, chociaż jego głos tak na mnie działał...
- Chyba... Coś mi się stało.
Roześmiał się. Miał olbrzymi uśmiech.
- Oberwałaś od jakiegoś kolesia... Znasz go?
Dotknęłam ręką głowy. Włosy splątały się. Było w nich pełno piasku.
- Taa... To mój chłopak.
Mój wybawca zbladł. Widziałam, że zamarł w bezruchu i przyglądał się czemuś za moimi plecami.
- Ten idiota, który rzucił się na ciebie z pięściami i krzyczał że cię zabije to jest twój chłopak? - zapytał poważnie.
- Nooo... Był.
Chłopak gwałtownie wypuścił powietrze z płuc.
- Czyli jesteś sama?
Uśmiechnęłam się do niego.
- Można tak powiedzieć.
Chwilę jeszcze siedzieliśmy na piasku, a potem jakiś blondyn w Hawajkach przybiegł do nas. Widząc mój policzek lekko zbladł i zwrócił się do zielonookiego:
- Kto to jest? I co jej się stało?
- Jej były ją pobił.
- A ty, jako obrońca uciśnionych od razu ją uratowałeś? - uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam.
- A przedstawił się chociaż? - zapytał blondas. - Ja jestem Niall.
- A no tak, zapomniałem prawie. Jestem Harry. - podstawił mi pod nos rękę. Uścisnęłam ją.
- Jessica.
Staliśmy chwilę w milczeniu.
- Może... - zaczął blondyn, ale ktoś wbiegł w nasz krąg. Wysoki chłopak ścięty na Biebera.
- Nie no, chłopaki! My się martwimy a wy jakieś romanse kręcicie... - chciał coś jeszcze dodać, ale zobaczył moją wargę. Oczy mu się rozszerzyły gdy spostrzegł minę Harrego. - Hazza... Tylko nie mów że ty jej to zrobiłeś. Paul nas zabije. - zaczęli się kłócić.
Znów ktoś przyszedł. Tym razem dwoje chłopaków - jeden z nich, z brązowymi włosami podszedł do Harrego, Nialla i tego trzeciego który się nie przedstawił. Drugi, wyglądający na Wietnamczyka, podszedł do mnie.
- Co ci się stało? - popatrzył na mój policzek i delikatnie go dotknął. Poczułam lekki ból, ale zalała go nagła fala rozkoszy, bo chłopak miał zimne ręce.
- Nie zabieraj... - westchnęłam z ulgą. Zamknęłam oczy.
Chłopak roześmiał się.
- Jestem Zayn.
- Jessica. - otworzyłam oczy i zobaczyłam pięć par oczu wpatrujących się we mnie. Zmieszałam się.
Harry przyjrzał mi się z ciekawością.
- Może cię odprowadzimy? - zapytał grzecznie.
- Nie chcę wam robić kłopotu. Pewnie wasze dziewczyny będą złe za to, że rozmawialiście... - nie skończyłam, bo wszyscy ryknęli śmiechem. Jedynie ten podobny do Biebera zachował spokój.
- Co was tak bawi?
Przestali się śmiać, jednak nadal chichotali. W końcu ten, który obok mnie klęczał odpowiedział rozbawiony:
- My nie mamy dziewczyn!
Teraz to ja się roześmiałam, aż do płaczu.
- Jak niby tacy przystojni kolesie mogą nie mieć dziewczyn? - zapytałam przez łzy.
- To my jesteśmy przystojni? - zapytał Harry. Przestałam się śmiać i udawałam poważną.
- No nie mów, że nie jesteś przystojny.
Słyszałam tylko jedno głośne "uuuuuuu" z ust chłopaków.
- Harry, znów masz branie! - krzyknął blondyn, chociaż równie dobrze mogło to być " ty baranie".
- Nie dość, że wszystkie nasze fanki zgarniasz dla siebie, to jeszcze ratujesz je przed oprychami!
- Może im nie przeszkadzajmy?
- Brawo, Hazza!
Zamurowało mnie.
- Chwila, chwila, czekaj. Jakie fanki? - zapytałam, nadal siedząc na ziemi. Tym razem nie śmiali się, tylko patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami. Harry się uśmiechnął.
- Nie znasz nas? - zapytał rozbawiony.
- Nooo... Raczej nie... Ale możliwe że tak... Bo wiecie, mam jeszcze szok pourazowy. A kim wy jesteście? - popatrzyłam na nich. Harry nadal się do mnie uśmiechał. Niall był zaszokowany, zupełnie jak ten chłopak z brązowymi włosami. Ten a'la Bieber zachował spokój. Wietnamczyk przyjrzał mi się dokładnie.
- Znasz One Direction?
- Coś mi się obiło o uszy. To jest ten boysband z Anglii... Też jestem stamtąd. W szkole ciągle o tym mówią. I Emily ich słucha.
- No właśnie. - powiedział Zayn. - To my.
Czy można zachłysnąć się powietrzem? Bo chyba właśnie to zrobiłam.
- Oooo... Nie wiem co powiedzieć. To trochę... Dziwne. - podniosłam się z piachu. Zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. Zayn mnie podtrzymał i oddał w ręce Harrego.
- Chcesz z nami popływać? - zapytał uśmiechnięty.
- Muszę się ogarnąć. - strzepnęłam piasek z włosów. - Może innym razem.
Uśmiechnął się ciepło.
- Odprowadzić cię?
- Poproszę. - odwzajemniłam uśmiech. Poszliśmy do mojego domu, który znajdował się niedaleko.
Po wejściu na plac zobaczył mnie Garry - mój kuzyn. Zlustrował wzrokiem i zamarł. Za mną Harry stał niepewnie, tylko w Hawajkach.
- Tyyy!!! - krzyknął do niego Garry i chciał zaczął go gonić. - Coś zrobił Jessice!?
- Nie, Garry! Zostaw go! - wrzasnęłam i zaczęłam go uspokajać. - To Jacob uderzył! Harry mnie uratował! - krzyczałam, chociaż ból rozsadzał mi wargę. W końcu kuzyn zrozumiał i przeprosił Hazze za swoje zachowanie. Weszliśmy do domu, pożegnałam chłopaka i poszłam na górę, żeby móc się spokojnie przebrać. Gdy już to zrobiłam, zeszłam do kuchni po lód. Ku mojemu zaskoczeniu siedział tam Harry, przyglądając mi się uważnie.
- Ładnie sobie mieszkasz - powiedział uśmiechnięty. Wyciągnęłam lód, włożyłam do ściereczki i przyłożyłam do wargi. To była taka ulga, że aż westchnęłam.
Chłopak chrząknął.
- To pójdziesz ze mną popływać? - zapytał. - Znaczy się, z nami.
Pokiwałam głową, ubrałam kostium i zeszłam na dół, spodziewając się, że Harry nadal będzie siedział przy stole. Ten jednak był już obok drzwi.
- Czekaj, tylko wezmę sok. - powiedziałam, idąc do kuchni. Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał zielonymi oczami w moje oczy.
- Ty naprawdę nie jesteś naszą fanką? - zapytał. Zaprzeczyłam.
- A lubisz sport?
- Gram w nogę i jeżdżę konno, poza tym lubię sportowe wózki, liczy się? - uśmiechnęłam się.
- A lubisz muzykę? - zapytał podejrzliwie. Przytaknęłam zdenerwowana.
- Gram na pianinie i gitarze, czasem perkusja, uczyłam się na skrzypcach, ale słabo mi idzie.
Uśmiechnął się szeroko.
- Chyba znalazłem dziewczynę. - powiedział jakby w transie i pocałował mnie. - Taak! Znalazłem dziewczynę! - wydarł się i pobiegł na dwór, zostawiając mnie zdumioną przed drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz